​Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych przekazało Ukrainie protest wobec nadania jednej z jednostek wojskowych imienia "Bohaterów UPA" - dowiedział się dziennikarz RMF FM Krzysztof Berenda. Decyzję o nadaniu takiej nazwy podjął prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Jak ustalił dziennikarz RMF FM Krzysztof Berenda, w czwartek doszło do spotkania polskiego wiceministra spraw zagranicznych Marcina Bosackiego z ambasadorem Ukrainy Wasylem Bodnarem.

Polska strona jasno wyraziła sprzeciw wobec decyzji prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego i jasno wyjaśniła, jak bolesna była ona dla Polaków. Podkreśliła też, jaki gniew wywołuje to w Polsce i jak mocno zniechęca wielu Polaków do Ukrainy w tym trudnym wojennym czasie. 

Rzecznik MSZ: Jednoznacznie negatywnie oceniamy

Dziś rano do sprawy odniósł się na platformie X rzecznik MSZ Maciej Wewiór. "Jednoznacznie negatywnie oceniamy nadanie ukraińskiej jednostce imienia 'Bohaterów UPA'" - napisał.

Podkreślił, że decyzja ta "rani pamięć o ofiarach tej organizacji" i uderza w dialog między naszymi narodami. "Może być wykorzystana przez propagandę Rosji, która chce nas podzielić i podważyć wsparcie dla broniącej się Ukrainy. Kwestię tę podnosimy w rozmowach z partnerami z Ukrainy" - wskazał Wewiór.

Sprawę skomentował też w Porannej rozmowie w RMF FM szef MSWiA Marcin Kierwiński. To zła decyzja pana prezydenta - skomentował Kierwiński.

Natomiast też nie chciałbym, abyśmy szli takimi histerycznymi reakcjami. To, że pan prezydent Zełenski zrobił błąd, to jest fakt, nie ma w ogóle co dyskutować. Powinien rozumieć wrażliwość historyczną Polaków, zwłaszcza że Polska jest krajem, który najbardziej pomaga Ukrainie. Natomiast cały czas pamiętajmy o tym, co jest najważniejsze. Najważniejsze jest pokonanie imperializmu rosyjskiego - podkreślił minister.

Oburzenie po decyzji Zełenskiego

W środę prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nadał imię "Bohaterów UPA" Samodzielnemu Centrum Operacji Specjalnych "Północ" Sił Zbrojnych Ukrainy. Wyjaśnił, że uczynił to "w celu przywrócenia historycznych tradycji narodowego wojska oraz uwzględniając wzorowe wykonywanie powierzonych zadań podczas obrony integralności terytorialnej i niepodległości Ukrainy".

W czwartek przeciwko tej decyzji zaprotestował na portalu X Instytut Pamięci Narodowej. Podkreślił, że "Ukraińska Powstańcza Armia jest odpowiedzialna za ludobójstwo na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Budowanie przez władze Ukrainy kultu Ukraińskiej Powstańczej Armii musi budzić sprzeciw wszystkich, którzy pamiętają o działalności tej formacji"

W czwartek decyzja Zełenskiego wywołała też oburzenie byłego prezydenta RP Lecha Wałęsy. "Prezydent Ukrainy, wyróżniając bandytów z UPA, ubliżył mi i wszystkim pomordowanym naszym rodakom. W związku z tym publicznie zdjąłem flagę ukraińską z piersi. Narodowi nadal będę pomagał w walce z sowietami. Prezydentowi Zełenskiemu odmawiam wsparcia!" - stwierdził w krótkim wpisie na Facebooku były prezydent Polski Lech Wałęsa. 

Różnica podejść do UPA w Polsce i w Ukrainie

Według historyków w lipcu 1943 roku Ukraińska Powstańcza Armia dokonała skoordynowanego ataku na blisko 150 miejscowości zamieszkanych przez Polaków w powiatach włodzimierskim, horochowskim, kowelskim i łuckim dawnego województwa wołyńskiego na terenie obecnej Ukrainy. Sprawcami zbrodni, która nazywana jest także rzezią wołyńską, byli członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN)-B (frakcja Bandery) i podporządkowana jej Ukraińska Powstańcza Armia.

Polska i Ukraina od lat różnią się w ocenie działalności OUN i UPA. Dla polskiej strony wydarzenia na Wołyniu były zbrodnią ludobójstwa, dla Ukraińców był to efekt symetrycznego konfliktu zbrojnego, za który w równym stopniu odpowiedzialne były obie strony. Dodatkowo Ukraińcy postrzegają OUN i UPA przeważnie jako organizacje antysowieckie (ze względu na ich powojenny ruch oporu wobec ZSRR), a nie antypolskie.