Koksowniki na przystankach autobusowych, częstsze patrole strażników miejskich szukających bezdomnych, przepełnione noclegownie. Cała Polska mierzy się z mrozami. Słupki rtęci w poniedziałek oscylowały wokół 10. kreski poniżej zera, ale temperatura odczuwalna była znacznie niższa - nawet do minus 22 stopni! W nocy temperatura powędruje jeszcze kilka stopni w dół... A zima zaczyna już zbierać śmiertelne żniwo.

W wielkopolskim Lesznie strażnik miejski znalazł rano ciała dwóch mężczyzn. Zamarzli w zrujnowanej kamienicy. Z kolei w weekend siarczyste mrozy zabiły aż dziesięć osób. Według Małgorzaty Woźniak z MSW, ofiarami były nie tylko osoby bezdomne: To również osoby starsze i pozbawione opieki. W te bardzo mroźne dni zmarły z wychłodzenia.

Tragiczny bilans pogarszają pożary i zatrucia czadem. Po przyjściu mrozów liczba pożarów wzrosła niemal o połowę. W weekend zginęły w nich cztery osoby. Siedem kolejnych zatruło się tlenkiem węgla.

Strażacy musieli też aż trzykrotnie częściej interweniować na zamarzających jeziorach i rzekach. Udało im się uratować siedem osób, niestety sześć utonęło.

W Katowicach grzeją koksowniki

W Rudzie Śląskiej silny mróz unieruchomił rano trzy linie tramwajowe. Przez prawie półtorej godziny naprawiano tam zerwaną trakcję.

Z kolei w centrum Katowic na kilku przystankach autobusowych stoją specjalne kosze z palącym się koksem. Pojawiają się one zawsze wtedy, kiedy mróz sięga kilkunastu stopni. Straż miejska uruchamia natomiast dodatkowe patrole, zwłaszcza w pobliżu kanałów i ogródków działkowych, gdzie mogą być bezdomni. Strażnicy mają mapę takich miejsc. Siedem katowickich noclegowni jest już przepełnionych, ale tam, gdzie to możliwe - np. na korytarzach - przygotowywane są dodatkowe miejsca.

W nocy ze specjalnej linii telefonicznej dla szukających noclegu bezdomnych z województwa śląskiego skorzystały trzy osoby. Numer linii, na który można dzwonić przez całą dobę i bezpłatnie - to 800 100 022.

W Lublinie do mieszkań ruszyli pracownicy socjalni

Podobnie z mrozami radzi sobie Lublin. Na największych przystankach autobusowych w mieście ustawiono koksowniki, noclegownie są otwarte również w dzień, a straż miejska patroluje miejsca, w których mogą przebywać bezdomni - w razie potrzeby strażnicy będą odwozić ich do noclegowni.

Poza tym lubelscy pracownicy socjalni odwiedzają osoby starsze, samotne i niepełnosprawne, by sprawdzić, czy mają czym napalić w piecach, czy nie mają odciętego prądu albo gazu. W razie potrzeby będą im przyznane doraźne zasiłki na zakup opału czy zapłacenie rachunków.

Nie wszyscy chcą korzystać z pomocy

W Gdańsku strażnicy miejscy odwiedzają pustostany, zsypy na śmieci, wiaty - co wieczór około 30 takich miejsc. Jak mówią, w każdym ktoś nocuje, ale przez ostatnie cztery dni do skorzystania z pomocy udało się przekonać jedynie pięć osób. Dwie z nich były na tyle wyziębione, że musiały trafić do szpitali.

W Olsztynie na 100 miejsc w jedynym schronisku jest ponad 170 chętnych. Problemem są głównie bezdomni z mniejszych gmin, którzy zimę wolą spędzać w dużym mieście.

Poznań na koksowniki musi poczekać. Aż będzie zimniej

W Poznaniu noclegownie są już przepełnione, ale dla każdego potrzebującego znajdzie się ciepły posiłek i miejsce. Na korytarzach i poddaszach wciąż przybywa tzw. dostawek. W te największe mrozy służby sugerują też przymknięcie oka na bezdomnych, którzy chronią się np. na klatkach schodowych. Im zimniej, tym bardziej aktywne są patrole, które MOPR organizuje ze strażnikami miejskimi i policjantami. W kilku miejscach wydawane są też posiłki.

Ponad 400 ciężarówek od trzech dni stoi na zasypanej śniegiem trasie Wołgograd-Saratow w Rosji. Trasa jest nieprzejezdna z powodu powtarzających się zamieci. Korek uwięzionych tirów ma długość 10 kilometrów. Temperatura spadła tymczasem do minus 17 stopni i kierowcom zaczyna brakować paliwa.... czytaj więcej

Koksowniki na ulicach Poznania na razie się nie pojawią - na to jest jeszcze za ciepło...

