Niewątpliwy sukces, jakim było schwytanie prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro, mocno rozochocił amerykańską administrację. Do tego stopnia, że Waszyngton podjął kroki, które mają doprowadzić do upadku kolejnego reżimu w regionie - tym razem na Kubie.

  • Administracja USA podjęła działania mające na celu obalenie reżimu na Kubie do końca 2026 roku.
  • Stany Zjednoczone uważają, że reżim w Hawanie jest obecnie wyjątkowo słaby.
  • Jakie kroki poczynił Waszyngton? Tego dowiesz się, czytając poniższy artykuł.
  • Więcej ważnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.

3 stycznia, w ramach operacji "Absolute Resolve", siły specjalne z amerykańskiej jednostki Delta Force pojmały prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro i jego żonę Cilię Flores. Para następnie została przetransportowana do USA i postawiona przed sądem w Nowym Jorku, gdzie usłyszała zarzuty uczestnictwa w zmowie narkoterrorystycznej, sprowadzania kokainy do Stanów Zjednoczonych i dwa zarzuty związane z posiadaniem zabronionej broni.

Po akcji w Caracas, będącej niewątpliwym sukcesem Ameryki, Donald Trump zagroził również Kubie, która - jak stwierdził - jest "w bardzo opłakanym stanie". 8 dni później, 11 stycznia, amerykański prezydent oświadczył, że Kuba nie będzie już otrzymywać ropy naftowej i pieniędzy z Wenezueli, z których żyła "przez wiele lat", i wezwał władze w Hawanie do "zawarcia umowy, zanim będzie za późno".

Szukają kogoś, "kto rozumie, dokąd to zmierza"

Wydaje się jednak, że administracja Donalda Trumpa nie chce czekać na "zawarcie umowy", bo - jak informuje amerykański dziennik "Wall Street Journal" - poszukuje w kubańskim rządzie osób, które pomogą obalić obecny reżim do końca 2026 roku.

Według jednego ze źródeł, na które powołuje się "WSJ", Waszyngtonowi zależy na kimś, "kto rozumie, dokąd to zmierza i jest gotowy na porozumienie". Dziennik zauważa, że to właśnie za pośrednictwem takiego agenta Amerykanom udało się pojmać Nicolasa Maduro, co według "WSJ" "dodało odwagi" amerykańskiej administracji.

"WSJ" informuje, że w poszukiwaniu odpowiedniego kandydata przedstawiciele amerykańskich władz spotykają się z kubańskimi emigrantami i grupami społecznymi zarówno w Miami, jak i Waszyngtonie.

Ostrzeżenie dla Hawany

Tymczasem bliskie otoczenie Donalda Trumpa uważa, że kubańska gospodarka jest na "skraju załamania" po tym, jak reżim w Hawanie stracił "kluczowego patrona" w postaci Nicolasa Maduro, a Stany Zjednoczone odcięły Kubę od dostaw wenezuelskiej ropy naftowej.

Waszyngton jest zdania, że kubański rząd "nigdy nie był bardziej kruchy" niż obecnie. Jednak, jak zauważa "WSJ", amerykańska administracja nie ma konkretnego planu likwidacji kubańskiego rządu. Operacja pojmania Nicolasa Maduro ma być jednak postrzegana jako "ostrzeżenie" dla Hawany.

W tym kontekście Departament Stanu wydał oświadczenie, w którym stwierdził, że bezpieczeństwo narodowe USA wymaga, aby Kuba była "rządzona przez kompetentny, demokratyczny rząd i aby odmówiła przyjmowania wojska i służb wywiadowczych naszych wrogów".

Co mówią na Kubie?

Kubański resort dyplomacji podkreśla, że "prawo i sprawiedliwość są po stronie Kuby", a Stany Zjednoczone "zachowują się jak przestępczy hegemon, który zagraża pokojowi i bezpieczeństwu nie tylko Kuby i tej półkuli, ale całego świata".

Bloomberg informuje, powołując się na europejskich dyplomatów, że Kuba - w obliczu rosnącej presji ze strony Stanów Zjednoczonych - może doświadczyć kryzysu humanitarnego i upadku rządu.