"To bardzo zły kandydat - jest współodpowiedzialny za wszystkie patologie, jakie narosły w Instytucie Pamięci Narodowej w ostatnich latach. Wybór Mateusza Szpytmy na prezesa IPN oznacza zachowanie przez Prawo i Sprawiedliwość kontroli nad tą instytucją" - powiedział w Popołudniowej rozmowie w RMF FM prof. Paweł Machcewicz, historyk z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. Skrytykował pochwały wicemarszałka Sejmu Piotra Zgorzelskiego pod adresem Szpytmy. "Mogę tylko ubolewać, że takie słowa padają ze strony ważnego polityka" - ocenił.

Prof. Paweł Machcewicz w Popołudniowej rozmowie w RMF FM komentował spór wokół następcy Karola Nawrockiego w Instytucie Pamięci Narodowej. Nie szczędził gorzkich słów pod adresem Mateusza Szpytmy, obecnego wiceprezesa IPN, który wydaje się najpoważniejszym kandydatem na szefa tej instytucji.

To jest bardzo zły kandydat. Mateusz Szpytma był przez ostatnie dziesięć lat wiceprezesem IPN-u. Jest współodpowiedzialny za wszystkie patologie, jakie w tej instytucji narosły, czyli skrajne upolitycznienie, sprowadzenie Instytutu Pamięci Narodowej właściwie do roli przybudówki jednej partii politycznej - Prawa i Sprawiedliwości - stwierdził.

Dodał, że Szpytma był również odpowiedzialny za tzw. czystki w IPN-ie. Jak mówił, historycy byli wyrzucani z pracy m.in. za to, że "publikowali artykuły czy książki niezgodne z linią prezesów Instytutu Pamięci Narodowej i kierownictwa Prawa i Sprawiedliwości". To były absolutnie gorszące wydarzenia - podkreślił.

Na sugestię prowadzącego Piotra Salaka, że być może wchodziła w grę kwestia oceny historyków na kwestię polityki, odparł: "Wartością naczelną i w demokracji, i w badaniach historycznych jest pluralizm - poszanowanie różnych poglądów. Gdy ja współtworzyłem IPN, a należałem do tej pierwszej grupy na samym początku historyków, która budowała te instytucje, zbudowaliśmy instytucję pluralistyczną, która była niezależna od polityków, mimo że już wtedy chcieli grzebać w IPN-nie".

Podkreślił, że wówczas była to instytucja, w której było miejsce zarówno dla historyków o poglądach liberalnych, centrowych jak i prawicowych. Problem polega na tym, że w ciągu tych ostatnich dziesięciu lat, zamiast pluralizmu mamy tak naprawdę jeden głos, jedną linię partii Prawa i Sprawiedliwości. Wyrzucanie historyków z pracy za to, co głoszą - no nie może znaleźć żadnego usprawiedliwienia - podsumował.

"Trudno, żeby Nawrocki zgodził się na zmiany w IPN"

Stwierdził także, że PiS nie zgodzi się na wprowadzenie zmian w tej instytucji, bo "jest ona zbyt cenna dla tej partii". Doprecyzował, że IPN działa na podstawie ustawy i "jakiekolwiek zmiany w obsadzie kierownictwa (IPN - przyp. red.) muszą być poprzedzone ustawą".

Dopóki prezydentem był Andrzej Duda, to było oczywiste, że zawetuje jakąkolwiek zmianę. Była nadzieja, że PiS przestanie kontrolować urząd prezydencki, ale okazało się, że Karol Nawrocki, notabene startując (w wyborach prezydenckich - przyp. red.) jako prezes IPN-u, wygrał i trudno oczekiwać, że zgodzi się na zmianę tego stanu w instytucie, który on sam współtworzył - wskazał prof. Paweł Machcewicz.

