Gatunek inwazyjny staje się problemem, jak wymyka się spod kontroli, bo o ile na naszych ogrodach możemy go jeszcze w jakiś sposób opanować, to jeśli wydostanie się już do dzikiej roślinności i tam przetrwa nasze warunki klimatyczne, to może stać się właśnie inwazyjny i zagrażać naszej bioróżnorodności – powiedział w „Wykładzie otwartym” Radia RMF24 dr inż. Krzysztof Pallot z Centrum Edukacji Przyrodniczej Marcelin. Naukowiec z Wydziału Rolnictwa, Ogrodnictwa i Biotechnologi Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu podkreślił jednocześnie, że roślin inwazyjnych w Polsce obecnie nie jest zbyt dużo. „Nie straszyłbym tymi roślinami. Raptem koło 30 jest takich, które rzeczywiście nam zagrażają. Bardziej skupiłbym się na ekspansywności niektórych roślin” – dodał.
- Bądź na bieżąco. Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
W rozmowie na antenie radia internetowego RMF24 dr inż. Krzysztof Pallot z Centrum Edukacji Przyrodniczej Marcelin komentował potencjalne zagrożenia wynikające z obecności tzw. roślin inwazyjnych w Polsce. Podkreślił, że na ten moment nie jest to problem o poważnej skali zagrożenia.
Nie straszyłbym tymi roślinami. Raptem koło trzydziestu jest takich, które rzeczywiście nam zagrażają. Bardziej skupiłbym się na ekspansywności niektórych roślin - stwierdził. Doprecyzował, że gatunek inwazyjny staje się problemem w sytuacji, gdy "wymyka się spod kontroli".
O ile w naszych ogrodach możemy go jeszcze w jakiś sposób opanować, to jeśli wydostanie się już do dzikiej roślinności - i tam przetrwa nasze warunki klimatyczne - to może stać się właśnie inwazyjny i zagrażać naszej bioróżnorodności - podkreślił.
Jak mówił, najbardziej popularnym, który występuje w Polsce jest barszcz Sosnowskiego. Przestrzegł wszystkich, którzy posiadają ogrody i kupują do nich różne rośliny o zwrócenie większej uwagi na to, z jaką rośliną mamy do czynienia. Dlatego biorę pod uwagę, jak te rośliny rosną i jak mogą wpływać również na inne obok, które sadzimy. Po prostu musimy znać rośliny, które sadzimy. Nie możemy ich tylko kupować czy sadzić, patrząc tylko na to, że są ładne - stwierdził.
Naukowiec w rozmowie na antenie radia wymienił też inne rośliny inwazyjne, z którymi możemy się w Polsce spotkać.
Nawłoć. Mamy sumaka, który też często w ogrodach działkowych był sadzony. On się rozprzestrzenia odrostami korzeniowymi bożodrzew, który był bardzo często sadzony w miastach na różnych osiedlach. W tej chwili większość osiedli się go już pozbyła. Zresztą on jest w tej chwili zakazany w ogóle do uprawy i do sadzenia - powiedział.
Podkreślił, że stało się tak "właśnie ze względu na tę inwazyjność, na rozprzestrzenianie, a nawet niszczenie infrastruktury".
Prowadzący zapytał o to, dlaczego niektóre rośliny się tak często rozprzestrzeniają?
Przede wszystkim pasują im warunki klimatyczne i mają odpowiednie sposoby rozmnażania. Duża ilość nasion, przenoszonych na przykład przez wiatr i dlatego mogą się przemieszczać na większe odległości. Takim ciekawym gatunkiem jest też klon jesionolistny, który do niedawna był przecież taką powszechnie sadzoną również rośliną. Można powiedzieć prawie równomiernie jak brzoza. Jeżeli pójdziemy gdzieś w zarośla, to możemy bardzo często tam znaleźć właśnie też klon jesionolistny, brzozę. Sosna też bardzo dobrze się rozsiewa. Tak, takie nasze lasy sosnowe też po prostu się rozprzestrzeniają - odpowiedział dr inż. Krzysztof Pallot z Centrum Edukacji Przyrodniczej Marcelin.
Naukowiec podkreślił także, że lista gatunków inwazyjnych stale się powiększa. Odniósł się też do tego, dlaczego barszcz Sosnowskiego jest szczególnie groźny. Z tego względu, że posiada właściwości parzące, więc możemy, zostać przez niego zwyczajnie poparzeni. To jest coś zdecydowanie mocniejszego niż pokrzywa - ocenił naukowiec.
Dopytywany o to, w jaki sposób można go zwalczać, odpowiedział:
Trzeba go zwalczać w tych miejscach, gdzie po prostu jest i gdzie stwarza niebezpieczeństwo. Oczywiście trzeba na niego zwracać uwagę. To jest bardzo duża roślina - jedna z największych zielnych naszych roślin. Warto o tym wiedzieć, tym bardziej że powoli zbliża się majówka, a potem urlopy, wakacje... - podsumował.


