Przełomowe odkrycie na Wyspach Brytyjskich daje nadzieję na uratowanie unikalnych ekosystemów. Naukowcy zidentyfikowali nieznany dotąd gatunek „grzyba-zabójcę”, który atakuje i skutecznie niszczy niezwykle ekspansywny, inwazyjny mech dziesiątkujący rodzimą florę. Badacze mówią o niezwykle rzadkim zjawisku, w którym osłabiona brytyjska natura sama wyprodukowała broń biologiczną do walki z najeźdźcą.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl.
Wszystko zaczęło się cztery lata temu na wyspie Wight - przypomina BBC. 30-letni dziś dr George Greiff podczas zwykłego spaceru wzdłuż klifów zauważył nietypowe połacie obumarłego mchu. Choć pierwsze próbki, które zebrał, wylądowały w koszu, młody naukowiec nie potrafił przestać myśleć o tym, co mogło wywołać tak gwałtowny rozkład rośliny.
Po latach żmudnych badań DNA, prowadzonych we współpracy z ekspertami z Wielkiej Brytanii i Francji, zagadka została rozwiązana. Powodem okazał się potężny, niewidziany nigdy wcześniej przez naukę grzyb, który roboczo nazwano "moss die-back" (obumieraniem mchu).
Naukowiec, który obecnie pracuje dla Muzeum Narodowego w Cardiff, regularnie tropi ślady działalności tego patogenu. W Parku Narodowym Bannau Brycheiniog w południowej Walii grzyb tworzy widowiskowe, brunatne "kręgi śmierci", przypominające miniaturowe pierścienie, wewnątrz których inwazyjny mech zamienia się w pył. Co kluczowe, w pustych miejscach po zniszczonym intruzie niemal natychmiast zaczynają odradzać się rodzime brytyjskie wrzosy.
Ofiarą nowego grzyba jest Campylopus introflexus (znany w Wielkiej Brytanii jako heath-star moss). Ten obcy gatunek mchu trafił na brytyjską ziemię najprawdopodobniej w latach 40. XX wieku z półkuli południowej. Do lat 90. rozprzestrzenił się po całym kraju, kolonizując wydmy, zbocza wzgórz, ogrody, a nawet połacie asfaltu.
Choć roślina wygląda urokliwie, dla wyspiarskiej przyrody okazała się katastrofą. W Wielkiej Brytanii występuje ponad tysiąc rodzimych gatunków mchów, które stanowią kręgosłup bezcennych lasów deszczowych strefy umiarkowanej oraz torfowisk magazynujących węgiel. Inwazyjny gatunek, dzięki błyskawicznemu rozsiewaniu zarodników, agresywnie wypierał lokalną florę, doprowadzając do wyginięcia rodzimych mchów w wielu regionach.
Wstępne analizy laboratoryjne przyniosły intrygujące wnioski. Nowo odkryty grzyb jest bliskim krewnym patogenu odpowiedzialnego za zamieranie jesionów (który zniszczył nawet 80 milionów drzew w Wielkiej Brytanii). Jednak w tym przypadku natura zachowała się z chirurgiczną precyzją - badania dr. Greiffa wskazują, że "grzyb-zabójca" atakuje wyłącznie inwazyjny gatunek mchu, pozostawiając lokalną przyrodę nietkniętą.
Naukowcy podejrzewają, że patogen może pochodzić od jednego z rodzimych, brytyjskich gatunków grzybów, który z czasem zmutował i przystosował się do zwalczania obcego mchu.
Walka z gatunkami inwazyjnymi (takimi jak rdestowiec japoński czy szare wiewiórki) kosztuje rządy miliony funtów i często opiera się na radykalnych metodach. Manualne usuwanie mchu byłoby niezwykle kosztowne i mało efektywne. Pojawienie się naturalnego, biologicznego "strażnika" jest więc dla ekologów darem od losu. W obliczu faktu, że brytyjska bioróżnorodność drastycznie spada, a co szóstemu gatunkowi na Wyspach grozi wyginięcie, ten niepozorny grzyb daje realną nadzieję na uratowanie zagrożonych ekosystemów.


