Przemysław K., oskarżony o brutalne zabójstwo 55-letniego bezdomnego w Czeladzi (Śląskie), został skazany na dożywocie. Wyrok wydał w środę Sąd Okręgowy w Sosnowcu.

  • Sąd Okręgowy w Sosnowcu skazał Przemysława K. na dożywocie za brutalne zabójstwo 55-letniego bezdomnego Jacka S.
  • Dlaczego najpierw umorzono, a po latach wznowiono śledztwo?
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.

Przemysław K. o warunkowe zwolnienie będzie on mógł się ubiegać najwcześniej po 40 latach. Wyrok nie jest prawomocny.

"Nadzabijanie" - zamordował przypadkową osobę

Do zbrodni doszło na przełomie października i listopada 2017 r. Działanie sprawcy prokuratura określa jako "nadzabijanie" - sprawca bez powodu zamordował przypadkową osobę, dusząc ją, bijąc i zadając jej nożem kilkadziesiąt ran; trzy razy poderżnął jej gardło.

Śledztwo w tej sprawie zostało początkowo umorzone z uwagi na niewykrycie sprawcy. Przemysław K. został zatrzymany po sześciu latach. Prokuratura oskarżyła go o zabójstwo popełnione ze szczególnym okrucieństwem, a także inne przestępstwa. Chodzi o kradzieże sklepowe, w tym kradzież rozbójniczą, a także naruszenie nietykalności i spowodowania uszczerbku na zdrowiu innych osób. W środę sąd uznał go za winnego popełnienia ich wszystkich, wymierzając mu za nie jednostkowe kary. Poza karą więzienia sąd orzekł wobec K. także m.in. 100 tys. zł nawiązki na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej i zobowiązał do naprawienia szkód związanych z kradzieżami.

Przewodnicząca składu orzekającego Renata Marmol przypomniała, że do ustalenia okoliczności zbrodni doszło po kilku latach, po informacji przekazanej przez świadka. Zeznania te zostały uznane za wiarygodne, a złożenie ich po tak długim czasie wynikało ze strachu przed sprawcą - uznał sąd, który dodał, że nie był to jedyny dowód obciążający oskarżonego. Sędzia Marmol przypomniała też, że Przemysław K. początkowo przyznał się do popełnienia zarzucanej mu zbrodni. Opowiadał też znajomym, że zamordował bezdomnego.

Ze szczególnym okrucieństwem

Bez wątpienia oskarżony działał ze szczególnym okrucieństwem. Głębokość ran (...) uzasadnia wnioskowanie, że oskarżony zadawał pokrzywdzonemu ciosy z bardzo dużą siłą. Intensywność działania oskarżonego potwierdza również fakt, iż dźgając ofiarę w kark doprowadził do wyłamania końcówki jednego z narzędzi zbrodni, długopisu, co skutkowało pozostawieniem tego elementu w ciele pokrzywdzonego - podkreśliła sędzia. Jak dodała, cierpienie ofiary trwało stosunkowo długo, o czym świadczy kilka metod zadawania jej obrażeń, przy użyciu różnych narzędzi.

Sąd nie miał wątpliwości, że jedyną słuszną karą jest w tym przypadku dożywocie, zwrócił uwagę na sposób działania Przemysława K. - jego zaangażowanie, determinację, bezwzględność; stopnień jego winy określił jako "skrajnie wysoki". Żadna inna kara nie byłaby wystarczającą dolegliwością w świetle tego, jak zachowywał się oskarżony w czasie zajścia - powiedziała sędzia Marmol, która przypomniała, że K. ostatecznie nie przyznał się do winy i nie okazał skruchy.

Oskarżony nie został doprowadzony na publikację wyroku, w sądzie nie było też jego obrońcy. Mateusz Nowak z Prokuratury Okręgowej w Sosnowcu z satysfakcją przyjął orzeczenie, które było zbieżne z wnioskiem oskarżyciela. Jak zaznaczył, do zbrodni doszło podczas przypadkowego spotkania, Przemysław K. i jego ofiara nie znali się wcześniej. Między pokrzywdzonym a oskarżonym doszło do sporu o przedmiot kuchenny. To był pretekst do pozbawienia życia pokrzywdzonego - opisywał oskarżyciel.

W prokuraturze ustaliliśmy, że oskarżony działał w zakresie tzw. nadzabijania (...) Poderżnięcie pokrzywdzonemu gardła, nadgarstków, zadawanie ponad 30 ciosów nożem w różne powłoki ciała wskazuje, że oskarżony cechował się szczególną brutalnością - zaznaczył prok. Nowak.

Nie wyrażał skruchy

Pytany, w jaki sposób Przemysław K. zachowywał się podczas śledztwa i procesu, prok. Nowak opisywał, że oskarżony początkowo przyznał się do winy, wziął udział w eksperymencie procesowym. Pod koniec procesu zmienił swoje wyjaśnienia i nie przyznał się do zarzutów. Nie wyrażał skruchy i nie przeprosił rodziny ofiary.

Zwłoki zamordowanego 55-letniego bezdomnego Jacka S. znaleziono na początku listopada 2017 roku na nieużytkach w pobliżu ul. Saturnowskiej w Czeladzi. Mężczyzna mieszkał w namiocie obok miejscowego cmentarza. Ciao znalazła jego znajoma, która przyszła go odwiedzić. Ofiara miała kilkadziesiąt ran ciętych i kłutych głowy, szyi i rąk.

Pomimo zabezpieczenia śladów, przeszukań, ekspertyzy biegłych z zakresu daktyloskopii oraz genetyki, a także przesłuchania wielu świadków, sprawca zbrodni początkowo był nieznany. Śledztwo umorzono pod koniec 2018 r., mimo to sprawa pozostawała w zainteresowaniu policji i prokuratury.

Funkcjonariusze policji oraz prokuratorzy, zajmujący się analizą postępowań zaliczanych do kategorii "Archiwum X", w dalszym ciągu próbowali wyjaśnić wszystkie okoliczności tej zbrodni. Starania te na początku grudnia 2023 r. zaowocowały ustaleniem, że za zabójstwo Jacka S. odpowiedzialny jest Przemysław K.

Śledczym udało się pozyskać nowe dowody, m.in. dzięki przesłuchaniom nowych świadków. Przemysław K. został zatrzymany, a następnie aresztowany w grudniu 2023 r. Biegli, którzy go badali nie stwierdzili choroby psychicznej, zidentyfikowali natomiast uzależnienie od alkoholu i narkotyków i upośledzenie umysłowe lekkiego stopnia. Uznali, że w trakcie zabójstwa i innych zarzucanych mu przestępstw, był poczytalny. Już wcześniej był karany, głównie za kradzieże.