Iran zaatakował do tej pory Zjednoczone Emiraty Aarabskie 1740 dronami, 15 pociskami manewrującymi i 338 rakietami balistycznymi. Zdjęcia i nagrania z ataków na Dubaj czy Abu Zabi szybko obiegły internet, jak się jednak okazuje udostępnianie tego typu treści, a nawet ich komentowanie może być niezgodne z prawem. W piątkowym komunikacie policja Abu Zabi poinformowała o zatrzymaniu 109 osób różnych narodowości, które miały filmować miejsca ataków i rozpowszechniać „wprowadzające w błąd informacje” w mediach społecznościowych.
- Prokuratura w ZEA ostrzega, że filmowanie miejsc ataków i publikowanie nagrań może skończyć się co najmniej rokiem więzienia lub grzywną.
- 109 osób różnych narodowości zostało już zatrzymanych za rozpowszechnianie nagrań i wprowadzanie w błąd.
- Prawo o cyberbezpieczeństwie w ZEA jest bardzo szerokie - odpowiadać można nawet za udostępnianie, przerabianie czy komentowanie takich treści.
- Podobne surowe ograniczenia dotyczące publikacji informacji obowiązują też w innych krajach Zatoki Perskiej.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Prokuratura generalna ZEA przypomina, że za filmowanie miejsc ataku i publikowanie nagrań grozi co najmniej rok więzienia oraz grzywna w wysokości co najmniej 100 tysięcy dirhamów, czyli kwoty porównywalnej z 100 tysiącami złotych.
"109 osób różnych narodowości filmowało miejsca i zdarzenia oraz rozpowszechniało wprowadzające w błąd informacje w mediach społecznościowych podczas trwających wydarzeń" - czytamy w oficjalnym komunikacie policji opublikowanym w serwisie X.
Władze apelują, by mieszkańcy i obcokrajowcy przebywający na terenie ZEA czerpali informacje wyłącznie ze źródeł oficjalnych.
Radha Stirling, założycielka organizacji Detained in Dubai, która zajmuje się pomocą prawną dla osób zatrzymanych w ZEA, zwraca uwagę na bardzo szeroką definicję "rozpowszechniania treści" obowiązującą w tym kraju.
W myśl prawa o cyberbezpieczeństwie w ZEA, zarzuty może usłyszeć osoba, która jako pierwsza udostępniła nielegalną treść, jednak takie samo ryzyko czeka na każdego, kto przerabia, podaje dalej lub nawet komentuje taki materiał - podkreśla Stirling w rozmowie z brytyjskim "The Guardian".
Dziennikarze, którzy chcą relacjonować wydarzenia z regionu, często obchodzą te przepisy, wysyłając materiały do redakcji zagranicznych, które publikują je poza jurysdykcją ZEA. Jednak nawet osoby, które tylko komentują takie nagrania, muszą liczyć się z możliwością zatrzymania.
Zjednoczone Emiraty Arabskie nie są jedynym krajem regionu, który zdecydował się na wprowadzenie surowych ograniczeń dotyczących publikowania informacji o trwającym konflikcie. Podobne zasady obowiązują w innych monarchiach Zatoki Perskiej, a także w Izraelu, gdzie zakazano m.in. pokazywania na żywo miast podczas ataków rakietowych czy publikowania zdjęć z miejsc uderzenia pocisków.
Również w Iranie zagraniczni dziennikarze mają bardzo ograniczony dostęp do miejsc, gdzie dochodzi do ataków. Agencja AFP, jedyna zagraniczna agencja prasowa działająca na terenie Iranu, poinformowała, że jej dziennikarze nie zostali dopuszczeni w pobliże szkoły w Minab, gdzie w wyniku amerykańskiego ataku zginęło ponad 150 osób, w większości dzieci.
Od 28 lutego, kiedy rozpoczęła się wojna w Iranie, Teheran przeprowadził na terytorium ZEA zmasowane ataki. Według danych ministerstwa obrony w Abu Zabi, do tej pory wystrzelono aż 1740 dronów, 15 pocisków manewrujących oraz 338 rakiet balistycznych. Celem są zarówno obiekty wojskowe, jak i cywilne. W wyniku nalotów zginęło osiem osób - wśród nich dwóch żołnierzy ZEA oraz obcokrajowcy z Pakistanu, Nepalu, Bangladeszu i Palestyny. Rannych zostało 158 osób.


