Amerykańskie media informują, że decyzja Donalda Trumpa o redukcji sił USA w Niemczech była reakcją na krytyczne słowa kanclerza Niemiec. Amerykański prezydent miał wpaść w furię. Eksperci i politycy ostrzegają, że taki ruch nie tylko osłabi bezpieczeństwo Europy, ale przede wszystkim uderzy w zdolności operacyjne Stanów Zjednoczonych.

  • Jeszcze więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl

"The Washington Post" przypomina, że Merz powiedział w poniedziałek na spotkaniu z uczniami szkoły średniej w zachodnich Niemczech, że Amerykanie rozpoczęli wojnę z Iranem "ewidentnie bez absolutnie żadnej strategii, zwłaszcza że Irańczycy są bardzo sprawni w negocjowaniu, a raczej nienegocjowaniu". Trump miał wpaść w furię.

Fala krytyki w Stanach Zjednoczonych

W USA decyzja Trumpa spotkała się z szeroką krytyką. Senator Jack Reed, czołowy demokrata w senackiej komisji sił zbrojnych, zaapelował do prezydenta o cofnięcie decyzji. "Osłabianie naszej obecności w Europie w czasie, gdy siły rosyjskie bezlitośnie atakują Ukrainę i nękają naszych sojuszników z NATO, jest bezcennym podarunkiem dla (przywódcy Rosji) Władimira Putina i sugeruje, że nasze zobowiązania wobec sojuszników zależą od nastroju prezydenta" - napisał.

To nie tylko problem Europy

Pojawiają się też głosy ekspertów, że redukcja wojsk w Niemczech oznacza słabsze odstraszanie i mniejszy wpływ na sytuację międzynarodową. Jeden z byłych amerykańskich dowódców podkreśla, że nie jest to teoria, tylko powtarzalny schemat: redukcja obecności prowadzi do spadku wpływu, a to z kolei zachęca przeciwników do testowania granic.

Specjaliści podkreślają, że redukcja obecności w Niemczech o 5 tysięcy żołnierzy to nie "cięcie w Europie", tylko uderzenie w zdolności USA.

Mark Hertling, były amerykański dowódca U.S. Army Europe podkreśla, że żołnierze w Europie to nie nadwyżki, tylko element systemu - wywiad, logistyka, dowodzenie, medycyna. "Europa to dla USA infrastruktura i dostęp do operacji w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Pięć tysięcy ludzi z tej sieci stworzy luki" - podkreśla oficer. Jego zdaniem efektem będzie wolniejsze, droższe i mniej skuteczne działanie amerykańskiej armii.

Były dowódca uważa, że amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Europie należy traktować jak zaplecze, które umożliwia operacje w innych regionach świat.

Bazy w Europie umożliwiają Stanom Zjednoczonym szybkie reagowanie na kryzysy w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Zapewniają dostęp do infrastruktury, skracają czas reakcji, obniżają koszty i zwiększają elastyczność działania. Eksperci podkreślają, że tych możliwości nie da się w pełni odtworzyć, operując wyłącznie z terytorium USA.

Mówi się też, że to kolejna decyzja Trumpa, która tak naprawdę sprawia, że sojusznicy tracą zaufanie do USA - podsumowuje waszyngtoński korespondent RMF FM Paweł Żuchowski.

Amerykańscy żołnierze w Europie

Według stanu z grudnia 2025 r. w Europie stacjonuje na stałe około 68 tys. żołnierzy w służbie czynnej. Liczba ta nie obejmuje żołnierzy rozmieszczanych na zasadzie rotacyjnej oraz żołnierzy uczestniczących w manewrach.
Amerykańscy żołnierze stacjonują w 31 bazach stałych oraz 19 obiektach wojskowych, do których ma dostęp ministerstwo obrony USA - wynika z raportu Kongresu, opisującego stan z marca 2024 r.

Dowództwo Europejskie Stanów Zjednoczonych (USEUCOM) nadzoruje amerykańskie działania wojskowe w Europie i współpracuje z sojusznikami z NATO za pośrednictwem dowództw komponentu: armii, marynarki wojennej, lotnictwa, piechoty morskiej, sił operacji specjalnych oraz sił kosmicznych. Dowództwa te mają siedziby w Niemczech i we Włoszech.

Żołnierze USA stacjonują w kilkunastu krajach europejskich, przy czym największe kontyngenty znajdują się w Niemczech, Włoszech i Wielkiej Brytanii.

Największa baza amerykańska w Europie znajduje się w Niemczech, w pobliżu miasta Ramstein-Miesenbach na zachodzie kraju. Amerykańscy żołnierze stacjonują tam od 1952 r. Według stanu z grudnia 2025 roku przebywao tam 35 436 żołnierzy w służbie czynnej w pięciu garnizonach.

Opracowanie: