Co najmniej 11 osób zginęło w pożarze centrum handlowego w Karaczi w Pakistanie - przekazała miejscowa policja, cytowana przez agencję Reutera. Ponad 60 osób uznaje się za zaginione - powiedział burmistrz miasta Murtaza Wahab. Akcja gaśnicza trwała ponad 24 godziny po tym, jak pożar wybuchł w sobotę wieczorem.
- W pożarze centrum handlowego w Karaczi w Pakistanie zginęło co najmniej 11 osób, a ponad 60 uznaje się za zaginione.
- Akcja ratunkowa była utrudniona przez brak wentylacji i palne materiały w budynku.
- Właściciele sklepów stracili dorobek życia i wyrażali rozgoryczenie wobec władz.
- Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Ogień pojawił się w centrum handlowym Gul Plaza w dzielnicy o gęstej zabudowie w Karaczi w Pakistanie. Zgłoszenie o pożarze na parterze budynku wpłynęło do służb ok godz. 22:38 czasu lokalnego (godz. 18:38 w Polsce) w sobotę.
Akcja gaśnicza trwała ponad 24 godziny. Brak wentylacji w centrum handlowym spowodował, że budynek wypełnił się dymem i spowolnił działania ratunkowe - przekazali strażacy lokalnej telewizji Geo News.
Kiedy przybyliśmy, ogień z parteru rozprzestrzenił się na wyższe piętra, a niemal cały budynek był już objęty płomieniami - powiedział rzecznik Rescue 1122, Hassanul Haseeb Khan, w rozmowie z agencją Reutera.
Policja przekazała, że zginęło co najmniej 11 osób. Wcześniejsze doniesienia mówiły też o 20 rannych.
Wygląda na to, że przyczyną był wyłącznik obwodu elektrycznego - powiedział w rozmowie z mediami na miejscu pożaru szef policji Sindhu, Javed Alam Odho, cytowany przez Dawn News. Wskazał on też, że towary, które znajdowały się w sklepach - dywany, koce i przedmioty wykonane np. z żywic - nie ułatwiały gaszenia ognia.
Służby przekazały, że pozostałości spalonego budynku zaczęły się miejscami zawalać i cała konstrukcja może runąć.
Według doniesień medialnych ludzie skandowali hasła krytykujące burmistrza, który przybył na miejsce dopiero po 23 godzinach. W centrum mieściło się ponad 1200 sklepów.
Setki osób zgromadziły się wokół budynku, w tym zrozpaczeni właściciele sklepów, których biznesy zamieniły się w popiół.
Zostaliśmy pozostawieni na lodzie, zredukowani do zera; 20 lat ciężkiej pracy, wszystko przepadło - powiedziała właścicielka sklepu Yasmeen Bano, cytowana przez agencję Reutera.




