W mieście Rwampara na wschodzie Demokratycznej Republiki Konga podpalono ośrodek leczenia wirusa ebola. Mieszkańcy, sprzeciwiając się rygorystycznym procedurom pochówku, zaatakowali placówkę po tym, jak uniemożliwiono im zabranie ciała zmarłego kolegi.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Do incydentu doszło w czwartek, gdy rodzina i przyjaciele zmarłego pacjenta próbowali zabrać jego ciało do domu na tradycyjny pogrzeb.
Władze, powołując się na wytyczne dotyczące epidemii eboli, odmówiły wydania zwłok, podkreślając konieczność przestrzegania specjalnych procedur bezpieczeństwa. Ciała zakażonych muszą być chowane zgodnie z obowiązującymi procedurami - zaznaczył w rozmowie z Associated Press Jean Claude Mukendi, szef departamentu bezpieczeństwa publicznego prowincji Ituri.
Według relacji dziennikarza AP, młodzi ludzie włamali się do ośrodka i podpalili znajdujące się w nim sprzęty, a także prawdopodobnie co najmniej jedno ciało domniemanej ofiary wirusa. Koordynator terenowy organizacji humanitarnej ALIMA, Hama Amadou, poinformował, że sytuacja została opanowana, a zespoły pomocowe kontynuują pracę w placówce.
Podpalenie w Rwampara pokazuje, jak trudne jest egzekwowanie rygorystycznych środków bezpieczeństwa w obliczu lokalnych tradycji i zwyczajów pogrzebowych. Władze i pracownicy służby zdrowia muszą mierzyć się z nieufnością i oporem społecznym, co utrudnia skuteczną walkę z rozprzestrzenianiem się wirusa.
Według najnowszych danych przekazanych przez ministra zdrowia DRK Samuela Rogera Kambę, liczba zgonów spowodowanych wirusem ebola wzrosła do 159.
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) szacuje, że spośród prawie 600 prawdopodobnych przypadków, epidemia pochłonęła już 139 ofiar.
W kraju rozprzestrzenia się rzadki typ wirusa - Bundibugyo, na który szczepionka może być dostępna dopiero za kilka miesięcy.



