Nie ma wątpliwości, że moskiewskie obchody Dnia Zwycięstwa przejdą do historii - ale nie tak, jak życzyłby sobie tego Władimir Putin. Nie dość, że podczas defilady na Placu Czerwonym zabraknie sprzętu wojskowego, to jeszcze prawie wszyscy przywódcy byłych republik radzieckich odpuszczają tego dnia wizytę w rosyjskiej stolicy.

  • Już w sobotę w Rosji hucznie świętowany Dzień Zwycięstwa.
  • Po raz pierwszy od 19 lat na Placu Czerwonym zabraknie sprzętu wojskowego. 
  • Większość przywódców państw postradzieckich zbojkotowała paradę wojskową, a prezydent Ukrainy ostrzega zagraniczne delegacje przed wizytą w Moskwie.
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

W sobotę oczy całego świata będą zwrócone na Moskwę, gdzie odbędą się główne obchody Dnia Zwycięstwa, czyli rocznicy zwycięstwa ZSRR nad hitlerowskimi Niemcami w tzw. Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. W rosyjskiej propagandzie tak nazywa się okres II wojny światowej, w którym Związek Radziecki walczył po stronie koalicji antyhitlerowskiej w latach 1941-1945.

Kluczowym punktem programu jest rzecz jasna parada wojskowa na Placu Czerwonym, która w tym roku będzie miała okrojoną formę. Po raz pierwszy od 19 lat defilada odbędzie się bez sprzętu wojskowego - zamiast czołgów, pojazdów opancerzonych czy systemów rakietowych, zobaczymy tylko kolumny marszowe.

Słaba frekwencja wśród przywódców

Okazuje się, że na paradzie wojskowej nie będzie też wielu przywódców, którzy w ostatnich latach regularnie pojawiali się w stolicy Rosji. Kreml opublikował w czwartek listę gości, na której nie znajdziemy nazwiska prawie żadnego z liderów byłych republik radzieckich, będących członkami Wspólnoty Niepodległych Państw, Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej i bloku wojskowego o nazwie Organizacja Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym.

W Moskwie zabraknie między innymi:

  • prezydenta Kazachstanu Kasyma-Żomarta Tokajewa,
  • prezydenta Kirgistanu Sadyra Dżaparowa,
  • prezydenta Uzbekistanu Szawkata Mirzijojewa,
  • prezydenta Tadżykistanu Emomaliego Rahmona,
  • prezydenta Turkmenistanu Serdara Berdimuhamedowa.

Co istotne, każdy z wyżej wymienionych uczestniczył w paradach wojskowych w ostatnich trzech latach.

Mało tego - premier Armenii Nikol Paszinian, który obserwował defiladę w latach 2023 i 2025, ale nie było go w roku 2024, tym razem też nie wybiera się do Moskwy. Podobnie zresztą jak prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew, choć on po raz ostatni uczestniczył w paradzie wojskowej 11 lat temu.

Liczba przywódców byłych państw wchodzących w skład ZSRR, uczestniczących w paradzie wojskowej, będzie najniższa od 2022 roku. Wtedy Władimira Putina nie odwiedził ani jeden zagraniczny przywódca, a on sam witał kolumny marszowe.

Według Kremla, w tym roku do Moskwy przyjedzie siedmiu zagranicznych gości, z czego tylko czterech reprezentuje państwa uznane na arenie międzynarodowej. Na trybunach ustawionych na Placu Czerwonym usiądzie m.in. przywódca Białorusi Alaksandr Łukaszenka. Do rosyjskiej stolicy przybędzie też przywódca Laosu, premier Słowacji (choć Robert Fico zapewnia, że w paradzie wojskowej nie weźmie udziału), król Malezji, prezydent Serbii oraz przywódcy samozwańczych republik w Gruzji - Abchazji i Osetii Południowej.

Prezydent Ukrainy ostrzega

W czwartek po południu rosyjski resort obrony ogłosił wprowadzenie zawieszenia broni w dniach 8-10 maja, co ma związek z planami przeprowadzenia w Moskwie wspomnianej parady wojskowej.

Jakiś czas później na decyzję Kremla zareagował prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, pisząc na Telegramie, że nie zaleca zagranicznym delegacjom wizyt w Moskwie podczas obchodów Dnia Zwycięstwa. "Otrzymujemy też sygnały od niektórych państw bliskich Rosji, że ich przedstawiciele zamierzają być w Moskwie. Dziwne życzenie... w tych dniach. Nie zalecamy tego" - ostrzegł.

Już wcześniej ukraiński przywódca dał do zrozumienia, że podczas defilady nad Placem Czerwonym mogą pojawić się drony Sił Zbrojnych Ukrainy.