Około godz. 19 zakończyło się przesłuchanie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego w związku z postępowaniem w sprawie tzw. dwóch wież. Polityk przesłuchiwany był w charakterze świadka od godz. 10. Wszystko odbyło się - wedle słów prok. Piotra Antoniego Skiby - w dobrej atmosferze, aczkolwiek "pojawiły się w pewnym momencie pewne zgrzyty, niemające większego wpływu na dalszy tok przesłuchania".

  • Jarosław Kaczyński spędził 9 godzin na przesłuchaniu w prokuraturze ws. tzw. "dwóch wież" - kontrowersyjnego planu budowy wieżowców przez spółkę powiązaną z PiS.
  • Na początku przesłuchania Kaczyński uznał prokurator za "nielegalną", ale zgodził się współpracować.
  • Kaczyński uważa, że śledztwo to "fikcyjna sprawa" i wynik walki politycznej.
  • Więcej informacji z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej rmf24.pl

Śledztwo w sprawie "dwóch wież" zostało wszczęte przez warszawską prokuraturę okręgową w lutym ub.r. Sprawa związana jest z niedoszłymi planami wybudowania dwóch wieżowców na należącej do powiązanej z PiS spółki Srebrna, działce w Warszawie. Dotyczy ono doprowadzenia austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera do niekorzystnego rozporządzenia mieniem wielkiej wartości poprzez wprowadzenie pokrzywdzonego w błąd.

Przesłuchanie Jarosława Kaczyńskiego w charakterze świadka trwało z przerwami 9 godzin: od godz. 10 do 19. Liderowi PiS towarzyszyli pełnomocnicy - dwaj adwokaci.

Na początku przesłuchania brali w nim udział również pełnomocnicy pokrzywdzonego - mecenasi Roman Giertych i Jacek Dubois. Giertych jednak po godz. 14 opuścił prokuraturę.

Przesłuchanie Kaczyńskiego w "dobrej atmosferze"

Rzecznik Prokuratury Okręgowej prok. Piotr Antoni Skiba przekazał, że przesłuchanie przebiegało w "dobrej atmosferze"Aczkolwiek nie będę ukrywał, że jak w dobrym dramacie sądowym pojawiły się w pewnym momencie pewne zgrzyty, niemające większego wpływu na dalszy tok przesłuchania - dodał.

Prok. Skiba podkreślił, że na początku przesłuchania świadek złożył oświadczenie, że uznaje przesłuchującą go prokurator "za osobę nielegalną, aczkolwiek wyraża zgodę na przesłuchanie, gdyż będzie ten protokół dowodem w dalszej walce o przywrócenie praworządności". 

Następnie przesłuchanie odbywało się w sposób bardzo zdyscyplinowany - dodał prok. Skiba.

Rzecznik zaznaczył, że świadek udzielił odpowiedzi na wszystkie pytania, które mu zadano i ani razu nie skorzystał z przysługującego mu prawa do odmowy, w przypadku gdyby odpowiedź mogła narazić go na odpowiedzialność karną.

Wniosek o niedopuszczenie Giertycha

Na początku przesłuchania - jak relacjonował rzecznik - świadek i jego pełnomocnicy zawnioskowali też o niedopuszczenie w przesłuchaniu pełnomocnika pokrzywdzonego mecenasa Romana Giertycha. Jednak prokurator prowadząca sprawę tego wniosku nie uwzględniła.

Protokół z przesłuchania liczy 40 stron. Prokurator prowadząca czynności poinformowała, że na ten moment nie będą planowane "inne czynności procesowe w tym postępowaniu".

Ani Kaczyński, ani jego pełnomocnicy nie wypowiedzieli się dla mediów po wyjściu z siedziby prokuratury.

Wcześniej z dziennikarzami rozmawiał mec. Jacek Dubois, pełnomocnik Geralda Birgfellnera. Powiedział m.in., że doprowadzenie do przesłuchania Jarosława Kaczyńskiego zajęło 7,5 roku, gdyż jego zdaniem "prokuratura Zbigniewa Ziobry zrobiła wszystko, żeby tej sprawy wtedy nie wyjaśnić".

Jesteśmy szczęśliwi, że to przesłuchanie się skończyło, ponieważ to postępowanie dotyczy pana Jarosława Kaczyńskiego jako potencjalnie podejrzanego. I na ogół taką osobę przesłuchuje się jako ostatnią i potem są podejmowane decyzje procesowe, więc liczymy, że niedługo w tej sprawie zapadną decyzje merytoryczne. (...). Ja nie uwierzyłem w większość słów wypowiadanych przez świadka. Mam nadzieję, że podobna będzie ocena prokuratury, ponieważ materiały dowodowe wskazują na zupełnie inne przebiegi wydarzeń, więc jestem głęboko przekonany, że efektem tego przesłuchania będzie przejście do etapu zarzutów - powiedział mecenas.

