Prawo i Sprawiedliwość chce odwołania ze stanowiska szefowej resortu zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy. Wniosek w tej sprawie w ostrych słowach uzasadniał na konferencji prasowej kandydat PiS na premiera - Przemysław Czarnek.
- Więcej informacji z kraju i ze świata znajdziesz na stronie głównej rmf24.pl
Przemysław Czarnek na konferencji przed gmachem resortu zdrowia nazwał minister Sobierańską-Grendę "niemą", nawiązując do jej małej aktywności publicznej. Jak dodał, "nic nie mówiła przez wiele miesięcy, a jak już zaczęła mówić, to kłamała". Wypomniał władzom resortu m.in. znaczne ograniczenie środków na badania profilaktyczne i diagnostykę obrazową.
Mam pytanie do pana Donalda Tuska - co powie Polakom, którzy dziś się źle czują i chcieliby w roku profilaktyki poddać się badaniom? Co im powie? "Uśmiechnijcie się"?, "Robimy, nie gadamy"? - pytał były minister edukacji, ironicznie nawiązując do hasła używanego przez Koalicję Obywatelską do promowania działań rządu.
W 2024 roku, kiedy był pierwszy rok rządów Donalda Tuska i pani Leszczyny (chodzi o Izabelę Leszczynę, poprzednią minister zdrowia - przyp. red.) w tym ministerstwie, kryzys zaczął się w czwartym kwartale. W zeszłym roku kryzys był już w trzecim kwartale. Rok 2026 rozpoczynamy od potężnego kryzysu w służbie zdrowia już w drugim kwartale. To jest dramat, który oznacza również niestety wyrok śmierci dla wielu Polaków, którzy chorują - grzmiał kandydat PiS-u na premiera.
Tusk niestety nie ma możliwości wydania rozkazu: "przestańcie chorować!" Chcielibyśmy, żeby miał taką możliwość, ale nie ma takiej możliwości. Pani Sobierańska-Grenda jest przykładem na to, jak można demolować jedną z najważniejszych płaszczyzn działania tego państwa, ochronę zdrowia - ocenił Czarnek.
Były minister edukacji zarzucił Jolancie Sobierańskiej-Grendzie próbę sprywatyzowania polskiej służby zdrowia. To jest pani, która, której marzeniem jest likwidacja 30 procent szpitali. To jest ta pani, której marzeniem byłoby, żeby każdy płacił fakturę u lekarza, a później refundował ją sobie w NFZ, jeśliby się udało - wyliczał. Zapowiedział wniosek o wotum nieufności wobec minister zdrowia.
Głos na konferencji zabrała również była minister zdrowia Katarzyna Sójka. Stwierdziła ona, że ten resort przejął "korporacyjny syndyk".
Ochroną zdrowia kieruje dzisiaj menedżer, ale od cięć. A słowo restrukturyzacja to łagodniejsze słowo na amputację - stwierdziła obrazowo posłanka PiS. Zarzuciła też koalicji rządzącej "wycieranie sobie ust" prawami kobiet.
Gdzie oni dzisiaj są? Co oni dzisiaj robią? Zamykają tym kobietom porodówki. Młodym matkom zabierają elementarne bezpieczeństwo - zauważyła.
Sójka sugerowała też, że Jolanta Sobierańska-Grenda dostała od Donalda Tuska "jedno zadanie".
Ma zamykać to, co jest dla tego rządu niewygodne. Odbiera pacjentom szansę i nadzieję. Ten uśmiechnięty rząd dzisiaj mówi Polkom: "radźcie sobie sami" - stwierdziła parlamentarzystka.
Nie ma zgody Prawa i Sprawiedliwości na to, by stawiać szlaban przed szpitalami. Ta władza za każde zaniechanie, za każdego odwołanego pacjenta poniesie prawdziwą odpowiedzialność - zapowiadała była minister zdrowia.
Zedrzemy maskę troski tego rządu. Pokażemy z mównicy sejmowej każdy zlikwidowany oddział. Rozliczymy ten rząd za każdego pacjenta, któremu dzisiaj zatrzaskujecie drzwi przed nosem - podsumowała.
Na początku kwietnia swój wniosek o wotum nieufności wobec minister zdrowia zapowiedziała także Partia Razem.
Nie ma zgody na to, żeby działania ograniczające dostęp do ochrony zdrowia były realizowane przez rząd - mówiła posłanka Marcelina Zawisza, krytykując pomysły dotyczące wprowadzenia limitów na diagnostykę.


