Co stanie się, gdy Rosja uderzy na Litwę z trzech stron, szantażując Zachód bronią atomową, a sojusznicy z NATO zaczną zwlekać z odpowiedzią? Czarny scenariusz niedawnych gier wojennych amerykańskich wojskowych obnaża kruchość Artykułu 5. Eksperci wskazują jednak na rewolucyjne rozwiązanie, które może uratować Litwę, uratować NATO i nadzieje na pokój w Europie. I jest to zadanie, które Sojusznicy mogą zrealizować.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl

Atak z trzech kierunków i paraliż NATO

Wykorzystując podziały transatlantyckie i polityczne napięcia w Europie, Rosja przeprowadza błyskawiczną, trójstronną inwazję na Litwę. Podczas gdy główne stolice NATO pogrążają się w dyskusjach, litewscy żołnierze i stacjonująca na miejscu brygada niemiecka muszą podjąć samotną walkę z przeważającymi siłami wroga. Symulację opisuje "The Times".

Scenariusz ten - zrealizowany podczas gry wojennej przez byłych urzędników Pentagonu i oficerów USA z centrum New Generation Warfare (NGW) - zakłada bezwzględną taktykę Moskwy.

Od wschodu: Rosyjskie pancerne kliny przechodzą przez łotewski region Łatgalia i zajmują pozycje wokół dawnej elektrowni atomowej w Ignalinie, czekając na drugie uderzenie.

Od południa: Wojska wychodzą z terytorium Białorusi, błyskawicznie pokonując 25-kilometrowy bufor i niemal w pełni okrążają Wilno w zaledwie pięć dni.

Od zachodu: Agresor przełamuje linię rzeki Niemen, wychodząc z obwodu królewieckiego, po czym natychmiast okopuje się i ogłasza, że zdobyty przyczółek zostaje objęty rosyjskim "parasolem nuklearnym".

W tym momencie NATO formalnie wciąż istnieje. Przywódcy państw zachodnich głośno wyrażają oburzenie, jednak groźba użycia taktycznej broni jądrowej przez Kreml paraliżuje proces decyzyjny. Sojusznicy boją się eskalacji. Gra wojenna stawia brutalne pytanie: kto zaryzykuje konflikt nuklearny w imię obrony państwa bałtyckiego? Niepokój potęgują sygnały z USA, gdzie przed zbliżającymi się wyborami prezydenckimi Amerykanie ograniczają rotację swoich wojsk na Starym Kontynencie. Premier Polski Donald Tusk otwarcie przyznał niedawno, że w obliczu nieprzewidywalności Waszyngtonu Sojusz staje przed wizją dezintegracji.

Roje zamiast miliardowych kontraktów

Istnieje jednak alternatywna, znacznie mniej apokaliptyczna wersja tej historii. Gdy w identycznych warunkach początkowych obrońcy zostali wyposażeni w 12 000 inteligentnych dronów krążących HX-2 (tzw. amunicji krążącej) produkcji europejskiej firmy Helsing, pierwsza faza rosyjskiej inwazji zakończyła się fiaskiem agresora.

W ciągu zaledwie dziesięciu dni Rosjanie stracili ponad jedną trzecią swoich sił. Skala tych strat przypominała najkrwawsze rzezie z historii wojskowości, jak szarża Picketta pod Gettysburgiem czy pierwszy dzień bitwy nad Sommą.

Kluczem powodzenia takiego ruchu natowców jest zaawansowany system naprowadzania oparty na sztucznej inteligencji. Nawet gdy rosyjskie systemy walki radioelektronicznej całkowicie odetną tradycyjną nawigację satelitarną, dron samodzielnie identyfikuje i niszczy cel.

Choć pierwsze partie testowane w Ukrainie miewały problemy, obecna wersja osiąga na froncie skuteczność trafień na poziomie 60-80 proc., co stawia ją na równi z rosyjskimi Lancetami.

Najnowsze oprogramowanie pozwala na cyfrowe łączenie maszyn. Jeden pilot może kontrolować rój składający się z 10 lub więcej dronów jednocześnie.

