"Widać ewidentnie, że prezydentowi Trumpowi i w ogóle elitom amerykańskiej władzy bardzo mocno zależy na tym, aby sytuacja wokół Grenlandii w sensie politycznym i geopolitycznym się zmieniła. Mówiąc wprost, Trump uważa ją za kluczowy region z perspektywy bezpieczeństwa kontynentu północnoamerykańskiego. I te naciski na stronę duńską rosną" - powiedział Marcin Przydacz, który we wtorek był gościem Porannej rozmowy w RMF FM. W ten sposób odpowiedział na pytanie, czy jego zdaniem Grenlandia stanie się stanem Stanów Zjednoczonych.

Musimy mieć Grenlandię (...). Potrzebujemy Grenlandii ze względu na bezpieczeństwo narodowe. Nie ze względu na minerały. Mamy wiele złóż minerałów i ropy i wszystkiego. Mamy więcej ropy niż jakikolwiek inny kraj na świecie. (...) Jeśli spojrzy się na Grenlandię, wzdłuż wybrzeża są wszędzie rosyjskie i chińskie statki. Potrzebujemy jej (...) - mówił w grudniu prezydent USA Donald Trump w rozmowie z dziennikarzami na Florydzie.

Między innymi o stanowisko Polski w tej sprawie i konflikt na linii USA-Unia Europejska pytał Tomasz Terlikowski w Porannej rozmowie w RMF FM Marcina Przydacza, prezydenckiego ministra, który od 20 do 22 stycznia u boku Karola Nawrockiego bierze udział w Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. 

Gra o Grenlandię, a stonowisko Polski

Zależy nam na tym, aby tego typu sprawy były rozstrzygane przede wszystkim w duchu sojuszniczego dialogu pomiędzy Kopenhagą a Waszyngtonem, bo i jedni, i drudzy są dla nas sojusznikami, choć wiadomo, że Stany Zjednoczone są kluczowym sojusznikiem, najważniejszym, najsilniejszym państwem NATO. Ale jestem przekonany, że przy odrobinie dobrej woli z jednej i z drugiej strony te sprawy natury bezpieczeństwa arktycznego, bezpieczeństwa wymiaru północnego mogą być także w innej formule rozwiązane - powiedział szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej. 

Marcin Przydacz stwierdził, że my, jako jedno z państw Europy Środkowej, w naturalny sposób zajmujemy się sprawami dotyczącymi naszego bezpieczeństwa, naszych wyzwań i problemów, jakie mamy przy własnej granicy. 

Chodzi o agresywną politykę Rosji, wojnę rosyjską na Ukrainie - powiedział, dodając, że Duńczycy nie zwracali się do nas z prośbą o działania czy wywieranie presji. 

Konflikt USA-UE. Polska między młotem a kowadłem

Gospodarz Porannej rozmowy w RMF FM Tomasz Terlikowski przypomniał, że Donald Trump zapowiedział 10-procentowe, a później 25-procentowe cła na te państwa Unii Europejskiej i Wielką Brytanię, które wysłały nieliczne grupy żołnierzy na Grenlandię. Część już wróciła, w tym Niemcy i Holendrzy. Czy to sugeruje narastający konflikt na linii Stany Zjednoczone - Unia Europejska? 

Z całą pewnością pokazuje to napięcie. Jesteśmy w dość trudnej sytuacji, bo bezpieczeństwo gwarantują nam Stany Zjednoczone. Niewątpliwie. Ale równocześnie jesteśmy członkiem Unii Europejskiej - powiedział Marcin Przydacz. 

Jesteśmy częścią organizmu gospodarczo-handlowo-celnego, jakim jest Unia Europejska i z całą pewnością te cła, które są zapowiadane, w pierwszej kolejności oczywiście uderzą w gospodarki tych państw, które podejmują takie polityczne - no i ryzykowne - jak widać, decyzje. Wiadomo, że ewentualna chęć odpowiedzi po stronie europejskiej musiałaby być realizowana z poziomu Brukseli (...). My nie jesteśmy zainteresowani wzrostem napięcia pomiędzy sojusznikami. Nie jesteśmy zainteresowani jakąś przyszłą, ewentualną wojną celną czy handlową. Jeszcze raz powtórzę: jesteśmy raczej zainteresowani dyskusją i dialogiem i rozpoczęciem takich działań dyplomatycznych, które będą obniżać presję, a nie ją eskalować - podsumował szef prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej.