W pierwszej fazie wojny z Iranem Stany Zjednoczone i Izrael rozważały wsparcie byłego prezydenta Mahmuda Ahmadineżada w przejęciu władzy w Teheranie - ujawnił "New York Times", powołując się na źródła w amerykańskiej administracji. Plan zakładał uwolnienie polityka z aresztu domowego, jednak zakończył się niepowodzeniem.
- USA i Izrael planowały wesprzeć byłego prezydenta Iranu Mahmuda Ahmadineżada w przejęciu władzy po śmierci Alego Chameneiego.
- Operacja zakończyła się jednak niepowodzeniem; od tego czasu miejsce pobytu byłego polityka nie jest znane.
- Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Na początku marca, tuż po ataku, w którym zginął najwyższy przywódca Iranu Ali Chamenei oraz inni kluczowi irańscy urzędnicy, prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump publicznie sugerował, że nowy przywódca Iranu powinien pochodzić "z wewnątrz" reżimu.
Według amerykańskich urzędników, których cytuje "New York Times", wspólnie z Izraelem opracowano plan znalezienia pragmatycznego następcy Alego Chameneiego. Wywiad miał wskazywać, że część przedstawicieli irańskiego reżimu była gotowa do współpracy z Zachodem, choć niekoniecznie byli to politycy "umiarkowani".
Postawiono na Mahmuda Ahmadineżada. Plan przewidywał atak na posiadłość byłego prezydenta Iranu, który miał umożliwić mu ucieczkę z aresztu domowego. W trakcie nalotu były polityk został jednak ranny i wycofał się z planu przejęcia władzy.
Zginęli wówczas pilnujący go członkowie Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Od tego czasu polityk nie pojawił się publicznie, a jego miejsce pobytu i stan zdrowia pozostają nieznane.
Po zakończeniu prezydentury w 2013 roku Mahmud Ahmadineżad stopniowo stawał się coraz bardziej krytyczny wobec teokratycznych władz Iranu. Choć nie był jawnym dysydentem, reżim uznał go za potencjalnie destabilizującego przeciwnika.
W ostatnich latach wielokrotnie oskarżał przywódców o korupcję, a jego lojalność była przedmiotem licznych spekulacji. Uniemożliwiano mu start w wyborach, aresztowano jego współpracowników i zamknięto go w areszcie domowym. Osoby z jego otoczenia były oskarżane o zbyt bliskie kontakty z Zachodem, a nawet o szpiegostwo na rzecz Izraela. W ostatnich latach polityk podróżował m.in. do Gwatemali i na Węgry - krajów utrzymujących bliskie relacje z Izraelem.
Warto jednak przypomnieć, że jako prezydent Iranu w latach 2005-2013 był znany z radykalnych wypowiedzi, m.in. nawoływał do "zmiecenia Izraela z mapy", popierał irański program nuklearny, negował Holokaust i brutalnie tłumił protesty.
Według "The Atlantic", atak na dom Mahmuda Ahmadineżada był "de facto operacją umożliwiającą ucieczkę z więzienia". Współpracownik byłego prezydenta twierdził, że USA postrzegały go jako osobę zdolną do zarządzania "sytuacją polityczną, społeczną i militarną" w Iranie.
W wywiadzie dla "NYT" z 2019 roku Ahmadineżad chwalił Donalda Trumpa, nazywając go "człowiekiem czynu" i apelował o pojednanie między Iranem a USA. Oszacujmy długoterminowe koszty i korzyści dla naszych dwóch narodów i nie bądźmy krótkowzroczni - mówił.


