Piekło - takie słowo pojawia się najczęściej w relacjach z dramatu, który rozegrał się w sylwestrową noc w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana. Według najnowszych informacji w wyniku pożaru w barze Le Constellation zginęło około 40 osób. Kolejnych 115 zostało rannych, głównie z powodu poważnych oparzeń. Ogień wybuchł ok. godz. 1:30. Relacje osób, które były w środku lub widziały te wydarzenia, są wstrząsające.

  • W sylwestrową noc w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana doszło do tragicznego pożaru w barze Le Constellation.
  • W wyniku wybuchu ognia zginęło około 40 osób, a 115 zostało rannych.
  • Przyczyna pożaru nie jest jeszcze znana, ale władze wykluczają zamach terrorystyczny.
  • Według relacji świadków, ogień pojawił się po umieszczeniu "świeczek urodzinowych" na butelkach szampana przez kelnerkę.
  • Ucieczkę z lokalu utrudniała bardzo wąska klatka schodowa.
  • Świadkowie opisują sceny grozy: płonących ludzi, panikę, krzyki i chaos.
  • Najnowsze i najważniejsze wydarzenia z kraju i ze świata znajdziesz na rmf24.pl.

Dramatyczna akcja ratunkowa

W sylwestrową noc, około godziny 1:30 czasu lokalnego w barze Le Constellation w szwajcarskim kurorcie Crans-Montana zginęło około 40 osób. Kolejnych 115 zostało rannych, głównie z powodu poważnych oparzeń. Akcja ratunkowa była dramatyczna. W najbliższym szpitalu zabrakło miejsc na oddziale intensywnej terapii. Poszkodowanych odsyłano do innych placówek, m.in. we Włoszech.

Na razie nie wiadomo, co było przyczyną pożaru. Władze podkreślają jednak, że wszystko wskazuje na to, że był to wypadek, a nie zamach terrorystyczny.

Le Constellation to duży bar mogący pomieścić około 300 osób. Ma dwa piętra i taras.

Świadkowie o tym, jak doszło do pożaru w barze Le Constellation

Naoczny świadek powiedział BBC, że był blisko baru, gdy usłyszał potężną eksplozję. Następnie zobaczył mnóstwo dymu.

Mężczyzna był przekonany, że w barze znajduje się jego brat. Dlatego wszedł do środka. Tam zobaczył przerażające sceny.

Widziałem płonących ludzi... Widziałem ludzi płonących od stóp do głów. To było szokujące - wspomina. Jego bratu nic się nie stało.

Dwie Francuzki, Emma i Albane, opowiadały francuskiej stacji telewizyjnej BFMTV, że były w środku, gdy wybuchł pożar. Z ich relacji wynika, że ogień rozpoczął się, gdy kelnerka umieściła "świeczki urodzinowe" na butelkach szampana.

W ciągu kilku sekund cały sufit stanął w płomieniach. Wszystko było drewniane - relacjonowały Francuzki. Jak dodawały, płomienie "zaczęły rozprzestrzeniać się bardzo szybko".

Wąska klatka schodowa utrudniała ucieczkę

Kobiety twierdzą, że ucieczka z baru była bardzo trudna. Jak mówią, pomieszczenie było wąskie, a klatka schodowa, którą uciekali ludzie, była jeszcze węższa. Opisują, że około 200 osób próbowało wydostać się na zewnątrz w ciągu 30 sekund, pokonując bardzo wąskie schody.

Daniella z Mediolanu, która ma dom wakacyjny przy ulicy równoległej do baru, również była świadkiem rozgrywającego się horroru.

"Widział piekło - rzeczy, których nigdy nie zapomni"

Wracała z mężem do domu po kolacji. Wtedy poczuła dym w pobliżu baru i zobaczyła leżącą na podłodze całkowicie spaloną kurtkę.

Ludzie biegali we wszystkich kierunkach, krzycząc i płacząc. Widziałam, jak kilka osób wynoszono na noszach - powiedziała BBC

Podszedł do mnie młody mężczyzna i powiedział, że widział piekło - rzeczy, których nigdy nie zapomni - dodawała. Jak mówiła, krzyki było słychać przez całą noc. To było straszne - opisywała.

Inny świadek, student, opisuje, że miał wejść do baru w momencie, gdy zaczęli wybiegać z niego ludzie. Część z nich płonęła.

Niektórzy po prostu krzyczeli. Tylko krzyczeli. Nic więcej. Niektórzy nic nie mówili, po prostu leżeli na podłodze - relacjonuje.

Identyfikacja wszystkich ofiar może potrwać kilka tygodni.