Londyn bije na alarm. Jak donosi "The Telegraph", przedstawiciele brytyjskiej administracji rządowej obawiają się, że Irlandia - z powodu niezwykle liberalnej polityki wizowej oraz wspólnej przestrzeni podróży z Wielką Brytanią - stała się dla Kremla idealną bazą wypadkową na Wyspy. Irlandzcy politycy przyznają wprost: Dublin nie ma narzędzi, by kontrolować tak masowy napływ Rosjan.
- Irlandia zatwierdziła aż 14 tysięcy wiz dla Rosjan od początku wojny w Ukrainie, z bardzo wysokim wskaźnikiem akceptacji wynoszącym.
- To budzi obawy w Londynie, bo Irlandia i Wielka Brytania mają wspólną strefę podróży.
- Dublin to atrakcyjne miejsce dla rosyjskiego wywiadu ze względu na łagodne podejście do wiz i obecność dużych amerykańskich firm technologicznych.
- Zbliżająca się prezydencja Irlandii w UE zwiększa ryzyko cyberataków i działań wywiadowczych na jej terytorium.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl.
Od momentu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę, Dublin zatwierdził aż 14 tysięcy wniosków wizowych złożonych przez obywateli Federacji Rosyjskiej. Wskaźnik akceptacji dokumentów na zielonej wyspie wynosi astronomiczne 90 proc.
Dla Whitehall (brytyjskiego rządu) to gigantyczny problem bezpieczeństwa. Irlandia i Wielka Brytania tworzą bowiem tzw. Common Travel Area (Wspólną Przestrzeń Podróży). Oznacza to, że osoba, która legalnie przekroczy granicę Irlandii, może stosunkowo łatwo przedostać się do Zjednoczonego Królestwa, omijając rygorystyczne brytyjskie kontrole graniczne.
Jak przyznaje w rozmowie z "The Telegraph" Barry Andrews, irlandzki eurodeputowany z partii Fianna Fail - Irlandia nie dysponuje tak wyrafinowanymi służbami wywiadowczymi jak Wielka Brytania. Londyn martwi się, że jesteśmy "tylnymi drzwiami". Ludzie przyjeżdżają do nas, a my po prostu nie mamy takich zdolności inwigilacji i nadzoru jak Brytyjczycy.
Andrews publicznie stawia pytania o to, czy procedury sprawdzania przeszłości aplikantów są wystarczająco rzetelne i czy Irlandia nie ignoruje dowodów na szkodliwą działalność Moskwy na swoim terytorium.
Głosy krytyki płyną nie tylko z Londynu, ale i z samego Dublina. Cathal Berry, były komandos irlandzkiej armii i parlamentarzysta, nazwał swój kraj "placem zabaw" dla Rosjan, wskazując na słabą kulturę bezpieczeństwa oraz brak odpowiednich zasobów kontrwywiadowczych.
Dlaczego Irlandia jest tak atrakcyjnym celem dla rosyjskich operacji wpływów?
Podczas gdy państwa strefy Schengen drastycznie ograniczyły wjazd Rosjanom po wybuchu wojny i rozważają całkowite banowanie osób powiązanych z armią, Irlandia (niebędąca członkiem Schengen) prowadzi własną, znacznie łagodniejszą politykę.
Dublin to również europejska baza dla największych amerykańskich gigantów technologicznych i korporacji. Brak silnej tarczy antywywiadowczej czyni z tego miasta idealne miejsce do prowadzenia szpiegostwa gospodarczego i operacji hybrydowych.
Obawy nasilają się w obliczu zbliżającej się rotacyjnej prezydencji Irlandii w Radzie Unii Europejskiej, która ma rozpocząć się w lipcu. Według Andrewsa, objęcie tego stanowiska automatycznie "rysuje celownik na plecach Irlandii". Polityk przypomina, że inne kraje kierujące pracami UE doświadczały w tym czasie zmasowanych cyberataków, w tym paraliżu infrastruktury krytycznej i lotnisk.
Eurodeputowany apeluje o natychmiastowe "prześwietlenie" procedur wizowych dla Rosjan i Białorusinów. Wśród proponowanych rozwiązań wymienia obowiązkowe rozmowy kwalifikacyjne z urzędnikami imigracyjnymi oraz szczegółową weryfikację profili aplikantów w mediach społecznościowych.
Problem ma też swój wewnętrzny, niezwykle niepokojący wymiar. W 2024 roku media ujawniły, że jeden z irlandzkich parlamentarzystów stał się obiektem śledztwa z powodu podejrzeń o potajemną współpracę z rosyjskimi służbami. Miał on działać jako "agent wpływu" Kremla m.in. w trakcie kluczowych negocjacji brexitowych.
Obecny kryzys to jedynie wierzchołek góry lodowej. Rosyjskie służby od lat testują czujność Dublina.
Już w 2018 roku rząd Irlandii musiał zablokować plany gigantycznej rozbudowy rosyjskiej ambasady w stolicy kraju, obawiając się, że kompleks miał służyć jako regionalne centrum nasłuchu i operacji wywiadowczych. Z kolei w 2022 roku z kraju wydalono czterech wysokich rangą rosyjskich dyplomatów. Służby bezpieczeństwa zidentyfikowały ich jako oficerów GRU (rosyjskiego wywiadu wojskowego), którzy wykorzystywali immunitet jako przykrywkę do działań szpiegowskich.
Brytyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych na razie wstrzymuje się od oficjalnego komentarza, jednak zakulisowe naciski na Dublin stają się coraz wyraźniejsze. Sprawa bezpieczeństwa wspólnej granicy w obliczu wojny na wschodzie Europy staje się dla Londynu priorytetem, którego nie da się dłużej zamiatać pod dywan.



