Młody Ukrainiec przesiadywał godzinami w kawiarni w hali lotniska Okęcie w Warszawie z nielegalnym sprzętem zagłuszającym fale radiowe. Nie potrafi wytłumaczyć, do czego był mu potrzebny. Śledczym powiedział, że mieszka w Kanadzie. Raz przedstawia się jako żołnierz, by chwilę później stwierdzić, że jest biznesmenem.
- Więcej informacji ze świata i Polski znajdziesz na RMF24.pl.
Ukrainiec Illia S. został zatrzymany w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia i nazajutrz tymczasowo aresztowany przez warszawski sąd - jako pierwsza o sprawie poinformowała "Rzeczpospolita".
23-latek miał przy sobie urządzenie do zagłuszania fal radiowych, działające w pasmach częstotliwości zarezerwowanych dla łączności i nawigacji lotniczej.
Prok. Piotr Skiba, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, przekazał dziennikowi, że mężczyźnie postawiono zarzut "z art. 13 § 1 k.k. w zw. z art. 212 ust. 1 pkt. 4 ustawy Prawo lotnicze, czyli usiłowania działań »zagrażających bezpieczeństwu ruchu lotniczego«".
Mężczyzna przez dłuższy czas by obserwowany. Podejrzenia służb ochrony lotniska wzbudziło to, że godzinami przesiaduje - przy kawie i laptopie - w jednej z kawiarni znajdujących się w hali Portu Lotniczego Warszawa-Okęcie.
W dniu zatrzymania Illia S. przebywał w kawiarni przez sześć godzin - ujawnia "Rz".
Po zatrzymaniu Ukrainiec nie potrafił racjonalnie wytłumaczyć, co robił na lotnisku, ani w jakim celu posiadał sprzęt do zagłuszania fal radiowych. "Raz twierdził, że jest żołnierzem, by zaraz potem mówić, że jest biznesmenem. Nie wyjaśnił także, co robił w Polsce, kiedy i po co tu przyjechał" - wskazują źródła "Rz".
Mężczyzna zadeklarował, że na stałe mieszka w Kanadzie.
27 grudnia prokurator skierował wniosek o aresztowanie mężczyzny. Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy zdecydował o miesięcznym areszcie.
Eksperci mają zbadać zawartość posiadanych przez młodego Ukraińca sprzętów: laptopa, telefonu i zagłuszarki.


