Siły ukraińskie polują na rosyjską logistykę daleko za linią frontu - informują zarówno analitycy wojskowi, jak i rosyjscy korespondenci wojenni. Rozszerzenie strefy rażenia ukraińskich dronów sprawiło, że linie zaopatrzeniowe dla rosyjskich wojsk są na skraju załamania.

  • Ukraińskie drony skutecznie atakują rosyjską logistykę daleko za linią frontu, paraliżując dostawy na Krym i do okupowanych regionów południowej Ukrainy.
  • Jeśli ukraińskie ataki będą kontynuowane, rosyjskie wojska na południu mogą wkrótce znaleźć się w poważnym kryzysie.
  • Rosyjski ekspert jest zdania, że nawet 150 tys. rosyjskich żołnierzy może zostać odciętych od zaopatrzenia.
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

W środę pisaliśmy, że wojna w Ukrainie weszła w nową fazę. Instytut Studiów nad Wojną zwracał uwagę, że tempo rosyjskich postępów spada, straty Kremla przewyższają zdolności rekrutacyjne, a siły ukraińskie po raz pierwszy od trzech lat odzyskują więcej terytorium, niż tracą.

W analizie amerykańskiego think tanku zwrócono również uwagę na intensyfikację ukraińskich uderzeń średniego zasięgu, których celem jest rosyjska logistyka na południu Ukrainy. Znacząco utrudnia to Rosjanom zaopatrywanie jednostek walczących na pierwszej linii frontu.

Paraliż korytarza lądowego na Krym

Analizy ekspertów potwierdzają rosyjscy korespondenci wojskowi. Portal The Moscow Times cytuje m.in. telegramowy kanał piszący o sytuacji w "Noworosji", jak Rosjanie określają okupowane tereny obwodów donieckiego, ługańskiego, zaporoskiego i chersońskiego.

Tanie drony, docierające na odległość nawet 150 kilometrów w głąb okupowanego przez Rosjan terytorium, zamieniły w "drogę do piekła" tzw. most lądowy na Krym - autostradę R-280 "Noworosja", gdzie od zeszłego tygodnia transport towarów jest ograniczony. Sytuacja w Doniecku, gdzie w ostatnich miesiącach Siły Zbrojne Ukrainy "intensywnie" atakują elektrociepłownie, magazyny i pozycje wojsk, jest również "bardzo niebezpieczna" - pisze kanał.

"Te rejony Doniecka i tzw. Donieckiej Republiki Ludowej, które uchodziły za względnie bezpieczne, od kilku miesięcy już takimi nie są. Mówimy o kontrolowanym ataku na całą głębokość Doniecka i Makiejewki" - podkreślono.

Sytuacja jest "coraz bardziej niebezpieczna"

Ataki na rosyjską logistykę mają miejsce nawet w rejonie Morza Azowskiego - informuje The Moscow Times. Portal cytuje ukraiński kanał informacyjno-analityczny "Oko Gora", według którego tylko w ciągu ostatnich trzech tygodni ukraińskie drony trafiły w ponad 78 ciężarówek z zaopatrzeniem dla wojsk rosyjskich jadących trasami M-14 i N20.

Michaił Zwinczuk, publikujący na Telegramie pod pseudonimem "Rybar", pisze natomiast, że sytuacja w obwodach chersońskim i zaporoskim "jest coraz bardziej niebezpieczna", ponieważ "logistyka jest już częściowo sparaliżowana". "Od początku maja siły ukraińskie znacznie zwiększyły liczbę ataków dronami na pojazdy transportujące towary do obwodów chersońskiego i zaporoskiego oraz na Krym. Istnieje ryzyko niedoborów niektórych towarów na półwyspie, a sprzedaż paliw jest ograniczona" - twierdzi "Rybar".

Zwinczuk zauważa, że ataki bezpośrednio wpływają również na możliwości bojowe wojsk rosyjskich na południowych odcinkach frontu, gdzie "sytuacja i tak nie jest łatwa". "Biorąc pod uwagę, że siły ukraińskie częściowo sparaliżowały już logistykę wzdłuż korytarza lądowego na Krym, nietrudno wyobrazić sobie, co się stanie, jeśli siłom ukraińskim uda się przełamać obronę Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej" - ostrzega.

150 tys. żołnierzy bez zaopatrzenia?

Cytowany przez The Moscow Times niezależny rosyjski analityk wojenny Jan Matwiejew zwraca uwagę, że obecnie zagrożona jest logistyka na odcinku 480 km frontu i dwóch rosyjskich zgrupowań wojsk "Dniepr" i "Wostok". Twierdzi, że niedobory zaopatrzenia dotkną także oddziały dronowe, bo bezzałogowce również są dostarczane ciężarówkami i to w tysiącach sztuk dziennie.

Co najmniej 150 tysięcy ludzi może zostać praktycznie bez zaopatrzenia - ocenia ekspert. Chodzi o wszystkie jednostki walczące na obszarze od Pokrowska do Kamieńskiego i dalej wzdłuż Dniepru do Mierzei Kinburnskiej, wraz z rozległymi tyłami; mowa m.in. o Wuhłedarze, Melitopolu i Nowej Kachowce.

Wspomniany wcześniej telegramowy kanał piszący o "Noworosji" przekonuje, że tendencja uderzania przez Ukraińców w rosyjską logistykę widoczna jest mniej więcej od końca ubiegłego roku. "Front przesuwa się znacznie wolniej, niż przeciwnik rozszerza i pogłębia strefę aktywnego, kontrolowanego rażenia dronami na naszych tyłach" - podkreśla. Autor kanału zwraca uwagę, że najwyższe dowództwo rosyjskiej armii nie za bardzo zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji.

Nadchodzi punkt zwrotny?

Według Jana Matwiejewa, to, co się obecnie dzieje, jest "punktem zwrotnym w wojnie". Wcześniej ataki na logistykę były prowadzone w strefie 10-15, rzadziej 20 kilometrów od linii frontu, tam, gdzie pozwalały na to drony. Teraz to już 50, 75, a nawet 100-150 km. To strefa, gdzie znajdują się główne arterie logistyczne, jeżdżą duże ciężarówki z zaopatrzeniem i ogromne cysterny - zauważa.

O "punkcie zwrotnym" mówił też w niedawnej rozmowie z agencją Reutera gen. Andrij Biłecki, dowódca 3. Korpusu Armijnego, jednej z najbardziej szanowanych ukraińskich jednostek. Uważam, że najbliższe sześć do dziewięciu miesięcy będzie punktem zwrotnym - stwierdził. Precyzując, myślę, że najbliższe sześć miesięcy będzie najbardziej krytyczne - zaznaczył.

Matwiejew tonuje jednak nastroje, mówiąc, że samo zniszczenie logistyki nie gwarantuje sukcesu, bo niezbędne są również właściwe działania ukraińskiej piechoty. Niemniej jednak - twierdzi ekspert - jeśli ukraińska armia będzie kontynuować swoje uderzenia średniego zasięgu, zgrupowania wojskowe "Dniepr" i "Wostok" już w czerwcu mogą stanąć w obliczu poważnego kryzysu. Prognozy dla rosyjskich wojsk są wyjątkowo niekorzystne - konkluduje.