Prokuratura w Katowicach sprawdza, czy do śmierci półrocznej Magdy z Sosnowca mogło dojść wcześniej niż w dniu jej rzekomego porwania. Jak dowiedział się nieoficjalnie reporter RMF FM Roman Osica, mogły to być nawet dwa dni. Śledczy mają także dowody na to, że w czasie, gdy ktoś, używając komputera rodziców dziewczynki, poszukiwał w sieci informacji o dziecięcych trumnach i organizacji pogrzebu, oni sami byli w domu.

Z naszych ustaleń wynika, że komputer, który śledczy zabezpieczyli w domu rodziców Magdy, był wyczyszczony z wszelkich danych. Dopiero zatrudnieni przez prokuraturę eksperci odczytali te informacje z twardego dysku. To oznacza, że komuś zależało, by nikt nie dotarł do historii przeglądanych stron. Po drugie, jak nieoficjalnie dowiedział się nasz reporter, policja sprawdziła, gdzie w momencie, kiedy sięgano po informacje do internetu, logowały się telefony obojga rodziców Magdy, i okazało się, że byli wtedy w domu, a więc blisko komputera. W jednym tylko przypadku surfowania po sieci w poszukiwaniu tych makabrycznych informacji ojciec dziewczynki miał być w pracy.

Prokuratorzy biorą także pod uwagę możliwość, że dziewczynka zmarła wcześniej niż w dniu rzekomego porwania - choć są dowody w postaci zeznań świadków, które na razie wykluczają tę wersję. Być może te zeznania się jeszcze zmienią - powiedział naszemu reporterowi jeden z jego rozmówców znających sprawę. Ta wersja tłumaczyłaby fakt poszukiwania w internecie treści związanych z pogrzebem dziecka dwa dni przed upozorowanym porwaniem dziewczynki.

Ojciec Magdy zaprzecza: Mogę pokazać zdjęcie córki

"Mogę pokazać zdjęcie Madzi, wykonane telefonem komórkowym dwa dni przed jej śmiercią" - oświadczył na konferencji prasowej ojciec półrocznej dziewczynki, Bartłomiej Waśniewski. Reporter RMF FM ujawnił w piątek, że prokuratorzy badają, czy dziewczynka mogła zginąć nawet dwa dni... czytaj więcej

Na piątkowej konferencji prasowej ojciec małej Magdy zaprzeczył informacjom, jakoby dziewczynka zmarła wcześniej, niż w dniu rzekomego porwania. Jak mówił, może pokazać jej zdjęcie, zrobione telefonem komórkowym właśnie na dwa dni przed tragedią.

Zaprzeczył również, jakoby on lub jego żona przed śmiercią Magdy szukali w internecie informacji o cenach dziecięcych trumien, zasiłkach wypłacanych rodzicom po śmierci dziecka czy organizacji pogrzebu.

Bartłomiej Waśniewski wyjaśnił również, dlaczego wraz z żoną szukał w sieci informacji na temat zaczadzeń. Jak twierdził, ogrzewali mieszkanie paląc w piecu i chcieli dowiedzieć się, jak postępować, żeby nie narazić się na niebezpieczeństwo.

Niewykluczona wersja celowego pozbawienia życia

Falę wątpliwości co do okoliczności śmierci małej Magdy wywołała środowa konferencja prasowa katowickiej prokuratury, która podała, że nie można wykluczyć wersji celowego pozbawienia dziewczynki życia. Poza tym, według śledczych, istnieje prawdopodobieństwo, że w ukryciu zwłok Magdy brały udział osoby trzecie. Na obecnym etapie śledztwa dotyczącego śmierci półrocznej Magdy badane są różne wersje, w tym ta, że została ona pozbawiona życia w wyniku celowego i zaplanowanego działania osób trzecich. Istnieje prawdopodobieństwo udziału osób trzecich co najmniej w ukryciu zwłok dziecka oraz w dalszych działaniach zmierzających do uniknięcia odpowiedzialności karnej przez sprawców lub sprawcę - mówiła na konferencji prokurator Marta Zawada-Dybek. Jak dodała, prokuratura bada też wątki m.in. składania fałszywych zeznań i takiego kierowania śledztwem, by podejrzenia padały na inną osobę niż sprawca bądź sprawcy.

Zawada-Dybek podała też, że śledczy zdecydowali o przebadaniu świadków wariografem. Poddania się badaniu odmówiła jedna osoba, ale prokurator nie zdradziła jej tożsamości.

Wyjaśnił to na piątkowej konferencji prasowej Bartłomiej Waśniewski. Przyznał, że to on odmówił poddania się badaniu, bo wcześniej już takie przechodził. Podkreślał też, że wciąż bierze leki psychotropowe, a to - jak mówił - wyklucza przeprowadzenie badania na wykrywaczu kłamstw.

Rodzice Magdy zaczęli nowe życie

Mała Magda była poszukiwana od 24 stycznia. Początkowo jej matka twierdziła, że dziewczynka została porwana z wózka po tym, jak ona sama została zaatakowana na ulicy i straciła przytomność. Półtora tygodnia później Katarzyna W. przyznała, że dziecko nie żyje. Jak twierdziła, dziewczynka wyślizgnęła jej się z rąk i uderzyła główką o próg w mieszkaniu. Kobieta miała zaś ukryć zwłoki w panice i ze strachu. Faktycznie, ciało dziecka odnaleziono w zrujnowanym budynku w Sosnowcu.

Prokuratura postawiła Katarzynie W. zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka. 15 lutego, w dniu pogrzebu swojej córki, kobieta opuściła areszt. Sąd uznał bowiem zażalenie jej obrońców na zastosowanie aresztu.

Kilka tygodni po tragedii rodzice małej Magdy wyprowadzili się z Sosnowca, bo - jak mówił na jednej z wcześniejszych konferencji prasowych Bartłomiej Waśniewski - "po tym, co się stało, nie widzieli dla siebie przyszłości" w tym mieście. Były detektyw Krzysztof Rutkowski, który pomagał parze, poinformował, że małżeństwo przeniosło się do Łodzi.