"Tak długo, jak to będzie konieczne, tak długo będziemy łamać lód" – mówi RMF FM Bogusław Pinkiewicz z Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku. Tygrys, Puma, Narwal, Nerpa, Manat oraz Foka to lodołamacze, które od kilku dni pracują na Wiśle. Na odcinku od ujścia Wisły po Tczew wycięta została rynna w lodzie, którą kra może się swobodnie przesuwać.
- Bądź na bieżąco. Więcej aktualnych wiadomości znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Obecnie lodołamacze operują na odcinku ujściowym Wisły oraz w pobliżu Tczewa.
Ujście jest w tym roku wyjątkowo trudne do lodołamania ze względu na niski poziom wody, płycizny. I tutaj ten lód szczególnie trudno jest zmusić do przemieszczania się do Zatoki Gdańskiej - wyjaśnia Pinkiewicz.
Choć obecne temperatury, oscylujące wokół zera, sprzyjają kruszeniu lodu, to prognozy na najbliższe dni nie napawają optymizmem. Od piątku spodziewany jest silny, północny wiatr, który może zatrzymać spływ kry, a od soboty prognozowane jest znaczne ochłodzenie.
Na Wiśle działają dwa typy lodołamaczy: czołowe i liniowe. Lodołamacze czołowe pracują w pobliżu Tczewa, gdzie wycinają rynnę w stałej pokrywie lodowej.
Wyłamana kra spływa w dół do ujścia, gdzie czekają na nią lodołamacze liniowe - tłumaczy Pinkiewicz. Liniowe, mniejsze jednostki o mniejszym zanurzeniu, poszerzają rynnę i kruszą wyłamaną krę, umożliwiając jej swobodny spływ do morza.
Obecnie od ujścia Wisły aż do Tczewa jest już przełamany lód. Jest wycięta rynna, którą może spływać kra i wyłamany lód, co nie oznacza, że ten lód jest całkowicie usunięty, bo powiedzmy utrzymajmy się tego, że jest jakaś rynna przygotowana, którą kra może się przesuwać - zaznacza Pinkiewicz.
Specjaliści podkreślają, że optymalne warunki do lodołamania to temperatura lekko powyżej zera w dzień i lekki mróz w nocy. Wtedy lód jest podatniejszy na działania i łatwiej się z nim pracuje. Jednocześnie mróz w nocy nie pozwala na niekontrolowane odrywanie się kawałków pokrywy, które wtedy płyną poza kontrolą.
W planach mamy płynąć tak daleko, aż cała pokrywa lodowa swobodnie spłynie do Zatoki Gdańskiej bez zatrzymywania się, bez tworzenia jakichś zatorów czy spiętrzeń. Zakładamy, że to się nie skończy za parę dni. Myślę, że jeszcze musimy mówić o tygodniach - podsumowuje Pinkiewicz.


