"Lekkomyślne nie jest myślenie o niemieckiej bombie atomowej, lecz brak takiego myślenia" - pisze "Frankfurter Allgemeine Zeitung". "Ostatnie tabu" niemieckiej polityki zagranicznej zostanie przełamane? Komentator gazety stawia kanclerzowi Merzowi za przykład prezydenta Polski.
- Broń atomowa pozostaje tematem tabu w niemieckiej polityce bezpieczeństwa, ale pojawiają się głosy za przemyśleniem jej posiadania.
- Europa stoi w obliczu zagrożenia ze strony Rosji oraz niepewności co do wsparcia USA pod rządami Donalda Trumpa.
- Główną przyczyną ograniczonego wsparcia dla Ukrainy jest obawa przed eskalacją konfliktu nuklearnego.
- Najnowsze informacje z kraju i ze świata na rmf24.pl.
"Niemcy, podobnie jak cała Europa, stoją w obliczu dwóch epokowych zwrotów: Putin wypowiedział wojnę europejskiemu porządkowi pokojowemu, a (Donald) Trump nie czuje się powołany do tego, aby bronić tego porządku przed agresorem ze Wschodu" - zauważa w czwartek komentator "FAZ".
Głównym powodem, dla którego Europejczycy nie wspierają Ukrainy z dostateczną mocą, jest strach przed eskalacją włącznie z użyciem bomby atomowej. Putin ubezpiecza od czasu zajęcia Krymu swoją wojnę napastniczą własnym parasolem atomowym.
"Odstraszanie atomowe Kremla działa" - ocenił komentator. Jego zdaniem właśnie obawa przed uderzeniem nuklearnym była powodem zwlekania kanclerza Olafa Scholza z decyzją przekazania Ukrainie broni wielkiego kalibru. Jest też powodem odmowy dostarczenia Ukrainie pocisków Taurus przez obecnego kanclerza, chociaż jako lider opozycji Merz opowiadał się za tym.
W tej sytuacji, według FAZ, "atomowe darmozjady" w Europie skazane są tak, jak w gorącej fazie zimnej wojny, na atomowy parasol USA. Już wtedy istniały wątpliwości, czy Amerykanie podczas konfliktu ze Związkiem Sowieckim "pójdą na całość", wystawiając na szwank własną egzystencję. Trump poprzez swoją postawę wobec Europy dodatkowo podsycił te wątpliwości. Putin ma podstawę, by uważać, że może prowadzić wojnę przeciwko europejskim krajom NATO, nie narażając się na nuklearny konflikt z Ameryką.
Dziennik zauważa, że Merz dostrzega ten problem, gdyż w przeciwnym razie nie poruszałby publicznie tematu posiadania broni atomowej i nie rozmawiał o tym z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem. Jednak potencjał nuklearny Francji i Wielkiej Brytanii nie zastąpi konwencjonalnego i atomowego potencjału USA, który jest konieczny, aby skutecznie odstraszać Putina.
Pytanie, czy umierać za Wilno, Warszawę czy Berlin pojawi się o wiele szybciej w Paryżu niż w Waszyngtonie. Jak odpowiedzą na nie pani prezydent Marine Le Pen czy premier Nigel Farage, można sobie już dziś wyobrazić - ocenia "FAZ".
W obliczu niepewności dotyczących solidności amerykańskiego parasola atomowego oraz skuteczności odstraszania Putina przez "francuskie i brytyjskie parasolki", lekkomyślne nie jest myślenie o niemieckiej bombie atomowej, lecz brak takiego myślenia.
Powtarzanie, że Niemcy nadal są skazane na amerykańskie odstraszanie, nie rozwiązuje problemu wiarygodności Trumpa lecz jedynie powiększa potencjał szantażu. Inne państwa nie muszą czekać na to, aż Berlin przezwycięży swoje lęki wobec bomby atomowej. "Polski prezydent, chociaż wręcz czci Trumpa, myśli już o polskiej bombie i chce ją mieć" - pisze w konkluzji komentator "FAZ".


