Polski eurodeputowany Dominik Tarczyński (PiS) nie został wpuszczony na terytorium Wielkiej Brytanii. Decyzja brytyjskich służb wywołała natychmiastową reakcję liderów frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w Parlamencie Europejskim, którzy w specjalnym liście do premiera Keira Starmera domagają się szczegółowego wyjaśnienia tej sytuacji.

  • Wielka Brytania odmówiła politykowi PiS Dominikowi Tarczyńskiemu wjazdu na terytorium swojego kraju. 
  • W uzasadnieniu napisano, że obecność polityka "nie jest uznawana za sprzyjającą dobru publicznemu".
  • Patryk Jaki i Nicola Procaccini z Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w PE napisali list do premiera Wielkiej Brytanii Keira Starmera, domagając się szczegółowych wyjaśnień w tej sprawie. 
  • Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

W środę Dominik Tarczyński poinformował na platformie X o odmowie wjazdu do Wielkiej Brytanii. "Właśnie odmówiono mi wjazdu do Wielkiej Brytanii, abym mógł przemówić na największym patriotycznym wydarzeniu w Europie" - napisał eurodeputowany, publikując zdjęcie korespondencji mailowej z brytyjskimi władzami. Jak wynika z dokumentu, powodem odmowy była ocena, że "obecność w Wielkiej Brytanii nie jest uznawana za sprzyjającą dobru publicznemu".

Jaki i Procaccini z listem do Starmera

Decyzja ta natychmiast odbiła się szerokim echem wśród polityków i komentatorów. Liderzy frakcji EKR w Parlamencie Europejskim, Patryk Jaki (PiS) oraz Nicola Procaccini (Bracia Włosi), wystosowali oficjalny list do premiera Wielkiej Brytanii.

Wyrazili w nim "poważne zaniepokojenie decyzją brytyjskich władz" i podkreślili, że uzasadnienie mówiące o tym, iż obecność polskiego europosła "nie sprzyja dobru publicznemu", budzi poważne pytania dotyczące poszanowania wolności słowa, pluralizmu politycznego oraz zasad demokratycznej debaty.

W liście zaznaczono, że Tarczyński jest urzędującym posłem do Parlamentu Europejskiego reprezentującym miliony obywateli UE. Ich zdaniem ograniczenie możliwości udziału polityka w wydarzeniach publicznych może zostać odebrane jako podważanie standardów demokratycznych.

Autorzy listu podkreślili, że każde państwo ma prawo do dbania o bezpieczeństwo narodowe i porządek publiczny, jednak decyzje tego rodzaju powinny być "proporcjonalne, przejrzyste i oparte na jasnych oraz obiektywnych kryteriach". Wskazali również, że podobne działania mogą prowadzić do niepotrzebnych napięć i osłabienia wzajemnego zaufania między demokratycznymi partnerami.

Jaki i Procaccini zaapelowali do premiera Starmera o przedstawienie szczegółowego wyjaśnienia podstaw cofnięcia autoryzacji podróży oraz zapewnienie, że przyszłe działania będą respektować zasady wolności politycznej i niedyskryminacji.

Sikorski komentuje

Do sprawy odniósł się także wicepremier i minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który podczas konferencji prasowej w Szczecinie został zapytany, co radzi europosłowi PiS w tej sytuacji. To władze brytyjskie uznały pana europosła za zagrożenie dla porządku publicznego. Ja bym mu radził po prostu stonować swoje wypowiedzi publiczne, może mniej radykalizmu (...) - odpowiedział.

Słowa Sikorskiego wywołały natychmiastową reakcję szefa prezydenckiego Biura Polityki Międzynarodowej, Marcina Przydacza, który na platformie X napisał: "Polski minister ma obowiązek stanąć po stronie polskiego obywatela! Bez względu na poglądy. Ten paszport, który nie został uszanowany, ma Orła Białego na okładce, Panie Ministrze". Przydacz dodał również: "Dziś to nielubiany przez Ministra polityk był blokowany lub niewpuszczony do sojuszniczego państwa. Jutro to może być każdy inny obywatel RP".

Problemy miał również Mentzen

To nie pierwszy taki przypadek z udziałem polskich polityków. W ubiegłym tygodniu lider Konfederacji Sławomir Mentzen informował, że został zatrzymany na ponad trzy godziny na londyńskim lotnisku.

"Zostałem dziś zatrzymany na ponad trzy godziny na lotnisku w Londynie, ponieważ Brytyjczycy bali się, że będę przemawiał na jakimś spotkaniu politycznym, na które nawet się nie wybierałem" - relacjonował Mentzen na platformie X.

Tarczyński wybierał się na antyimigracyjny marsz Unite The Kingdom March, organizowany przez skrajnie prawicowego aktywistę Tommy’ego Robinsona. Odbędzie się on w sobotę w Londynie, a Tarczyński już wcześniej brał udział w podobnych wydarzeniach, wspierając ich organizatorów.