Ponad 5,6 tys. podpisów pod petycją do premiera zebrali przedstawiciele Ruchu Społecznego Obrony Szpitala w Lesku. Domagają się ratowania placówki, która stoi na krawędzi katastrofy finansowej. Likwidacja szpitala w Lesku pozbawi mieszkańców Bieszczadów jedynego działającego na tym terenie SOR-u.

  • Szpital powiatowy w Lesku ma ogromne długi, sięgające około 170 mln zł.
  • Podczas obrad Sejmu posłanka Marcelina Zawisza zaapelowała do premiera o wsparcie.
  • Mieszkańcy Leska protestują w Warszawie, domagając się pomocy dla szpitala.
  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Długi szpitala powiatowego w Lesku (woj. podkarpackie) sięgają ok. 170 mln zł. Placówka boryka się również z problemem braku lekarzy chętnych do pracy w Lesku.

Przyjechali do Warszawy wozem taborowym

Temat bieszczadzkiego szpitala pojawił się podczas piątkowych obrad Sejmu. Posłanka Razem Marcelina Zawisza zwróciła się do premiera Donalda Tuska z żądaniem podjęcia działań naprawczych, jeśli chodzi o leski szpital. Wskazała, że po wcześniejszym zamknięciu oddziału położniczego, obecnie zagrożone jest funkcjonowanie całej jednostki.

Posłanka poinformowała też, że mieszkańcy powiatu leskiego przyjechali do Warszawy tradycyjnym wozem taborowym i oczekują na galerii sejmowej na spotkanie z szefem rządu po zakończeniu bloku głosowań.

Zawisza przypomniała, że Tusk w 2023 r. odwiedził Lesko i mówił, że "system ochrony zdrowia nie może być tylko dla mieszkańców dużych miast".

Posłanka wręczyła szefowi rządu paczkę z podpisami zebranymi przez wolontariuszy w obronie szpitala w Lesku. Początkowo Tusk nie chciał odebrać paczki, posłowie opozycji krzyczeli "Byś się wstydził!".

Lesko na krawędzi katastrofy

Prezes Ruchu Społecznego Obrony Szpitala w Lesku Duszan Augustyn w rozmowie z PAP zaznaczył, że placówka stoi na krawędzi katastrofy finansowej i grozi jej niewypłacalność wobec pracowników. Sytuację pogarsza zadłużenie w instytucjach pożyczkowych, w tym parabankach.

Augustyn dodał, że likwidacja jednostki pozbawi region Bieszczad jedynego Szpitalnego Oddziału Ratunkowego (SOR).

Bez tego SOR-u pacjenci będą przekierowywani do szpitala w Sanoku albo szpitala w Przemyślu czy Brzozowie lub Krośnie, gdzie część z tych oddziałów ratunkowych jest już teraz przepełniona, szczególnie szpital w Sanoku. A to będzie skutkowało po prostu tragediami z powodu tego, że pacjenci nie dojadą na czas w przypadku choroby lub będą otrzymywali zbyt późno opiekę zdrowotną na miejscu z uwagi na kolejki - wskazał Augustyn.

Co zrobić ze szpitalem w Lesku?

Inicjatorzy protestu postulują m.in. doraźną pomoc finansową oraz restrukturyzację długu.

Zwracamy się z apelem po pierwsze o doraźną pomoc, chociażby w tym, żeby dług, który jest zaciągnięty w parabankach, został zrestrukturyzowany i przekazany chociaż do Banku Gospodarstwa Krajowego - wyjaśnił prezes ruchu, który jest też członkiem partii Razem.

Z protestującymi pod Sejmem spotkała się wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka. Zasygnalizowała, że przygotowywane są rozwiązania ratunkowe, jednak ich szczegóły są tajne - powiedział Duszan Augustyn.

Jego zdaniem ograniczenie dostępu do opieki medycznej drastycznie wpłynie na sytuację demograficzną regionu. Brak stabilnego zaplecza medycznego w Bieszczadach zmusza osoby starsze do migracji i zniechęca młodych ludzi do osiedlania się na terenie Podkarpacia - zwrócił uwagę.