Szwedzkie dowództwo alarmuje: Rosja może wkrótce przeprowadzić ograniczoną operację morską, by przejąć kontrolę nad strategicznymi wyspami na Bałtyku. Gotlandia, kluczowy punkt obrony północnej flanki NATO, intensywnie rozwija systemy obronne, podczas gdy Sztokholm buduje nowoczesną flotę podwodną. Cel Władimira Putina jest jasny - sprawdzić, czy Sojusz pozostanie jednością w obliczu bezpośredniej prowokacji.
- Szwedzkie dowództwo alarmuje, że celem Rosji w najbliższym czasie może stać się Gotlandia.
- Wyspa położona w centralnej części Bałtyku stanowi kluczowy punkt kontroli szlaków morskich.
- Szwedzi przygotowują się do obrony Gotlandii, zdając sobie sprawę z tego, że atak może nastąpić w każdej chwili.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
Generał Michael Claesson, naczelny dowódca szwedzkich sił zbrojnych, w najnowszej rozmowie z brytyjskim "The Times" nie pozostawia złudzeń: Kreml może zdecydować się na uderzenie w najmniej oczekiwanym momencie.
Według szwedzkiego dowództwa, Rosja nie musi planować inwazji na pełną skalę, by osiągnąć swoje cele polityczne. Wystarczyć może szybka, punktowa operacja morska lub desant na jedną z bałtyckich wysp, co miałoby posłużyć jako "test wytrzymałości" dla NATO.
Sztokholm obawia się, że Moskwa wykorzysta moment politycznej niepewności na Zachodzie, licząc na pęknięcia wewnątrz Sojuszu. Claesson podkreśla, że obecność sił NATO w strategicznych punktach północy jest jedynym skutecznym sposobem na odstraszenie Rosji przed militarnymi zakusami, które mogłyby zostać zrealizowane niemal z dnia na dzień.
W centrum rosyjskich zainteresowań niezmiennie pozostaje Gotlandia. Zamieszkana przez ponad 55 tys. ludzi, położona zaledwie 270 km od rosyjskiego Królewca, wyspa ta jest nazywana "niezatapialnym lotniskowcem" Bałtyku - ze względu na strategiczne położenie, umożliwiające kontrolę szlaków morskich. Szwedzkie władze w Visby już teraz wdrażają kompleksowy system obrony, który ma uniemożliwić Rosjanom zaskoczenie obrońców.
Już we wrześniu ubiegłego roku, szwedzki wywiad opublikował raport, w którym bezpośrednio wymienia się Gotlandię jako potencjalny i prawdopodobny cel rosyjskich działań.
Wyspa, choć turystycznie atrakcyjna, stała się przede wszystkim kluczową placówką wojskową. Modernizacja obejmuje nie tylko stałe garnizony, ale i zaawansowane systemy monitorowania przestrzeni powietrznej i morskiej. Szwedzki wywiad wojskowy ostrzega jednak, że w ciągu najbliższych pięciu lat potencjał ofensywny Rosji w regionie wzrośnie na tyle, by umożliwić jej próbę trwałego przejęcia dominacji w regionie.
Ktokolwiek kontroluje Gotlandię, może dyktować, kto żegluje lub lata w regionie Bałtyku - mówił w lutym dla "El Pais"pułkownik Dan Rasmussen. Hiszpańska gazeta przypomina, że Rosja wykonywała nad wyspą prowokacyjne loty bombowców strategicznych jeszcze przed aneksją Krymu w 2014 roku.
Teraz pozostaje jasne, że zajęcie wyspy w centralnej części Bałtyku, pozwoli Moskwie skutecznie utrudnić rozmieszczenie posiłków sojusznicznych w sąsiednich państwach bałtyckich (Estonii, Łotwie i Litwie). Co więcej, oprócz strategicznej wartości Gotlandii, przejęcie wyspy niosłoby ze sobą także trudne do zignorowania skutki ekonomiczne.
Dla Szwecji i wschodniej flanki NATO koniec wojny na Ukrainie nie będzie oznaczał pokoju. Wojskowi eksperci przewidują, że po wygaszeniu głównych walk na wschodzie, Rosja przegrupuje swoje zasoby i skieruje wzrok na zachód, dążąc do przywrócenia wpływów z czasów Związku Radzieckiego. Morze Bałtyckie po dołączeniu do NATO Szwecji i Finlandii stało się wewnętrznym jeziorem Sojuszu. Nadal jednak pozostaje jednym z najważniejszych szlaków morskich dla Rosji, która tamtędy wysyła statki przewożącej surowce floty cieni.
W odpowiedzi na te zagrożenia, Szwecja inwestuje w przyszłość swojej floty. Już w latach 2027-2028 do służby mają wejść dwa nowoczesne okręty podwodne - Blekinge oraz Skåne. Będą one patrolować wschodnią flankę NATO, stanowiąc kluczowy element odstraszania pod wodą. Jednocześnie Sztokholm nie zapomina o wsparciu dla Kijowa, przeznaczając miliony euro na odbudowę ukraińskiej infrastruktury energetycznej, co w szerszym kontekście jest uznawane za element budowania wspólnego bezpieczeństwa całej Europy.
Na Gotlandii zdają sobie jednak sprawę z zagrożenia i rozumieją, że ewentualna skuteczna obrona wyspy musi łączyć współpracę między wojskiem i cywilami. Przedstawiciele lokalnej społeczności nie wahają się mówić o możliwej inwazji Rosji. "Nie boimy się" - mówi dla "El Pais" policjantka z miejscowości, położonej kilkanaście kilometrów od największego miasta wyspy - Visby - "ale jesteśmy bardziej świadomi, że to może się wydarzyć" - dodaje.


