Ogłoszone przez prezydenta USA Donalda Trumpa porozumienie z Iranem wywołało falę krytyki w Izraelu. Jako poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa oceniło je kilku znaczących polityków i komentatorów.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

Umowa ma doprowadzić do zakończenia działań wojennych oraz otworzyć drogę do negocjacji w sprawie kluczowych kwestii regionalnych - otwarcia cieśniny Ormuz, irańskiego programu nuklearnego czy częściowego zniesienia sankcji wobec Teheranu.

Premier Izraela Benjamin Netanjahu unika otwartego konfliktu z amerykańskim prezydentem. To jego decyzja. On temu przewodzi. Przedstawiłem swoją opinię. Jestem zobowiązany zapewnić, że nie będzie zagrożenia nuklearnego - powiedział dziennikarzom w Jerozolimie.

Znacznie ostrzej wypowiedzieli się inni czołowi przedstawiciele izraelskiego rządu.

Minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben Gwir stwierdził, że porozumienie "nie wiąże" Izraela, które jest "niepodległym i suwerennym państwem". Minister finansów Becalel Smotricz zażądał utrzymania pełnej swobody działań wojskowych przeciwko Hezbollahowi. Minister obrony Israel Kac zapowiedział, że izraelska armia pozostanie "bezterminowo" zarówno w Libanie, jak i w Strefie Gazy. Ma to być element nowej doktryny bezpieczeństwa. Jak zaznaczył, takie stanowisko zostało przekazane zarówno Donaldowi Trumpowi, jak i sekretarzowi obrony USA Pete’owi Hegsethowi.

Również premier Netanjahu zapowiedział w poniedziałek, że izraelskie wojska pozostaną w Strefie Gazy, Libanie i Syrii "tak długo, jak to będzie potrzebne". Samo wstępne porozumienie USA z Iranem nazwał "historycznym zwycięstwem", które "przetrwa pokolenia". Ocenił jednak, że "walka nie skończyła się", Izrael "będzie musiał nadal czuwać", a izraelska armia "będzie przeciwdziałać zagrożeniom w regionie".

Ostre słowa prawicowych komentatorów

Najbardziej emocjonalne reakcje pojawiły się wśród prawicowych komentatorów sympatyzujących z Netanjahu. Znany prezenter telewizyjny Yinon Magal nazwał Trumpa "przegranym", a jego współpracowników oskarżył o zdradę interesów Izraela.

Inny wpływowy komentator Amit Segal przywołał natomiast słowa przypisywane Henry’emu Kissingerowi: "Być wrogiem Ameryki może być niebezpieczne, ale być jej przyjacielem jest śmiercionośne".

Ekspertka: Netanjahu jest coraz bardziej osamotniony

Politolożka Gayil Talshir z Uniwersytetu Hebrajskiego oceniła, że niedzielny izraelski atak na Bejrut miał przede wszystkim wymiar polityczny. Jej zdaniem był sygnałem pokazującym, że Netanjahu potrafi sprzeciwić się Trumpowi. W jej opinii premier jest dziś politycznie osamotniony. Projekt życia Netanjahu wali się na jego oczach, podczas gdy stoi on samotnie na arenie, nie mając na kogo zrzucić winy - oceniła.

Wiceprezydent USA J.D. Vance przyznał, że amerykańska administracja była bardzo zaniepokojona możliwością odwetu Iranu po izraelskich atakach na Bejrut. Według doniesień Trump miał również zdecydowanie naciskać na izraelskie władze, by powstrzymały dalsze uderzenia wymierzone w Hezbollah.

Urzędnik amerykańskiej administracji, cytowany przez Reuters, zapewnił w poniedziałek, że porozumienie USA z Iranem nie wymaga wycofania izraelskich wojsk z Libanu, a Izrael zachowa prawo do obrony przed Hezbollahem. Teheran uważa jednak kwestię Hezbollahu za część umowy. Szczegóły dokumentu nie zostały jeszcze ujawnione i mają zostać opublikowane w ciągu 1-2 dni.

"Haarec" pisze o spektakularnej porażce

Dziennik "Haarec" napisał w poniedziałek, że choć "ogon po raz kolejny próbował machać psem", to jednak "to Waszyngton w coraz większym stopniu dyktuje agendę w regionie", czego potwierdzeniem miałaby być sytuacja z nalotem na Bejrut. Medium wskazało, że porozumienie USA-Iran "wygląda na spektakularną porażkę obecnej kampanii" i nie pozwoli osiągnąć żadnego z celów nakreślonych przez Netanjahu na początku wojny. Wśród nich premier wymieniał upadek władzy ajatollahów, likwidację irańskiego programu nuklearnego i rakietowego oraz koniec wsparcia dla sił antyizraelskich w regionie.

"Haarec" pisze, że trudno sobie wyobrazić, aby jakikolwiek kolejny prezydent USA - "prawdopodobnie mniej przyjazny Izraelowi" - poparł izraelskiego premiera w przyszłej wojnie z Iranem. I to "mimo dość prawdopodobnego scenariusza, w którym reżim pewnego dnia postanowi, że jednak chce skonstruować bombę atomową".

W tle najnowszych wydarzeń są izraelskie wybory parlamentarne zaplanowane na październik. Netanjahu chce być jednym z kandydatów.