"Jestem rozczarowany tym, że prezydent Zełenski nie uwzględnił naszej wrażliwości historycznej" - mówił minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski na konferencji prasowej, odnosząc się do decyzji Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek imienia "Bohaterów UPA".
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
W środę prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał imię "Bohaterów UPA" Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ" Sił Zbrojnych Ukrainy. Wyjaśnił, że uczynił to "w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy".
Radosław Sikorski pytany o plany Karola Nawrockiego, który wystąpił do Kapituły Orła Białego o odebranie prezydentowi Ukrainy polskiego odznaczenia, stwierdził, że "to jest prerogatywa prezydenta". Oceńcie państwo sami tę decyzję - odpowiedział krótko szef MSZ na konferencji prasowej.
Jestem rozczarowany tym, że prezydent Zełenski nie uwzględnił naszej wrażliwości historycznej - komentował dalej.
Donald Tusk już to podsumował celnie. Mianowicie, że jeśli się pokłócimy o przeszłość, to kto inny narzuci nam przyszłość. Na polsko-ukraińskiej kłótni o przeszłość zyska tylko Putin.
W czwartek przeciwko decyzji Zełenskiego zaprotestował na portalu X Instytut Pamięci Narodowej. Podkreślił, że "Ukraińska Powstańcza Armia jest odpowiedzialna za ludobójstwo na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Budowanie przez władze Ukrainy kultu Ukraińskiej Powstańczej Armii musi budzić sprzeciw wszystkich, którzy pamiętają o działalności tej formacji".
W czwartek decyzja Zełenskiego wywołała też oburzenie byłego prezydenta RP Lecha Wałęsy. "Prezydent Ukrainy, wyróżniając bandytów z UPA, ubliżył mi i wszystkim pomordowanym naszym rodakom. W związku z tym publicznie zdjąłem flagę ukraińską z piersi. Narodowi nadal będę pomagał w walce z sowietami. Prezydentowi Zełenskiemu odmawiam wsparcia!" - stwierdził w krótkim wpisie na Facebooku były prezydent Polski Lech Wałęsa.
Polska strona jasno wyraziła sprzeciw wobec decyzji prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i jasno wyjaśniła, jak bolesna była ona dla Polaków. Podkreśliła też, jaki gniew wywołuje to w Polsce i jak mocno zniechęca wielu Polaków do Ukrainy w tym trudnym wojennym czasie.
Do sprawy w piątek odniósł się na platformie X rzecznik MSZ Maciej Wewiór. "Jednoznacznie negatywnie oceniamy nadanie ukraińskiej jednostce imienia 'Bohaterów UPA'" - napisał.
Podkreślił, że decyzja ta "rani pamięć o ofiarach tej organizacji" i uderza w dialog między naszymi narodami. "Może być wykorzystana przez propagandę Rosji, która chce nas podzielić i podważyć wsparcie dla broniącej się Ukrainy. Kwestię tę podnosimy w rozmowach z partnerami z Ukrainy" - wskazał Wewiór.
Ambasada Ukrainy - pytana przez PAP o reakcję strony polskiej na decyzję ukraińskiego przywódcy i o czwartkowe spotkanie - przekazała w piątek, że Wasyl Bodnar potwierdził, iż był zaproszony do polskiego MSZ. "W MSZ RP wyrażono zaniepokojenie w związku z podjętą w Ukrainie decyzją o nadaniu honorowej nazwy jednej z jednostek Sił Operacji Specjalnych Sił Zbrojnych Ukrainy" - przekazała PAP ambasada Ukrainy.
Zaznaczyła, że o rozmowie poinformowano Ministerstwo Spraw Zagranicznych Ukrainy.
Według historyków w lipcu 1943 roku Ukraińska Powstańcza Armia dokonała skoordynowanego ataku na blisko 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków w powiatach włodzimierskim, horochowskim, kowelskim i łuckim dawnego województwa wołyńskiego na terenie obecnej Ukrainy. Sprawcami zbrodni, która nazywana jest także rzezią wołyńską, byli członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN)-B (frakcja Bandery) i podporządkowana jej Ukraińska Powstańcza Armia.


