I ja tam byłem, pastorałki z wiernymi śpiewałem i razem z Magdaleną Wojtoń prezentowałem franciszkańskie fakty historyczne. Jednak to był taki nasz skromny "kwiatek" św. Franciszka do bogatego artystycznego "kożucha". W jego muzyczno-tanecznym cieple ogrzewali się przed Bazyliką Franciszkanów i Oknem Papieskim w Krakowie licznie zgromadzeni ludzie, w większości rodziny z dziećmi. Jak mogliśmy przeczytać w depeszy: "w tegorocznej jubileuszowej 'żywej szopce' w Krakowie kolędy i pastorałki zaśpiewał Marek Piekarczyk, wokalista legendarnej grupy TSA i trener polskiej edycji The Voice of Poland. Na scenie przy Franciszkańskiej pojawili się ponadto: Magda Steczkowska, 'hulajdusza', 'Jakubowe Muszelki', 'Promyczki Dobra', 'Kwartet C.D.N.' oraz franciszkański zespół 'Fioretti'. Jak co roku w Wigilię i Święta Bożego Narodzenia (24-26 grudnia 2023 r.) obowiązkowo byli na skwerze: Święta Rodzina, zwierzęta, jasełka. Było wspólne kolędowanie i tańce. Franciszkanie serdecznie zapraszają w tych dniach do sąsiadującej z ,żywą szopką' bazyliki św. Franciszka. 'Jeśli naprawdę chcemy spotkać żywego Jezusa, to właśnie tam, na ołtarzu podczas mszy św. rodzi się On. W tym momencie, kiedy kapłan wyciąga ręce nad chlebem i winem i przyzywa Ducha Świętego, aby dary te stały się Ciałem i Krwią Chrystusa' – tłumaczą zakonnicy. Pierwszą żywą szopkę wystawił św. Franciszek z Asyżu w Greccio 800 lat temu, 24 grudnia 1223 r. Ponad ćwierć wieku temu krakowscy franciszkanie zwyczaj ten przeszczepili do Polski." Przepisałem oficjalny artykuł. A teraz zapoznajcie się z historią zaprezentowaną przez Magdę i mnie.

Serdecznie witamy! Dotarliśmy do szczegółowego opisu pierwszej żywej szopki, którą dokładnie 800 lat temu, tj. z 24 na 25 grudnia 1223 r. wystawił św. Franciszek z Asyżu w Greccio we Włoszech. Autorem relacji zamieszczonej we Wczesnych Źródłach Franciszkańskich jest brat Tomasz z Celano. Posłuchajmy!

Cytat

Dlatego należy wzmiankować i ze czcią wspomnieć to, co uczynił w dzień narodzenia Pana naszego Jezusa Chrystusa, na trzy lata przed dniem swojej chwalebnej śmierci, w grodzie zwanym Greccio. Był na owym terenie mąż imieniem Jan, dobrej sławy, a jeszcze lepszego życia, którego błogosławiony Franciszek kochał szczególną miłością, ponieważ mimo że w swojej ziemi był on szlachcicem i człowiekiem bardzo poważanym, jednak gardził szlachectwem cielesnym, natomiast szedł za szlachectwem ducha. Jego to właśnie, prawie na piętnaście dni przed Narodzeniem Pańskim, święty Franciszek poprosił do siebie, jak to często zwykł czynić, i rzekł doń: ‘Jeśli chcesz, żebyśmy w Greccio obchodzili święta Pańskie, pośpiesz się i pilnie przygotuj wszystko, co ci powiem. Chcę bowiem dokonać pamiątki Dziecięcia, które narodziło się w Betlejem. Chcę naocznie pokazać Jego braki w niemowlęcych potrzebach, jak został położony w żłobie i jak złożony na sianie w towarzystwie wołu i osła’. Co usłyszawszy ów dobry i wierny mąż, szybko pobiegł przygotować we wspomnianym miejscu wszystko, co Święty powiedział. Nastał dzień radości, nadszedł czas wesela. Z wielu miejscowości zwołano braci. Mężczyźni i kobiety z owej krainy, pełni rozradowania, według swej możności przygotowali świece i pochodnie dla oświetlenia nocy, co promienistą gwiazdą oświeciła niegdyś wszystkie dnie i lata. Wreszcie przybył święty Boży i znalazłszy wszystko przygotowane, ujrzał i ucieszył się. Mianowicie nagotowano żłóbek, przyniesiono siano, przyprowadzono wołu i osła. Uczczono prostotę, wysławiono ubóstwo, podkreślono pokorę i tak Greccio stało się jakby nowym Betlejem. Noc stała się widna jak dzień, rozkoszna dla ludzi i zwierząt. Przybyły rzesze ludzi, ciesząc się w nowy sposób z nowej tajemnicy. Głosy rozchodziły się po lesie, a skały odpowiadały echem na radosne okrzyki. Bracia śpieszyli, oddając Panu należne chwalby, a cała noc rozbrzmiewała okrzykami wesela. Święty Boży stał przed żłóbkiem, pełen westchnień, przejęty czcią i ogarnięty przedziwną radością. Ponad żłóbkiem kapłan odprawiał uroczystą mszę świętą, doznając nowej pociechy. Święty Boży ubiera się w szaty diakońskie, był bowiem diakonem, i donośnym głosem śpiewa świętą Ewangelię. A jego głos mocny i słodki, głos jasny i dźwięczny, wszystkich zaprasza do najwyższych nagród. Potem głosi kazanie do stojącego wokół ludu, słodko przemawiając o narodzeniu ubogiego Króla i małym miasteczku Betlejem. Często też, gdy chciał nazwać Chrystusa Jezusem, z powodu bardzo wielkiej miłości zwał Go dziecięciem z Betlejem i jak becząca owca wymawiał słowo Betlejem, napełniając całe swe usta głosem, a jeszcze bardziej słodkim uczuciem. Również, gdy wzywał dziecięcia z Betlejem lub Jezusa, zdawał się oblizywać wargi językiem, na podniebieniu smakując i połykając słodycz tego słowa. Tamże Wszechmogący rozmnożył swe dary, a pewien cnotliwy mąż miał dziwne widzenie. Widział w żłóbku leżące dzieciątko, bez życia, ale kiedy święty Boży zbliżył się doń, ono jakby ożyło i zbudziło się ze snu. To widzenie nie jest nieodpowiednie, gdyż w wielu sercach dziecię Jezusa zostało zapomniane. Dopiero Jego łaska, za pośrednictwem sługi świętego Franciszka sprawiła, że zostało w nich wskrzeszone i wyrażone w kochającej pamięci. Wreszcie zakończył się uroczysty obchód i każdy z radością powrócił do siebie".

Żywa w wielorakim znaczeniu jest dla mnie franciszkańska uroczystość.