Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ponownie skrytykował sojuszników z NATO oraz inne państwa, zarzucając im brak zaangażowania w działania militarne przeciwko Iranowi. W swoim oświadczeniu podkreślił, że USA są w stanie samodzielnie prowadzić operacje wojskowe na Bliskim Wschodzie i nie oczekują już wsparcia ze strony partnerów międzynarodowych.

  • Donald Trump oskarżył państwa NATO o brak chęci do udziału w operacji przeciwko Iranowi.
  • Prezydent USA stwierdził, że Stany Zjednoczone nie potrzebują pomocy sojuszników, w tym Japonii, Australii i Korei Południowej.
  • Więcej informacji z Polski i świata znajdziesz na RMF24.pl.

Prezydent Donald Trump we wtorkowym oświadczeniu odniósł się do sytuacji na Bliskim Wschodzie, gdzie Stany Zjednoczone prowadzą operację militarną wymierzoną w irański reżim. Trump poinformował, że większość państw NATO nie zamierza angażować się w działania przeciwko Iranowi, mimo że - jak zaznaczył - większość krajów popiera stanowisko USA w sprawie niedopuszczenia Iranu do posiadania broni jądrowej.

Trump wyraził rozczarowanie postawą sojuszników, twierdząc, że nie jest to dla niego zaskoczeniem. Jego zdaniem NATO od lat funkcjonuje na zasadzie "ulicy jednokierunkowej", w której to Stany Zjednoczone biorą na siebie główny ciężar ochrony innych państw, nie otrzymując w zamian realnego wsparcia, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych.

"Nie potrzebujemy nikogo"

W swoim wpisie na platformie Truth Social Donald Trump podkreślił, że dzięki skutecznym działaniom militarnym, Stany Zjednoczone zdziesiątkowały siły zbrojne Iranu oraz przywódców reżimu w Teheranie. Według prezydenta Iran nie stanowi już zagrożenia ani dla USA, ani dla ich bliskowschodnich sojuszników.

Trump zaznaczył, że w świetle tych sukcesów Stany Zjednoczone nie potrzebują już pomocy ze strony państw NATO, a także Japonii, Australii czy Korei Południowej. "Mówiąc wprost, jako prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, zdecydowanie najpotężniejszego kraju na świecie, NIE POTRZEBUJEMY NIKOGO!" - napisał Trump w Truth Social.

"NATO popełnia bardzo głupi błąd"

W podobnym tonie o NATO prezydent USA wypowiedział się podczas wtorkowego spotkania z premierem Irlandii Michealem Martinem w Białym Domu. Amerykański przywódca stwierdził, że odmowa pomocy w konflikcie z Iranem to "bardzo głupi błąd" i "wielka próba" dla Sojuszu. Trump podkreślił, że choć Stany Zjednoczone nie potrzebowały wsparcia, to jednak oczekiwały solidarności i zaangażowania ze strony partnerów.

Wszyscy zgadzają się z nami, ale nie chcą pomóc. A my, jako Stany Zjednoczone, musimy to zapamiętać, bo uważam, że to dość szokujące - mówił Trump. Prezydent dodał, że sytuacja ta powinna być dla USA ważną lekcją na przyszłość.

Donald Trump nie wykluczył, że obecna sytuacja może mieć poważne konsekwencje dla relacji Stanów Zjednoczonych z NATO. Zapytany o ewentualne wycofanie się z Sojuszu, prezydent stwierdził, że nie ma obecnie konkretnych planów, ale podkreślił, że jest "bardzo zawiedziony" postawą sojuszników. Trump zaznaczył również, że jako prezydent może podjąć decyzję o wycofaniu się z NATO bez zgody Kongresu.

Krytyka pod adresem Wielkiej Brytanii i Francji

Prezydent USA szczególnie mocno skrytykował postawę Wielkiej Brytanii i Francji. Trump wyraził żal, że Wielka Brytania, z którą Stany Zjednoczone łączyły "szczególne relacje", nie wsparła amerykańskich działań w cieśninie Ormuz. Prezydent zasugerował, że zmiana rządu w Londynie wpłynęła na osłabienie współpracy. Z kolei odnosząc się do wypowiedzi prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który wykluczył udział swojego kraju w operacji przeciwko Iranowi, Trump ograniczył się do stwierdzenia, że kadencja Macrona "wkrótce się kończy".

Trump ponownie podkreślił, że bez wsparcia USA Ukraina nie byłaby w stanie długo się bronić. Według niego pomoc wyniosła 400 miliardów dolarów w broni i gotówce. Trump zasugerował również, że Stany Zjednoczone mogłyby przyjąć podobną postawę wobec wojny w Ukrainie, jaką NATO przyjęło wobec konfliktu z Iranem.

Donald Trump odniósł się także do odejścia szefa Narodowego Centrum Antyterrorystycznego Joe Kenta, który zrezygnował w proteście przeciwko wojnie z Iranem. Prezydent określił Kenta jako "miłego, ale bardzo słabego, jeśli chodzi o bezpieczeństwo", podkreślając, że nie zgadza się z jego oceną zagrożenia ze strony Iranu.