Sprawa pedofilii w Kłodzku rozgrzała dyskusję podczas trwającego posiedzenia Sejmu. Poseł Mariusz Krystian z PiS pytał o znajomość premiera z byłą działaczką PO Kamilą L. i działania ministra sprawiedliwości. Wiceminister Arkadiusz Myrcha zapewnił, że nikt, na żadnym etapie, nie „zamiatał” ani „nie odkładał” tej sprawy. „Czy (prokuratura) doprowadziła do skazania pani Kamili? Tak, doprowadziła do skazania” – mówił.

  • Najnowsze informacje z Polski i świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl

"Ta sprawa musi być wyjaśniona do samego spodu"

Dyskusja na temat afery z Kłodzka rozpoczęła się od pytania posła Mariusz Krystiana (PiS) w sprawach bieżących. Krystian podkreślił, że szef ministerstwa sprawiedliwości Waldemar Żurek, który w sprawie tzw. afery Epsteina powołał w prokuraturze zespół ds. badania jej polskich wątków, w tej sprawie wypowiada się "oszczędnie". Zwrócił także uwagę na kwestię pojawiających się w mediach społecznościowych zdjęć Kamili L. z premierem Donaldem Tuskiem. Pytał, czy zdjęcia te są efektem przypadku, czy też świadczą o "głębszej znajomości" premiera ze skazaną.

Ta sprawa musi być wyjaśniona do samego spodu - mówił poseł PiS. Państwo polskie i organy państwa polskiego, w tym premier RP oraz wicemarszałek polskiego Sejmu, muszą być poza jakimkolwiek podejrzeniem związania z tymi osobami - dodał Krystian. Poseł zapytał: Co w tym temacie zrobił minister sprawiedliwości?

Myrcha odpowiada ze szczegółami

Wiceszef resortu przedstawił posłom kalendarium sprawy. Jak mówił, śledztwa zostały wszczęte w Polsce i Szwecji w styczniu 2023 r. Trzy miesiące później prokuratury tych państw podpisały umowę o prowadzeniu wspólnego śledztwa. Dodał, że po stronie polskiej w sprawę zaangażowane były: Prokuratura Okręgowa w Świdnicy, Prokuratura Regionalna we Wrocławiu oraz Prokuratura Krajowa.

O sprawie wiedzieli wszyscy przełożeni poszczególnych jednostek, począwszy od pana prokuratora (Dariusza) Barskiego (ówczesnego prokuratora krajowego - przyp. RMF FM), który podpisywał przecież tę umowę ze Szwecją - powiedział Myrcha. Jak dodał, sprawa ta miała istotny charakter, a prokuratura na bieżąco informowała o postępach w swoich działaniach.

Myrcha przypomniał, że główny oskarżony w tej sprawie został skazany na karę 25 lat pozbawienia wolności - jedną z najsurowszych kar w polskim systemie. Dodał, że wątek Kamili L. został wyłączony do odrębnego postępowania, kiedy - po analizie materiału dowodowego - okazało się, "że tej osobie można także postawić zarzuty". Jak mówił, rezygnację z członkostwa w PO Kamila L. złożyła w marcu 2024 r., sześć miesięcy później postawiono jej zarzuty, a w maju 2025 r. skierowany został akt oskarżenia w jej sprawie. Skazanie nastąpiło zaś w marcu 2026 r.

"Tak powinna działać prokuratura w tej sprawie"

Wiceszef resortu przypomniał, że prokurator wnosił o wymierzenie kobiecie kary 18 lat pozbawienia wolności. Sąd I instancji nie przychylił się jednak do tego wniosku i skazał ją na 6,5 roku więzienia. Obecnie zaś - jak dodał - prokurator czeka na doręczenie wyroku sądu i jego pisemnego uzasadnienia.

Więc prosiłbym o wskazanie, w którym miejscu diagnozujecie państwo zaniechanie prokuratury - zwracał się Myrcha do posłów PiS. Podkreślił, że nikt, na żadnym etapie, nie "zamiatał" ani "nie odkładał" tej sprawy.

Wręcz przeciwnie. Prokuratura doprowadziła do (...) skazania na karę 25 lat pozbawienia wolności - zauważył przedstawiciel rządu. Czy tak powinna działać prokuratura w tej sprawie? Tak, tak powinna działać prokuratura w tej sprawie - dodał. Czy (prokuratura) doprowadziła do skazania pani Kamili? Tak, doprowadziła do skazania - zaznaczył Myrcha.

Jak mówił, jeżeli posłowie PiS dostrzegają zaniechania w tej sprawie, prosi o ich sformułowanie. Wcześniej zaapelował również o to, żeby "nie robić polityki" na okolicznościach tej sprawy. Bo w tej izbie, jeżeli chodzi o przestępstwa na tle seksualnym (...), zawsze tu mówiliśmy jednym głosem i zawsze z taką samą pogardą dla wszystkich sprawców - podkreślił.

Sprawa Kamili L. i jej męża

41-letnia Kamila L. była sądzona za to, że nie udzieliła pomocy małoletniej, która padła ofiarą przemocy seksualnej ze strony jej męża. Śledczy ustalili, że trwało to od 2011 do 2022 r. W tym samym czasie kobieta była świadkiem czynów o charakterze zoofilskim. Dlatego odpowiadała też za znęcanie się nad zwierzętami.

Wcześniej nieprawomocny wyrok 25 lat więzienia usłyszał 45-letni mąż kobiety. Odpowiadał m.in. za gwałt, podawanie ofiarom substancji odurzających, utrwalanie i posiadanie treści pornograficznych, a także za znęcanie się nad zwierzętami. Prokuratura podała, że mężczyzna dopuścił się przestępstw seksualnych wobec dzieci poniżej 15. roku życia oraz zwierząt.

Na początku kwietnia szef MS Waldemar Żurek poinformował, że zwrócił się do prokuratora krajowego o przekazanie szczegółowych informacji dotyczących sprawy z Kłodzka. Podkreślił, że szanuje orzeczenia sądu, chciałby jednak przyjrzeć się sprawie. Chciałbym wiedzieć, jaka była rola tej pani, która została skazana na 6 lat. Ktoś powie, że to też wysoki wyrok. Ale tam koszmar tej sprawy jest tak wielki. Tam powinny być najsurowsze kary - ocenił Żurek.

Monika Wielichowska odcina się od Kamili L.

Poza zdjęciem Kamili L. z premierem Donaldem Tuskiem, na portalach społecznościowych publikowano m.in. zdjęcia, na których kobieta pojawia się w towarzystwie wicemarszałkini Sejmu Moniki Wielichowskiej, która pochodzi z Nowej Rudy (pow. kłodzki) i związana jest z tamtejszymi strukturami KO. Były to głównie zdjęcia robione w trakcie kampanii wyborczych. Wielichowska odcięła się w oświadczeniu od znajomości z kobietą i podkreśliła, że nie utrzymywała z nią prywatnych kontaktów.

Wiceprezes PiS Anna Krupka zapowiadała, że jej ugrupowanie złoży wniosek o odwołanie Wielichowskiej ze stanowiska wicemarszałka Sejmu. Zdaniem PiS odniosła się ona do medialnych doniesień związanych z aferą pedofilską w Kłodzku "jedynie lakonicznie". Jak dodała Krupka, PiS chce, aby Wielichowska odniosła się do sprawy podczas debaty i odpowiedziała na pojawiające się w związku z tą sprawą pytania.