Jak zauważa cytowany przez "The Times" Greg Melcher, były szef operacji w departamencie marynarki wojennej Pentagonu, który nadzorował symulację:

Cytat

Większość krajów frontowych mogłaby rozwinąć zdolności do odstraszenia i, jeśli to konieczne, pokonania nawet trzech rosyjskich armii pierwszego rzutu w ciągu tygodnia lub dwóch. To dałoby czas niezbędny na przybycie sił koalicji lub uruchomienie pełnej machiny Artykułu 5 NATO.

Najważniejszy jest jednak aspekt ekonomiczny. Aby osiągnąć podobny efekt zatrzymania wroga za pomocą tradycyjnego sprzętu - kupując m.in. śmigłowce Apache, baterie HIMARS oraz pociski Hellfire i Spike - Litwa musiałaby wydać około 16 miliardów dolarów, a dostawy zajęłyby lata, zwłaszcza wobec aktualnych niedoborów sprzętowych, wywołanych działaniami na Bliskim Wschodzie. Roje dronów kosztują mniej niż jedną dziesiątą tej sumy i mogą trafić do magazynów w kilka miesięcy.

Nowa doktryna obronna Europy?

Zdolność do masowej produkcji w warunkach wojennych to kluczowy element strategii firmy Helsing. Produkcja dronów HX-2 odbywa się w specjalnych, podziemnych tunelach w południowych Niemczech. Te fabryki zostały zaprojektowana tak, by w razie zagrożenia rakietowego można je było spakować do dwóch 40-stopowych kontenerów wysyłkowych w zaledwie kilka godzin.

Proces montażu uproszczono do maksimum: wyszkolenie pracownika w czasie pokoju trwa dwa dni, a w warunkach wojennych wystarczą zaledwie dwie godziny. Przy pracy na dwie zmiany załoga potrzebuje około 3,5 godziny na wyprodukowanie jednego drona, co pozwala na dostarczanie 3000 sztuk miesięcznie z jednej małej, podziemnej lokalizacji o powierzchni zaledwie 200 metrów kwadratowych.

Niemieckie Ministerstwo Obrony podjęło już decyzję o zaangażowaniu funduszy w ten projekt - początkowa kwota 269 milionów euro może wzrosnąć do 1,5 miliarda euro, co pozwoli Berlinowi na stworzenie zapasów przekraczających 10 000 dronów. Z kolei Wielka Brytania prowadzi zaawansowane rozmowy w celu otwarcia podobnej podziemnej fabryki na swoim terytorium - informuje "The Times". Brytyjska armia zadeklarowała, że aż 40 proc. swojego budżetu zamówień zamierza przeznaczyć na relatywnie tanie, bezzałogowe systemy uderzeniowe.

Choć generał Sir Nick Carter, były szef sztabu obrony Wielkiej Brytanii, ostrzega, że symulacje komputerowe mają swoje ograniczenia (ta konkretna nie uwzględniała np. budowanych przez Litwę umocnień granicznych czy potencjalnego wsparcia lotniczego z krajów nordyckich), to płynący z nich wniosek jest jasny.

W erze, w której nowoczesne systemy wykrywania uniemożliwiają ukrycie dużych związków pancernych, kluczem do przetrwania mniejszych państw staje się rozproszona, wysoce zabójcza obrona dronowa.

NATO przygotowuje się do pilnej obrony państw bałtyckich?

NATO przygotowuje się do pilnej obrony państw bałtyckich po tym, jak prezydent Rosji Władimir Putin podpisał ustawę pozwalającą na wysyłanie wojsk za granicę w celu "ochrony obywateli". Rosja oskarża Litwę, Łotwę i Estonię o represje wobec rosyjskojęzycznych mieszkańców, co budzi niepokój wśród sojuszników. W odpowiedzi Sojusz planuje utworzenie nowego korpusu, który pozwoli na szybkie wzmocnienie obrony regionu.