Szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz poinformował, że prezydent Karol Nawrocki odbył rozmowę telefoniczną z premierem Donaldem Tuskiem w sprawie zaproszenia do Rady Pokoju. Konsultacje pomiędzy Kancelarią Prezydenta a stroną rządową są w toku. Sprawę traktuje się jako istotną dla polskiej pozycji na arenie międzynarodowej, ale równocześnie zwraca się uwagę na kontrowersje narosłe wokół inicjatywy.
- Prezydent Polski rozmawiał z premierem Donaldem Tuskiem o amerykańskiej inicjatywie powołania Rady Pokoju, która ma nadzorować Strefę Gazy.
- Są jednak kontrowersje - Francja i inne kraje wyrażają obawy co do zakresu działania Rady, która może wykraczać poza Gazę, obejmując też kwestie Ukrainy czy Wenezueli.
- USA oczekują od stałych członków Rady wpłat sięgających miliarda dolarów, co budzi wątpliwości, a polskie władze jeszcze nie podjęły decyzji o zaangażowaniu finansowym.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Prezydent zadzwonił do premiera, aby omówić inicjatywę zaproponowaną przez Amerykanów - przekazał Przydacz.
Prezydencki minister zaapelował do szefa MSZ Radosława Sikorskiego o przyspieszenie prac nad stanowiskiem rządu. Sprawy nabierają wyjątkowo daleko idącej dynamiki - podkreślił. Rzecznik rządu Adam Szłapka potwierdził, że premier Tusk i prezydent Nawrocki są w kontakcie, jednak decyzja o ewentualnym podpisaniu dokumentu i ratyfikacji jeszcze nie zapadła.
Przydacz podkreślił, że zaproszenie do Rady Pokoju jest wyrazem uznania dla roli Polski w polityce międzynarodowej. Decyzja o udziale zostanie jednak podjęta po dokładnych konsultacjach i analizie wszystkich aspektów inicjatywy.
Rada Pokoju, powołana przez prezydenta USA Donalda Trumpa, ma nadzorować administrację Strefy Gazy. Jej utworzenie zostało zapisane w amerykańskim planie pokojowym, zaakceptowanym przez Izrael i Hamas. Polska, obok innych państw, otrzymała zaproszenie do udziału w tym gremium.
Wokół Rady Pokoju pojawiają się jednak kontrowersje. Francja wyraziła zastrzeżenia co do zakresu działania Rady i poszanowania zasad ONZ. W gronie zaproszonych znaleźli się między innymi Władimir Putin i białoruski dyktator Alaksandr Łukaszenka, który bardzo szybko przyjął stanowisko, podpisując stosowne dokumenty.
Problemem jest też zakres działań Rady Trumpa. Źródło w otoczeniu prezydenta Emmanuela Macrona, cytowane w poniedziałek przez AFP, oceniło, że mimo wcześniejszych oczekiwań "karta" Rady "wykracza poza samą kwestię Gazy". Ciało pod przewodnictwem prezydenta USA miałoby decydować także o losach Ukrainy czy Wenezueli.
Według doniesień Bloomberga, USA oczekują od stałych członków Rady Pokoju wpłat w wysokości co najmniej 1 mld dolarów. Jest to ewidentnie pomieszanie troszkę perspektyw politycznej, dyplomatycznej i biznesowej, co w sytuacji, w której prezydentem Stanów Zjednoczonych jednak jest biznesmen, w jakimś sensie nie dziwi. Ale jest to dość oryginalny pomysł - ocenił Przydacz. Nie ma żadnej decyzji po polskiej stronie, aby jakiekolwiek tak duże, daleko idące kwoty uiszczać w związku z tym zaproszeniem (do Rady Pokoju) - dodał prezydencki minister.