"PSL walczy o wyborców PiS". Historyk krytycznie o słowach Zgorzelskiego

Gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM odniósł się także do słów, a raczej pochwał wicemarszałka Sejmu Piotra Zgorzelskiego pod adresem wspomnianego Mateusza Szpytmy.

Mogę tylko ubolewać, że padają takie słowa z ust ważnego polityka. Wystarczy mieć oczy otwarte i nie odrzucać faktów, żeby wiedzieć, że Mateusz Szpytma jest absolutnie współodpowiedzialny za tę degradację IPN-u, która nastąpiła w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Rozumiem, że PSL ma swoją agendę polityczną, że walczy - tak to odczytuję - o wyborców konserwatywnych, których chciałby przejąć po PiS-ie, ale tym bardziej takie ruchy odbieram jako rozpaczliwe i w gruncie rzeczy nieetyczne - stwierdził.

Zarzuty historyka pod adresem Szpytmy. Podał konkretny przykład

Prowadzący rozmowę zapytał prof. Machcewicza o to, jakie konkretnie kwestie historyczne wywołują tak duże emocje w środowisku historyków, jeśli chodzi o stosunek do nich Mateusza Szpytmy.

Szpytma współtworzył Muzeum Polaków Ratujących Żydów. To jest muzeum poświęcone rodzinie Ulmów - bohaterskiej rodzinie, która ukrywała rodzinę żydowską, i gdy w wyniku donosu zostali oni odkryci, to Niemcy rozstrzelali i Żydów, i ukrywających ich Polaków, całą rodzinę. I oczywiście oni zasługują na upamiętnienie i na muzeum, ale historycy podnosili wiele krytycznych uwag wobec tego muzeum. Najważniejsza jest taka, że to muzeum pokazuje tylko jedną stronę - mówił.

Historyk zwrócił uwagę na to, że byli Polacy, którzy ratowali Żydów, ale byli też i tacy, którzy ich wydawali Niemcom. Niezależnie od tego, że mam krytyczny stosunek do muzeum Ulmów, chociaż uważam, że dobrze, że ono powstało, to jestem zdania, że byłoby lepiej, gdyby nie zatajano informacji o tym, że Ulmowie zostali zadenuncjowani przez polskiego policjanta, bo to też jest część prawdy historycznej - tłumaczył.

Natomiast - kontynuował - tu chodzi o coś szerszego. O to, że IPN pod rządami prezesa Nawrockiego, a wcześniej prezesa Szarka, prezentował bardzo jednostronny obraz stosunków polsko-żydowskich, właściwie koncentrujący się wyłącznie na ratowaniu Żydów. Sławomir Poleszak, historyk z Lublina, który opublikował artykuł o tym, że ostatni z ukrywających się tzw. żołnierzy wyklętych, być może tak długo się nie ujawnił wcześniej, ponieważ odpowiadał za różne akty przemocy wobec Żydów w czasie wojny, został zwolniony za ten artykuł z pracy - stwierdził.

"IPN nie powinien zostać zlikwidowany"

Rozmówca Piotra Salaka mimo nieskrywanej krytyki Instytutu Pamięci Narodowej podkreślił na antenie RMF FM, że jest przeciwnikiem likwidacji tej instytucji.

Przede wszystkim archiwum IPN-u dobrze działa, jest dobrze zorganizowane i doinwestowane. W związku z tym duża część materiałów jest dostępna online i to jest wyjątkowe, jeśli chodzi o polskie archiwa. Tego bym nie ruszał. Powinny zostać archiwa, a przy archiwach komórki badawcze i edukacyjne, ale nie w tej skali, jak w tej chwili, ponieważ ta instytucja jest nadmiernie rozbudowana, nadmiernie zbiurokratyzowana. Powinna zostać sprowadzona do takich rozmiarów, które są potrzebne. Ale nie kilka tysięcy pracowników i nie 600 milionów złotych rocznego budżetu - podsumował gość Popołudniowej rozmowy w RMF FM.

Opracowanie: