Po przypadkowym odkryciu dawnego cmentarza w Chełmie (woj. lubelskie) naukowcy zbadali to, co zostało z pochowanych tam kilkaset lat temu ludzi. Zidentyfikowano osiem gatunków pasożytów. U większości osób stwierdzono tzw. wielopasożytnictwo, co mogło negatywnie wpływać na zdrowie. Ustalenia badaczy przynoszą również inne, ciekawe fakty.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Cmentarzysko odkryto w 2012 r. podczas prac związanych z przebudową sieci ciepłowniczej w Chełmie. Archeolodzy odsłonili niemal 300 grobów datowanych na okres od drugiej połowy XVII do początku XIX wieku.
Polsko-francuski zespół naukowców zbadał próbki pochodzące od 100 osób - ośmiorga dzieci, 15 nastolatków i 77 osób dorosłych. Dzięki badaniom paleoparazytologicznym, czyli analizie pasożytów zachowanych w materiale archeologicznym, wywnioskowali, z jakimi problemami zdrowotnymi mogli zmagać się mieszkańcy Chełma, ale również co jedli, jak wyglądała higiena w mieście. Niektóre pasożyty przenoszą się przez zanieczyszczoną wodę i żywność, inne są związane z konkretnymi gatunkami zwierząt lub określonym sposobem przygotowywania posiłków.
Wyniki opublikowano w Archaeological and Anthropological Sciences. To obecnie jeden z najbogatszych zbiorów danych dotyczących pasożytów z okresu nowożytnego w tej części Europy.
Wyjątkowość tych badań wynika nie tylko z uzyskanych wyników, ale także z pochodzenia analizowanych próbek. W paleoparazytologii materiał do badań jest zwykle pobierany bezpośrednio podczas wykopalisk archeologicznych. W tym przypadku nie było to możliwe, dlatego sięgnęliśmy po materiały przechowywane w magazynach. Wiedzieliśmy, że podobne próby podejmowano już wcześniej, ale nadal nie jest to standardowa praktyka - opisała dr Aleksandra Grzegorska z Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego, pierwsza autorka publikacji.
Każda z badanych próbek zawierała jaja pasożytów. W sumie zidentyfikowano ponad tysiąc jaj należących do ośmiu różnych gatunków (taksonów). U 84 osób stwierdzono jednoczesne występowanie kilku gatunków, czyli tzw. wielopasożytnictwo. Taki stan mógł znacząco pogarszać zdrowie mieszkańców, ponieważ współistniejące infekcje pasożytnicze często wzajemnie wzmacniają swoje negatywne skutki.
Najczęściej występowały dwa pasożyty: glisty oraz włosogłówki. Łącznie jaja włosogłówki (Trichuris spp.) stwierdzono w 93 pochówkach, a jaja glisty (Ascaris sp.) w 81; oba gatunki występowały jednocześnie w 75 przypadkach.
Dziś nadal spotyka się je w wielu regionach świata, szczególnie tam, gdzie występują problemy sanitarne. Oba pasożyty rozprzestrzeniają się podobną drogą. Do zakażenia dochodzi po połknięciu jaj obecnych na brudnych rękach, w zanieczyszczonej wodzie lub na żywności mającej kontakt z odchodami ludzi czy zwierząt.
Jak wynika z publikacji, tak wysoka częstość ich występowania nie musi oznaczać braku higieny. W czasach nowożytnych miasta często zmagały się z niedostateczną infrastrukturą sanitarną. Zawartość latryn trafiała na pola jako nawóz, a zanieczyszczenia mogły przedostawać się do studni i innych źródeł wody. W przypadku Chełma sytuację dodatkowo komplikowały warunki geograficzne. Miasto położone było na wyniesionym terenie, a dostęp do dobrej jakości wody bywał ograniczony. Nawet jeśli mieszkańcy myli ręce przed posiłkami, mogło to nie wystarczać, bo jaja pasożytów są niezwykle odporne i mogą długo przetrwać w środowisku.
W 39 przypadkach zidentyfikowano też przywry z rodzaju Fasciola (prawdopodobnie Fasciola hepatica, czyli motylica wątrobowa). Dziś wiadomo, że do zakażenia tym pasożytem dochodzi najczęściej po spożyciu surowych roślin wodnych, takich jak rukiew wodna, dzikie odmiany czosnku czy inne rośliny rosnące w pobliżu zbiorników wodnych. Oznacza to, że mogły one stanowić składnik diety mieszkańców Chełma.
U niektórych osób zidentyfikowano ślady tasiemców Dibothriocephalus sp. związanych z rybami. Aby człowiek się nimi zaraził, musi spożyć rybę surową czy niedogotowaną. Obecność tych pasożytów wskazuje, że ryby były częścią jadłospisu mieszkańców miasta, dysponującego stawami i położonego nad rzeką Uherką.
Co ciekawe pasożytów nie odnotowano w szczątkach dziecięcych, co może wskazywać, że im ryb nie serwowano.
U kobiet częściej występowały niektóre gatunki pasożytów związane z pożywieniem. Nie musi to oznaczać, że kobiety częściej chorowały, ale może odzwierciedlać odmienne role społeczne. Jedna z hipotez zakłada, że kobiety częściej uczestniczyły w przygotowywaniu żywności, a kontakt z surowymi produktami mógł zwiększać ryzyko narażenia na niektóre pasożyty.
Współczesne badania dotyczące praktyk kulinarnych i przenoszenia tasiemca Taenia solium wskazują na kilka zachowań kucharzy, które mogą zwiększać ryzyko zakażenia. Należą do nich między innymi: używanie tego samego noża, talerza i deski do krojenia do surowego i ugotowanego mięsa oraz jedynie orientacyjna ocena stopnia przygotowania mięsa. Może to prowadzić do spożywania niedogotowanego mięsa przez wszystkich domowników lub wyłącznie przez osobę przygotowującą posiłek.
Jak podsumowała dr Aleksandra Grzegorska, wyniki badania pokazują, że warto wracać do starszych kolekcji, ponieważ nadal mogą naukowców zaskoczyć i dostarczać nowych informacji o życiu ludzi w przeszłości.
Badania sfinansowało Narodowe Centrum Nauki (NCN) w ramach programu Preludium.


