Stany Zjednoczone mogą wkrótce skierować swoją uwagę na Kubę - zasugerował sekretarz stanu Marco Rubio w wywiadzie dla NBC. Polityk, odnosząc się do możliwych działań wobec komunistycznego reżimu w Hawanie, podkreślił, że sytuacja na wyspie jest coraz trudniejsza, a kubańskie władze powinny być "co najmniej zaniepokojone".

  • Po pojmaniu przez amerykańskie siły specjalne prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro Marco Rubio zapowiada możliwe działania wobec Kuby, mówiąc, że tamtejszy reżim jest "w dużych tarapatach".
  • Odnosząc się do Wenezueli, amerykański sekretarz stanu zwraca uwagę, że Waszyngton zamierza wymusić na Caracas konkretne zmiany polityki.
  • Szef amerykańskiej dyplomacji podkreśla, że interwencja w Wenezueli nie była inwazją, a USA rezerwują sobie prawo do dalszych działań, jednocześnie studząc oczekiwania na szybką demokratyzację kraju.
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

Marco Rubio w niedzielnym wywiadzie dla telewizji NBC odniósł się do możliwych działań wobec Kuby. Pytany, czy kubański reżim będzie kolejnym "celem" Stanów Zjednoczonych, odparł, że jest on "wielkim problemem". Dopytywany, czy jego odpowiedź oznacza "tak", potwierdził.

Myślę, że są w dużych tarapatach. (...) Nie będę pani mówił, jakie będą nasze kroki w przyszłości i jaka jest nasza polityka w tej chwili. Nie sądzę jednak, by to było wielką tajemnicą, że nie jesteśmy wielkimi fanami kubańskiego reżimu - powiedział amerykański sekretarz stanu.

Polityk, syn kubańskich uchodźców, jeszcze w sobotę razem z prezydentem Stanów Zjednoczonych Donaldem Trumpem ostrzegał sprzymierzone z Wenezuelą władze Kuby. Powiedział, że gdyby był na miejscu zaprzyjaźnionego z Nicolasem Maduro reżimu na Kubie, "byłby co najmniej zaniepokojony".

Przywódca USA powiedział z kolei, że Kuba "nie radzi sobie najlepiej", a Kubańczycy cierpią przez to od wielu lat. Myślę, że Kuba będzie tematem, o którym będziemy rozmawiać, bo Kuba jest obecnie krajem upadającym, bardzo upadającym, a my chcemy pomóc tym ludziom. To bardzo podobne (do Wenezueli) w tym sensie, że chcemy pomóc ludziom na Kubie, ale chcemy również pomóc ludziom, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia Kuby i żyją w tym kraju - zapowiadał.

Amerykańska wizja Wenezueli

Wywiad w telewizji NBC nie był jedynym, jakiego w niedzielę udzielił Marco Rubio. Amerykański sekretarz stanu wypowiedział się również dla telewizji ABC, skupiając się głównie na Wenezueli. Przypomnijmy, w sobotę amerykańskie siły specjalne pojmały prezydenta tego kraju Nicolasa Maduro i jego żonę Cilię Flores, po czym przetransportowano ich do Nowego Jorku, gdzie wenezuelski przywódca stanie przed sądem.

Szef amerykańskiej dyplomacji w wywiadzie dla ABC zdawał się łagodzić sobotnie słowa Donalda Trumpa o tym, że Stany Zjednoczone będą "rządzić Wenezuelą do czasu bezpiecznej i rozsądnej transformacji"; nie odpowiedział wprost na żadne pytanie o "rządzenie" Wenezuelą. Polityk sugerował jednak, że Waszyngton zamierza wymusić na obecnym reżimie konkretne zmiany polityki, dotyczące walki z przemytem narkotyków, migracji, zarządzania sektorem naftowym i współpracy z wrogami USA.

Wyjaśnił, że według wizji Waszyngtonu Wenezuela to kraj, który nie wspiera przeciwników Ameryki, takich jak Iran i Hezbollah, nie jest "rajem dla handlarzy narkotyków", nie uczestniczy w ich przemycie do USA oraz który zreformuje swój sektor naftowy. Oczywiście, chcemy lepszej przyszłości dla mieszkańców Wenezueli. Chcemy, żeby mieli przemysł naftowy, którego bogactwo trafiałoby do ludzi, a nie do garstki skorumpowanych jednostek i byłoby kradzione przez piratów - pokreślił.

Pytany natomiast o to, co się stanie, jeśli zmiany te nie zostaną wprowadzone, zaznaczył, że Stany Zjednoczone rezerwują sobie prawo do każdej opcji. W późniejszym wywiadzie dla telewizji CBS sugerował, że niewykluczony jest ponowny atak, czym groził w sobotę amerykański przywódca.

Co z demokratyzacją Wenezueli?

Sekretarz stanu dawał do zrozumienia, że dotychczasowy reżim - choć bez Nicolasa Maduro - pozostanie na razie u władzy z nową przywódczynią Delcy Rodriguez (dotychczasową wiceprezydent), nawet jeśli USA nie uznają jego legitymacji do rządzenia. Ostatecznie legalny system rządów wyłoni się po okresie przejściowym i prawdziwych wyborach, których jeszcze nie było - dodał.

Sekretarz stanu w rozmowie z CBS zdawał się studzić oczekiwania w sprawie demokratyzacji Wenezueli i dojścia do władzy opozycji. Zaznaczył, że choć ogromnie podziwia przywódczynię opozycji Marię Corinę Machado i Edmunda Gonzaleza, którego USA uważają za prawowitego zwycięzcę ostatnich wyborów prezydenckich, to USA wykonuje obecnie "misję". Nie odpowiedział wprost na pytanie o to, czy dojdzie do demokratycznej transformacji i dodał później, że "trzeba zachować trochę realizmu".

Szef amerykańskiej dyplomacji mówił też, że interwencja zbrojna USA była legalna, bo Ameryka nie jest na wojnie z Wenezuelą, a operacja nie była "inwazją" ani okupacją, lecz stanowiła tylko wykonanie amerykańskiego nakazu aresztowania prezydenta Wenezueli. Twierdził też, że właśnie dlatego nie było konieczności uzyskiwania zgody Kongresu na te działania. Zaznaczył, że nie można było poinformować Kongresu przed faktem, bo rozpoczęcie operacji zależało od szybko zmieniających się warunków na miejscu, a informacja o ataku wyciekłaby do mediów.