Ukraina i Białoruś zawarły "cichą umowę": rafinerie na Białorusi nie są atakowane, dopóki ta nie przekracza pewnych granic - uważa dr Andrzej Szabaciuk z KUL. Jego zdaniem skoro Alaksandr Łukaszenka nie włączył się w wojnę, gdy Rosja była silniejsza, tym bardziej nie zrobi tego teraz. Natomiast białoruski lider będzie handlował swoją lojalnością.
- Dr Andrzej Szabaciuk ocenia, że aktywne wejście Białorusi do wojny z Ukrainą jest mało prawdopodobne.
- Według eksperta Mińsk stara się balansować między Rosją a Zachodem.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Prezydent Francji Emmanuel Macron odbył w niedzielę rozmowę telefoniczną z Łukaszenką, w której wezwał go, by nie pozwolił, aby Białoruś została wciągnięta w rosyjską wojnę przeciwko Ukrainie. Wcześniej, tego samego dnia Macron rozmawiał z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim, który w ostatnich dniach coraz częściej ostrzega, że Białoruś może stać się dla Rosji przyczółkiem do otwarcia nowego frontu na północy Ukrainy.
Przed takim scenariuszem przestrzegła również liderka białoruskiej opozycji na emigracji Swiatłana Cichanouska. Jak powiedziała agencji AP, Francja stara się zapobiec wciągnięciu Białorusi w wojnę rosyjsko-ukraińską. Reżim Łukaszenki dobrze wie, co należy zrobić, aby poprawić relacje z Unią Europejską, ale nic się nie dzieje. Zamiast tego nadal mają miejsce ataki hybrydowe, szantaż nuklearny i groźby wobec całego regionu - dodała Cichanouska, która w poniedziałek składa wizytę w Kijowie.
Jak zauważył dr Andrzej Szabaciuk z KUL-u oraz rządowego Instytutu Europy Środkowej w Lublinie, to, co obecnie obserwujemy, stanowi element szerszej gry geopolitycznej. Z jednej strony Białoruś jest kuszona ewentualnym złagodzeniem sankcji, aby w obliczu rosnącej presji na Rosję nie angażowała się mocniej w wojnę. Zarazem Rosji zależy na jak największym zaangażowaniu Białorusi.
Od samego początku pojawiały się zresztą prowokacje mające na celu czynne włączenie się Mińska, jak np. ostrzeliwanie niektórych obszarów Białorusi przez rosyjskie śmigłowce w celu stworzenia wrażenia, że stoją za tym Ukraińcy czy inne tego typu próby - przypomniał ekspert.
Według niego Rosji zależy na tym, aby skierować białoruskie wojska przeciwko Ukrainie albo przynajmniej szachować część sił ukraińskich od północy groźbą ataku.
Służące temu ruchy Łukaszenka wciąż zresztą wykonuje: trwają ćwiczenia wojskowe przy granicy z Ukrainą, ogłaszane są mobilizacje i podejmowane działania operacyjne. Ma to sprowokować Ukraińców do zaangażowania większej liczby wojsk na północy - podkreślił Szabaciuk i dodał, że na razie Łukaszenka nie decyduje się jednak na realne użycie armii w walce, uzasadniając to zagrożeniem Białorusi ze strony Ukrainy i NATO, co jest stałą częścią prowadzonej przez niego gry geopolitycznej.
Część zachodnich polityków reaguje na te kroki nerwowo, ale w mojej ocenie jest to po prostu próba zastraszenia Ukraińców i - po raz kolejny zresztą - skłonienia ich do przesunięcia części sił zbrojnych na północ - ocenił.
Zdaniem eksperta Łukaszenka nie jest obecnie w stanie realnie włączyć się do konfliktu zbrojnego. Skoro nie zaangażował się w momencie, kiedy pozycja Rosji była o wiele silniejsza, a możliwość nacisku na Mińsk znacznie większa, tym bardziej nie zrobi tego teraz.
Białoruska armia jest niewielka, stosunkowo słabo wyszkolona i nieprzygotowana do konfliktu o takim charakterze, jaki obecnie widzimy w Ukrainie. Jej zaangażowanie wiązałoby się z ogromnymi stratami dla państwa, a efekt polityczny i społeczny byłby dla reżimu katastrofalny.
Łukaszenka nie jest naiwny, rządzi od 1994 r., więc ma pełną świadomość konsekwencji ewentualnego zwiększenia udziału w wojnie. Tym bardziej że z Zachodu płyną sygnały o korzyściach, jakie mogłyby nastąpić, gdyby delikatnie dystansował się od Kremla - uważa ekspert.