Spytany po wyjściu z budynku o swoje odczucia Giertych powiedział dziennikarzom, że ma wrażenie, że "pani prokurator nie poradziła sobie do końca".

Odmowa śledztwa w czasach Ziobry

W 2019 roku - za rządów PiS, gdy ministrem sprawiedliwości i prokuratorem generalnym był Zbigniew Ziobro - Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie. Zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego złożył wtedy w prokuraturze jeden z pełnomocników Birgfellnera. Austriak był kilkukrotnie przesłuchiwany w tej sprawie, w tym raz w Austrii. Odmowę śledztwa tłumaczono wtedy tym, że Birgfellner "nie przedstawił żadnych dokumentów potwierdzających poniesione przez niego koszty" i nie przedstawił żadnych pisemnych umów zawartych z podmiotami, którym miał zlecić określone prace, a które to dokumenty umożliwiałyby weryfikację faktur.

Zdaniem pełnomocników Birgfellnera decyzja prokuratury była "niesłuszna". Wskazywali, że zgodnie z Kodeksem postępowania karnego, postanowienie w sprawie wszczęcia śledztwa lub odmowy wszczęcia należy wydać w terminie 30 dni od dnia złożenia zawiadomienia, a prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa po prawie dziewięciu miesiącach od złożenia zawiadomienia. Pełnomocnicy austriackiego biznesmena zaskarżyli postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa. W lutym 2020 r. warszawski sąd okręgowy utrzymał w mocy postanowienie o odmowie wszczęcia śledztwa.

Sprawa tzw. dwóch wież znalazła się w audycie Prokuratury Krajowej dotyczącym postępowań z okresu rządów Zjednoczonej Prawicy z lat 2016-2023. PK w połowie stycznia ub. roku przedstawiła częściowy raport z audytu.

Prezentująca raport prok. Katarzyna Kwiatkowska wskazała wówczas, że postępowanie w sprawie "dwóch wież" powinno zostać podjęte i kontynuowane. Dodała, że wcześniejszy sposób procedowania w tej sprawie budził bardzo poważne wątpliwości. Zapowiedziała również, że zarówno prezes PiS, jak i inne osoby będą wzywane na przesłuchania w tej sprawie.

W lutym ub. roku prok. Skiba poinformował, że zostało wszczęte śledztwo w sprawie doprowadzenia Geralda Birgfellnera "w okresie od maja 2017 r. do lipca 2018 r. do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie nie mniejszej niż 1 mln 300 tys. euro".

Prezes PiS, pytany wówczas o wszczęcie śledztwa, ocenił, że stało się to "w ramach walki z nami, ponieważ nic nie ma, trzeba fikcyjnych spraw". To, że ktoś chciał wybudować, nie dwie wieże, ale jakiś wysoki budynek (...), to wszystko było w sferze zamiarów, który nigdy nie jest przestępstwem. (...) W tym wypadku mieliśmy do czynienia z działaniem zgodnym z kodeksem handlowym - stwierdził. Na pytanie, czy stawi się w prokuraturze, jeżeli dostanie wezwanie, Kaczyński stwierdził wówczas, że to obowiązek, ale - jak ocenił - "w tej chwili mamy kłopot, bo prokuratura jest nielegalna".

O co chodzi w sprawie "dwóch wież"?

"Gazeta Wyborcza" pod koniec stycznia 2019 r. publikowała zapisy i nagrania rozmowy z lipca 2018 r. - m.in. prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z Geraldem Birgfellnerem - dotyczącej planów budowy w Warszawie dwóch wieżowców przez spółkę Srebrna. Później, w lutym 2019 r., "GW" pisała o sprawie 50 tys. złotych. 

W lutym 2019 r. w rozmowie z PAP lider PiS mówił m.in., że Birgfellner "żądał pieniędzy za prace, które były nieudokumentowane w żaden sposób". Jego żądanie można streścić do tego, że miałbym zmusić radę nadzorczą i zarząd spółki Srebrna, żeby wbrew prawu, wbrew ustawie o rachunkowości wypłaciły mu pieniądze, czego nie chciałem, ani nie mogłem zrobić. Żadne z tych ciał nie uległoby podobnym żądaniom - powiedział wtedy Kaczyński.