Na jaw wychodzą kulisy rozmów między delegacjami ukraińską i rosyjską. Głośno jest o prośbie Donalda Trumpa do Władimira Putina, dotyczącej zaprzestania bombardowania ukraińskich miast i obiektów energetycznych. Niemniej głośno o tym, że Rosja stosuje się do ustaleń na najwyższym szczeblu wybiórczo i nadal uderza w cywilną infrastrukturę w Ukrainie. Okazuje się, że nie wszędzie odpowiednie rozkazy dotarły, a rosyjska delegacja przeprosiła swoich odpowiedników w Kijowie za ostatnie zabójcze ataki. Co kryje się za rosyjską strategią i czym jest "broń odwetu", o której wspominają rosyjscy twardogłowi?

  • Z Moskwy napływają mylące komunikaty. Z jednej strony Rosjanie przeprosili Ukraińców za niedawne ataki.
  • Z drugiej, przedstawiciele Dumy Państwowej nawołują do użycia w wojnie "broni odwetu".
  • Czy to elementy negocjacyjnej strategii Kremla?
  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

O sprawie informuje "New York Times".

Trump przekazał w czwartek, że w rozmowie z Putinem poprosił o wstrzymanie uderzeń na ukraińskie "miasta i miasteczka". Rosyjski dyktator miał wyrazić zgodę. Zawieszenie broni, jeśli chodzi o ataki z powietrza, ma obowiązywać zaledwie kilka dni, ale traktuje się jako gest dobrej woli, który ma budować zaufanie w kontekście dalszych rozmów o pokoju.

Tym razem Rosjanie i Ukraińcy rozmawiają bezpośrednio, co stanowi odejście od przyjętego dotychczas schematu negocjacji, w których rolę mediatora przyjęli Amerykanie.

Krótko po komunikacie z Białego Domu, głos zabrał w czwartek Wołodymyr Zełenski, który potwierdził, że kwestie czasowego wstrzymania uderzeń powietrznych faktycznie były omawiane przez delegacje w Abu Zabi. Jak informuje "NYT", anonimowy urzędnik w kancelarii Zełenskiego przekazał, że zawieszenie broni było swego rodzaju "dżentelmeńską umową" między stronami. Porozumienie nie zostało jednak dotrzymane, bo we wtorek Rosjanie uderzyli dronami i rakietami w Odessę oraz w pociąg pasażerski. W wyniku ataku na skład zginęło 6 osób.

"NYT" informuje, że rosyjscy negocjatorzy po tych atakach przeprosili w prywatnych rozmowach i zastrzegli, że nie wszystkie oddziały rosyjskiej armii zostały poinformowane o wstrzymaniu ognia.

Jak podaje Interfax, rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow odmówił komentarza w tej sprawie.

Negocjacje nabierają tempa?

Ukraina wysłała na rozmowy wysokich rangą urzędników, w tym szefa kancelarii Zełenskiego, Kyryła Budanowa - niedawnego szefa ukraińskiego wywiadu wojskowego. Rosję reprezentował szef wywiadu wojskowego Igor Kostiukow. Negocjator amerykański Steve Witkoff powiedział, że w sumie w spotkaniach uczestniczyło pięciu rosyjskich generałów.

To zdecydowana zmiana w stosunku do poprzednich spotkań tego typu. Moskwa dotychczas prowadziła negocjacje przy pomocy zespołów złożonych z dyplomatów i pracowników resortów związanych z gospodarką raczej niż wojskowych. Taka roszada może prowadzić do bardziej realistycznego i skupionego na właściwych celach podejścia do rozmów. Sami przedstawiciele Kijowa przyznawali po ostatniej rundzie w Abu Zabi, że z ulgą przyjęli brak "pseudohistorycznych" wywodów, które były im serwowane dotychczas przy każdej możliwej okazji przez rosyjskie delegacje. Dodawali także, że rozmowy stały się dużo bardziej merytoryczne i konstruktywne.

Z drugiej strony wciąż nieprzepracowane zostały główne różnice w kwestii zawarcia pokoju. Mowa przede wszystkim o oddaniu przez Ukrainę Donbasu, choć - jak dają do zrozumienia przedstawiciele Kremla - nie tylko. W środę Rubio podczas przesłuchania w Senacie powiedział, że "jedyną pozostałą kwestią" w rozmowach jest żądanie Rosji dotyczące kontroli nad całą obwodem donieckim na wschodzie Ukrainy. Tę informację zdementował następnego dnia doradca Putina. Jurij Uszakow - człowiek, który wyrasta na głównego decydenta w kontekście negocjacji po stronie rosyjskiej - zapytany o to, czy ziemie Donbasu są ostatnią przeszkodą na drodze do pokoju, odparł zdawkowo - "nie sądzę".

Dodał też, że Rosja nie wyraziła zgody na gwarancje bezpieczeństwa, które państwa zachodnie zobowiązały się zapewnić Ukrainie, a które wiążą się z obecnością zachodnich wojsk po zakończeniu wojny. Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow kategorycznie odrzucił w czwartek taką możliwość, nazywając władze Ukrainy "neonazistowskim i rusofobicznym reżimem".

Podwójna gra Rosji

Może być też tak - co jest dość prawdopodobne - że Rosjanie grają w swoją klasyczną grę, wypuszczając kilka przeciwstawnych komunikatów jednocześnie i sprawdzając, który wywoła pożądany efekt. Z jednej strony mamy Putina, zgadzającego się na prośby Trumpa. Równocześnie następuje atak z powietrza na Odessę i pociąg pasażerski, a w kolejnych dniach zaatakowane zostają Krzywy Róg i amerykańska fabryka w Ukrainie. W tym czasie wojskowi negocjatorzy Rosji przepraszają Ukraińców, ale strona dyplomatyczna Kremla otwarcie podaje w wątpliwość sens negocjacji i zbliżający się - rzekomo - moment ich zakończenia.

Znaczący jest fakt, że w piątek przewodniczący niższej izby parlamentu, Dumy Państwowej Wiaczesław Wołodin napisał na Telegramie: "Deputowani Dumy Państwowej nalegają na użycie potężniejszej broni - 'broni odwetu'. I na osiągnięcie celów specjalnej operacji wojskowej".

Jak podaje agencja Reutera, to już drugie w ostatnich dniach publiczne wystąpienie, w którym rosyjskie jastrzębie apelują o kontynuowanie, a nawet nasilenie działań wojennych. W czwartek z podobnym komunikatem wystąpił czeczeński przywódca Ramzan Kadyrow. 

W swoim wpisie na Telegramie przewodniczący Dumy Wołodin obraził prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i zapowiedział, że Ukraińców "od przyszłego tygodnia czekają nowe problemy".

"Broń odwetu" to tłumaczenie niemieckiego terminu "Vergeltungswaffen", który odnosił się do broni dalekiego zasięgu przeznaczonej do strategicznych bombardowań podczas II wojny światowej - podaje Reuters. 

Biorąc pod uwagę fakt, że w rosyjskiej polityce nie dzieje się nic bez wiedzy i aprobaty Władimira Putina, można wnioskować, że komunikat Wołodina jest kolejną próba wysondowania reakcji Stanów Zjednoczonych na możliwą eskalację ze strony Moskwy.