Podczas piątkowego wystąpienia w Astanie prezydent Rosji Władimir Putin odniósł się do kluczowych kwestii bezpieczeństwa międzynarodowego, w tym napięć wokół obwodu królewieckiego oraz rzekomych planów ataku na Europę. Rosyjski przywódca skomentował także piątkowy incydent z dronem w rumuńskim Gałaczu, zarzucając Zachodowi sianie paniki i przedwczesne oskarżenia. Mimo ostrej retoryki wobec państw NATO, Moskwa deklaruje formalną gotowość do rozmów pokojowych, choć unika podawania jakichkolwiek terminów.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Władimir Putin wyjaśnił, że jego optymistyczne deklaracje z 9 maja dotyczące zbliżającego się końca wojny w Ukrainie opierały się na szczegółowej analizie ostatnich sukcesów militarnych i postępów rosyjskiej armii na polu bitwy. Pomimo tych zapewnień, prezydent Rosji stanowczo odmówił wskazania jakichkolwiek konkretnych ram czasowych zakończenia konfliktu. Jednocześnie zapewnił, że Moskwa pozostaje otwarta na kontynuowanie rozmów w celu pokojowego "rozwiązania kryzysu ukraińskiego".
Nie do końca wiadomo, skąd Putin dysponuje raportami o zdobywaniu przez Rosjan terenu w Ukrainie, bo najnowsze doniesienia z frontu, świadczą o czymś zupełnie przeciwnym.
Rosyjski przywódca ostro odrzucił również ostrzeżenia zachodnich liderów, jakoby Rosja przygotowywała się do rozszerzenia agresji na inne kraje europejskie, nazywając te twierdzenia "kłamstwami". Przy okazji zaatakował zachodnie media za sposób relacjonowania rzekomego uderzenia ukraińskiego drona na akademik w kontrolowanym przez Rosjan Ługańsku, gdzie zginęło 21 osób. Putin twierdzi, że dziennikarze na Zachodzie powinni "wstydzić się" swojej postawy.
Kluczowa część wystąpienia dotyczyła rosnącego napięcia w regionie Morza Bałtyckiego. Putin odpowiedział bezpośrednio na głośną wypowiedź ministra spraw zagranicznych Litwy, Kestutisa Budrysa, który na początku maja stwierdził, że NATO musi pokazać Moskwie zdolność do "włamania się" do obwodu królewieckiego. Musimy pokazać Rosjanom, że jesteśmy w stanie włamać się do ich małej fortecy, którą zbudowali w Kaliningradzie - stwierdził szef litewskiej dyplomacji.
Rzecznik Władimira Putina, Dmitrij Pieskow, nazwał słowa litewskiego ministra oświadczeniem "graniczącym z obłędem". Z kolei rosyjscy politycy (m.in. Leonid Słucki) zaczęli tradycyjnie straszyć odpowiedzią nuklearną, twierdząc, że ewentualny atak NATO na enklawę uruchomi zapisy rosyjskiej doktryny wojennej.
Co ciekawe, wypowiedź szefa dyplomacji została skrytykowana w kraju przez prezydenta Gitanasa Nausedę. Ocenił on słowa Budrysa jako "nie najszczęśliwsze" i stwierdził, że publiczne rozważanie czysto hipotetycznych scenariuszy wojennych pasuje do analityków i ekspertów wojskowych, a nie do urzędnika kierującego dyplomacją kraju.
Rosja dysponuje wszelkimi niezbędnymi środkami, aby zniszczyć każdego, kto spróbuje zaatakować rosyjską eksklawę - ostrzegł tymczasem Putin w trakcie piątkowej rozmowy z dziennikarzami.
W podobnym tonie rosyjski prezydent odniósł się do doniesień wywiadowczych, według których Ukraina miała wysłać operatorów dronów do Łotwy. Putin powtórzył dotychczasowe, twarde stanowisko Kremla, zgodnie z którym każda lokalizacja stanowiąca bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej będzie uznawana przez Moskwę za "legalny cel wojskowy".
Putin odniósł się także do niedawnego incydentu w rumuńskim mieście Gałacz, gdzie dron uderzył w dach budynku mieszkalnego. Władze w Bukareszcie natychmiast obarczyły odpowiedzialnością stronę rosyjską. Zdaniem Putina wyciąganie takich wniosków przed zakończeniem prac przez ekspertów badających szczątki maszyny jest przedwczesne.
Prezydent Rosji w ironiczny sposób skomentował reakcję szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen, która stwierdziła, że Moskwa przekroczyła kolejną granicę i zauważył, że "nie była w Rumunii i nie badała fragmentów tego drona", a nikt nie jest w stanie wskazać miejsca produkcji bez specjalistycznych analiz.
Na koniec Putin przypomniał, że ukraińskie drony już wcześniej wlatywały w przestrzeń powietrzną takich krajów jak Finlandia, Polska czy państwa bałtyckie. Według niego w tamtych przypadkach pierwotna reakcja była identyczna - "O nie, Rosjanie nadchodzą, to rosyjski atak!". Rosyjski przywódca zasugerował tym samym, że obecny incydent w Rumunii to kolejny przykład bezpodstawnej antyrosyjskiej paniki.
Nicusor Dan, prezydent Rumunii potwierdził informację, że dron, który spadł w regionie przygranicznym pochodził z Rosji, ale najprawdopodobniej zmienił trajektorię lotu w wyniku zestrzelenia przez ukraińską obronę przeciwlotniczą.
"Na kolejnym spotkaniu NATO zostanie omówiona kwestia sprzętu potrzebnego Rumunii. Rosja jest niewątpliwie odpowiedzialna za tę sytuację. To długotrwały proces, który Rumunia realizuje, aby móc się bronić" - powiedział Dan, cytowany przez serwis Ukrainska Pravda.



