Nawet 40 osób mogło zginąć w wyniku pożaru w barze La Constellation w Crans-Montana w Szwajcarii - przekazała agencja Reutera, powołując się na władze szwajcarskie i włoskie. Do tragedii doszło podczas sylwestrowej nocy. Wśród ofiar są osoby różnych narodowości. Rannych jest około 100 osób. Większość z nich ma poważne obrażenia i oparzenia.
W wyniku pożaru w barze w Crans-Montana, w kantonie Valais, mogło zginąć nawet 40 osób. Ofiary są różnych narodowości. Rzecznik resortu spraw zagranicznych Polski Maciej Wewiór przekazał w rozmowie z dziennikarzem RMF FM Michałem Radkowskim, że trwa sprawdzanie, czy wśród ofiar są Polacy.
Z kolei francuskie ministerstwo spraw zagranicznych podało, że wśród rannych jest dwóch Francuzów. Identyfikacja zmarłych jest utrudniona ze względu na rozległe oparzenia.
Lokalne władze przekazały informację o ok. 100 rannych. Większość z nich odniosła poważne obrażenia. Poszkodowani trafili do okolicznych szpitali m.in. z ciężkimi oparzeniami.
Placówki medyczne są zapełnione rannymi po tragicznym wypadku w Crans-Montana. Szef władz lokalnych Mathias Renard powiedział, że rannych jest tak wielu, że zabrakło już miejsc na oddziale intensywnej opieki medycznej oraz w sali operacyjnej regionalnego szpitala, w związku z czym pacjenci są przewożeni do innych placówek - m.in. do Sion, Lozanny, Genewy i Zurychu.
Pożar wybuchł ok. godziny 1:30 podczas imprezy sylwestrowej w barze La Constellation w kurorcie narciarskim Crans-Montana w Szwajcarii. Na miejsce natychmiast skierowano policję, strażaków i służby ratownicze.
Do rannych wysłano 10 helikopterów i 40 ambulansów.
Wcześniej portal Blick podał, że powodem wybuchu mogło być wykorzystanie materiałów pirotechnicznych podczas koncertu w barze.
Jednak prokuratorka generalna kantonu Valais Beatrice Pilloud powiedziała, że jest zbyt wcześnie, by określić przyczyny pożaru, gdyż eksperci nie są jeszcze w stanie wejść do zniszczonego budynku.
W związku z tragedią w Crans-Montana, władze kantonu Valais ogłosiły stan wyjątkowy.
Podczas wspólnej konferencji miejscowych służb i władz przekazano, że zdarzenie jest traktowane jako pożar, a nie atak.
Absolutnie nie ma mowy o żadnym zamachu - zaznaczyła prok. Beatrice Pilloud.
W tej chwili obszar nad kurortem jest całkowicie zamknięty, a nad Crans-Montaną wprowadzono strefę zakazu lotów - przekazała miejscowa policja.
Włoski resort spraw zagranicznych przekazał, że nie podejrzewa podpalenia.
Minister spraw zagranicznych Włoch Antonio Tajani stwierdził, że pożar mogły wywołać fajerwerki. Miejscowe władze niedawno zakazały używania ich w sylwestra, z uwagi na to, że w grudniu w tym regionie opady były bardzo niewielkie.
Wygląda na to, że był to wypadek spowodowany pożarem, jakąś eksplozją, jakąś petardą rzuconą podczas obchodów Nowego Roku - powiedział włoskiej telewizji Sky TG24, cytowany przez agencję Reutera.
Tymczasem szwajcarska telewizja BFM rozmawiała z dwiema młodymi Francuzkami, którym udało się uciec z baru. Mówiły one, że pożar wybuchł od urodzinowej świeczki, którą kelnerki położyły na butelkach szampana.
Następnie ludzie wpadli w panikę i zaczęli rzucać się do wyjścia. Rozmówczynie stacji mówiły, że drzwi były zbyt wąskie, by tłum mógł szybko wydostać się na zewnątrz, dlatego ludzie wzajemnie się tratowali.
Z tej relacji wynika, że zapanował chaos - uczestnicy imprezy przekrzykiwali się i każdy w popłochu szukał drogi do wyjścia. Ktoś miał także wybić okno, by ratować uwięzionych w barze ludzi.