W stolicy ruszyły ogrzewalnie

W Warszawie wszystkich 17 schronisk dla bezdomnych jest już przepełnionych. Potrzebujący mogą jeszcze szukać pomocy w dwóch stołecznych noclegowniach. Łącznie pozostało tam około 100 wolnych miejsc. W razie potrzeby zostaną także dołożone materace. Problem w tym, że noclegownie - w przeciwieństwie do schronisk - trzeba rano opuścić. Dlatego w mieście na czas największych mrozów uruchomiono dwie ogrzewalnie.

Poza tym w warszawskich jadłodajniach codziennie wydawanych jest około trzech tysięcy posiłków.

Nie wszyscy chcą jednak korzystać z pomocy schronisk i noclegowni - tylko w stolicy jest około pół tysiąca takich bezdomnych. Żyją tak jak przez cały rok - na ulicy. Każdego dnia przeżyć pomagają im strażnicy miejscy. W sumie patrolują 110 miejsc, w których żyją bezdomni. Dowożą gorącą zupę i ciepłe ubrania.

Przeczytaj reportaż Piotra Glinkowskiego o mieszkańcach warszawskich kanałów

  • Tylko w Warszawie z pomocy schronisk i noclegowni - nawet w czasie siarczystych mrozów - nie chce korzystać około pół tysiąca bezdomnych. W zimie żyją tak, jak przez cały rok, na ulicy. Każdego dnia przeżyć pomaga im straż miejska. Odwiedziłem jedno z takich miejsc - na Białołęce… więcej

W kanałach na Białołęce mieszkają cztery osoby. O schronisku czy noclegowni nie chcą słyszeć przede wszystkim dlatego, że tam nie można pić alkoholu. W kanałach jest im dobrze. Gośka, która mieszka tam od 11 lat, na kanał mówi: To jest mój domek. W tym "domku" urodziła dwójkę dzieci. Mrozów się nie boi: Nie takie mrozy wytrzymałam i przeżyłam. Kołdrą się przykryję i jest mi dobrze. Jestem wolna, wiem, co robię.

Łódzkie wodociągi nie wytrzymały

W Łodzi ulicę Struga pokrył rano lód, bo mrozu nie wytrzymała rura wodociągowa. Drogowcy, którzy powinni posypać śliską jezdnię solą lub piaskiem, kazali czekać na siebie kilka godzin, a samochody, wjeżdżając na oblodzone pasy, niebezpiecznie się ślizgały.

Do awarii wodociągów doszło również przy ulicach Szczecińskiej i Piasecznej.

Stuposiany bieszczadzkim biegunem zimna

W Bieszczadach najzimniej - zresztą zgodnie z tradycją - było w Stuposianach. Termometry pokazały tam rano aż 27 stopni mrozu! Rekord padł tam jednak 28 grudnia 1996 roku, kiedy słupki rtęci spadły do 37. kreski poniżej zera. Niewiele cieplej było w Stuposianach 24 stycznia 2006 roku - wtedy termometry pokazały 35 stopni mrozu.

W Bieszczadach mroźnie było także między innymi w Dynowie, Komańczy i Terce, gdzie temperatura spadała do minus 23-24 stopni. W górnych partiach Bieszczad we znaki dawał się też wiatr wiejący z prędkością 90 kilometrów na godzinę i powodujący zamiecie śnieżne.

Zima na razie nie odpuści

A cieplej na razie nie będzie. We wtorek temperatury będą wahać się od minus 6 stopni na zachodzie kraju do minus 14 na północnym wschodzie. W środę, czwartek i piątek słupki rtęci powędrują jeszcze niżej, nawet do 17. kreski poniżej zera.

RCB: To jeszcze nie jest sytuacja kryzysowa. Na razie zbieramy informacje

Według Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, to nie jest jeszcze sytuacja kryzysowa. Dlatego działalność Centrum ogranicza się do pośrednictwa w przekazywaniu informacji. Centrum nie ostrzega też ludności, bo - jak usłyszał nasz reporter Paweł Świąder - nie musi tego robić.

Z 60 osób, które pracują w RCB, stale dyżurują trzy i zbierają informacje z różnych źródeł. W przypadku mrozów są to dane nie tylko z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, ale także o zanieczyszczonym powietrzu z systemu ochrony środowiska. Później te dane trafiają do wojewódzkich Centrów Zarządzania Kryzysowego, które... i tak już je mają. Witold Skomra z RCB nie widzi w tym jednak niczego dziwnego: Ja uważam, że nic nie szkodzi, jeśli informacja trafi dwa razy. Nasza rola w sytuacjach kryzysowych zaczyna się wtedy, kiedy ze zdarzeniem nie daje sobie rady wojewoda i tak naprawdę jeden z ministrów. Dopiero wtedy zarządzaniem kryzysowym zajmuje się rząd.

Do tego momentu RCB to jedynie... agencja do przesyłania informacji.