Rozmówca odczytuje rozmowę telefoniczną Macrona z Łukaszenką jako próbę ostudzenia emocji i upewnienia się, że militarne zaangażowanie Białorusi w wojnę nie nastąpi. To - zdaniem analityka - pokazuje, że Zachód traktuje sygnały płynące z Mińska poważnie, a władze białoruskie starają się umiejętnie grać tą kartą. Z kolei państwa zachodnie, jak wyjaśnił Szabaciuk, chcą udowodnić Łukaszence, że istnieje alternatywa i nie musi on całkowicie ulegać Rosji.
Jak wyjaśnił, straszenie Zachodem i Ukrainą to po części również odpowiedź na rosyjskie naciski. Stanowi próbę pokazania Moskwie: nie ignorujemy zagrożeń, myślimy o zaangażowaniu się w wojnę, ale musimy bronić własnego terytorium, bo tutaj zagrażają nam Polacy, Litwini i Ukraińcy. Bronimy zachodniej flanki Państwa Związkowego i mamy co robić - powiedział.
Zdaniem Szabaciuka aktywne włączenie się Białorusi w wojnę z Ukrainą jest niezwykle mało prawdopodobne również z tego względu, że ta ostatnia ma instrumenty, którymi może zniechęcić Mińsk do eskalacji.
Mowa o potencjalnych uderzeniach w białoruskie rafinerie. Dla ukraińskich dronów nie byłoby to dużym problemem technicznym, co pokazuje przykład Rosji. Natomiast rafinerie to dla reżimu Łukaszenki "perła w koronie", bo zarabia na nich ogromne pieniądze, zaopatrując m.in. Federację Rosyjską - wyjaśnił i dodał, że między Kijowem a Mińskiem istnieje "cicha umowa": rafinerie nie są atakowane, dopóki Białoruś nie przekroczy pewnych granic.
Swiatłana Cichanouska składa pierwszą oficjalną wizytę w Kijowie. Liderka białoruskiej opozycji spotka się z prezydentem Zełenskim, szefem MSZ Andrijem Sybihą, kierownictwem parlamentu oraz dyplomatami z delegatury UE. Co próbuje zyskać Kijów, właśnie teraz ją zapraszając do siebie?
Jak podkreślił Krzysztof Nieczypor, analityk w Zespole Białorusi, Ukrainy i Mołdawii Ośrodka Studiów Wschodnich, nie jest to próba budowy jakichś demokratycznych sił, które mogłyby obalić reżim Łukaszenki, lecz realizacja własnej agendy politycznej.
Zdaniem eksperta spotkanie z Cichanouską ma być przypomnieniem, że Łukaszenka jest wspólnikiem Władimira Putina w inwazji na Ukrainę. To sygnał do Zachodu, a zwłaszcza USA, które prowadzą dość intensywne kontakty poprzez specjalnego wysłannika prezydenta Donalda Trumpa ds. Białorusi Johna Coale'a odnośnie do odmrożenia kontaktów z Mińskiem.
W ten sposób Kijów próbuje wytrącić Amerykanom argumenty do takiego zbliżenia. Ukraina bardzo obawia się złagodzenia sankcji wobec Białorusi, bo słusznie konstatuje, że mogłoby to stanowić precedens również wobec Federacji Rosyjskiej - uważa Nieczypor.
Drugim wymienionym przez niego celem jest przypominanie o konieczności wspierania Ukrainy przez Zachód.
Właściwie od początku tego roku Kijów prowadzi bardzo szeroko zakrojoną akcję informacyjną dotyczącą zagrożenia ze strony Białorusi. Zełenski kilkakrotnie wspominał o tym, że na terenach przygranicznych Białorusi instalowane są nadajniki i retranslatory, które umożliwiają rosyjskim bezzałogowcom napady powietrzne na Ukrainę - przypomniał Nieczypor.
Dodał, że w ostatnich kilkunastu dniach Kijów parokrotnie sygnalizował jakieś ruchy Mińska w zakresie wojskowej logistyki na pograniczu ukraińsko-białoruskim. Miało to sugerować ewentualną możliwość ofensywy Mińska i współudziału - już kinetycznego - wojsk białoruskich na Ukrainie, czego celem było mobilizowanie społeczności międzynarodowej dla pomocy Kijowowi - uważa ekspert OSW.


