Górale chcą wpisania pasterstwa na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Chcą, by sposób wypasania owiec, zwyczaje i obrzędy z tym związane, a nawet naczynia i narzędzia używane do produkcji serów, były chronione i zachowane. W rozmowie z Maciejem Pałahickim, Andrzej Gąsienica Makowski - prezes Towarzystwa Produktu Górskiego - jeden z inicjatorów tego wniosku, tłumaczy jakie to ma znaczenie dla regionu.

Maciej Pałahicki: Kiedy podjęte zostały starania o wpisanie pasterstwa na listę dziedzictwa kulturowego?

Andrzej Gąsienica Makowski: Tę sprawę zaczęliśmy 50 lat temu. Franciszek Bachleda-Księdzulorz, Jasiek Fudala i ja założyliśmy grupę literacką "Juhasi" i poprzez wiersze walczyliśmy o to, żeby owce wróciły i żeby bacowanie wróciło w Tatry. Bo bacowanie to jest kultura i natura. Baca pozyskuje owce od innych gospodarzy, nie wypasa tylko swoich.  Z tego wypasu owiec pozyskuje produkty mleczne - sery. No i oczywiście są z tym związane wydarzenia kulturalne jak rozpoczęcie wypasu, jak świętego Jana, jak zakończenie wypasu czyli "osod". To wszystko staraliśmy się zawrzeć we wniosku, którego tutaj głównym inicjatorem był pan Józef Michałek, ale wszyscy nasi bacowie składali swoje podpisy. Każdy czuje się odpowiedzialny za ten wniosek, został złożony i teraz będzie rozpatrywany przez Narodowy Instytut Dziedzictwa, żeby złożyć potem ministrowi. A w przyszłości, mamy nadzieję, że do UNESCO będzie wniosek złożony, ale to musi złożyć kilka krajów taki wniosek.

M. P.  Jakie to ma znaczenie dla zachowania i ochrony tego dziedzictwa?

A. G. M.: To budowanie prestiżu pasterstwa, bacostwa, juhaski. To jest przekonanie ludzi i samych siebie, że to jest bardzo potrzebne dla krajobrazu, dla przyrody, dla naszej kultury. Pokazuje kim jesteśmy, gdzie jesteśmy. I oczywiście dla produktów. To zachowanie pewnej ciągłości w górach, że paśli 400 lat temu, pasą dzisiaj, będą też paść w przyszłości, jeżeli to zachowamy. To dziedzictwo jest potrzebne każdemu człowiekowi, jak powietrze. Bo bez dziedzictwa człowiek jest nikim. A tak wiemy kim jesteśmy, między swoimi. Jest to ciężka robota, ale ta praca daje satysfakcję poprzez pewną ciągłość kulturową.

M.P.: Czyli też chodzi o to żeby ktoś, kto zobaczy bacę, po prostu nisko się ukłonił?

A. G. M. Przychylić czoła też jest warto, też juhasom, którzy czy leje, grzeje czy mrozi, to oni są, pasą owce. Wykonują tą służebną pracę. To jest służba dla krajobrazu. Kiedyś to byli Wołosi, pasterze włoscy. Byli strażnikami Karpat. Bronili przed najazdami różnymi. Pierwsi spotykali się z wrogami i mieli prawo noszenia broni. Dzisiaj są to strażnicy bioróżnorodności, jakbyśmy to ładnie powiedzieli, tak ekologicznie. Oni dbają o krajobraz, żeby była kwiecista łąka, żeby nie były zarośnięte te nasze polany. Jest konieczność właśnie wypasu w górach. Nie taką intensywną, tylko ekstensywną działalność prowadzić poprzez właśnie wypasy. Co prawda są one trudne, bo jeśli prowadzone są zgodnie z tradycją, to jest to i dojenie naturalne, nie mechaniczne, to cały splot tej pracy musi być ręcznie wykonywany.

M.P. No i dzięki temu mamy symbol naszego regionu czyli oscypek.

A.G.M: Oscypek jest takim serem z serca gór, bo ten baca, który go wyrobio, co go pucy, to po prostu daje nie ino siłę, oddaje swoje serce, swoje myśli, bo jak go odbrabio, wyrobio, głasce, no to chce żeby on był jak najpiękniejszy, żeby nie ino był smaczny, ale też był piekny. Żeby ludzie mogli się na niego i popatrzeć, ale przede wszystkim posmakować, bo nosi w sobie wiele dobrych, naturalnych rzeczy: wartościowych witamin i składników, które człowieka zdrowotność polepszają.

M.P.: Myśli Pan, że dzięki temu ludzie też będą inaczej patrzeć na tą ciężką pracę pasterzy i na pasterstwo?

A.G.M.: Już dzisiaj można zaobserwować, że ludzie z ciekawością przychodzą na bacówki, nie tylko na Krupówki (chociaż na Krupówkach też dobrze, że są), niemniej jednak przychodzą na bacówki dotknąć tej kultury, dotknąć tej tradycji. Powąchać zapach ogniska, tej watry, która się pali w szałasie. A watra niesie ze sobą ciągłość. Watra nigdy nie gaśnie, ona tylko zaśnie, by wiosną baca przyszedł i ją rozduchał. Ludzie przychodzą właśnie dotykać tego troszkę czarodziejskiego zawodu, bo baców uważano za takich czarodziejów, bo oni coś mają do czynienia z wiedzą tajemną, bo znają te różne inne sprawy, takie zakorzenione gdzieś bardzo głęboko. Ale to każdy baca swoje wie, w rodzinie są przekazywane te różne zwyczaje. Mniejsze i większe. Ale to jest wszystko związane z bacowaniem.