Komisja Europejska ma zaproponować w środę pierwszy element reformy ETS. "Chodzi o lepszą kontrolę cen uprawnień do emisji CO2" - przekazał dziennikarce RMF FM unijny dyplomata. Bruksela chce także obniżenia podatków na elektryczność i opłaty sieciowe oraz poluzowania zasad pomocy publicznej dla przedsiębiorstw energochłonnych.

  • Najnowsze informacje z kraju i ze świata znajdziesz na RMF24.pl. Bądź na bieżąco.

To odpowiedź Brukseli na rosnące ceny energii w obliczu wojny na Bliskim Wschodzie i realizacja obietnicy ze szczytu UE sprzed dwóch tygodni. 

Jak ustaliła dziennikarka RMF FM, polskie władze są dosyć ostrożne, gdyż obawiają się, że część z tych propozycji jest "głównie dla bogatych". W sprawie ETS, pod wpływem własnego przemysłu ciężkiego, działaniom KE zaczęli przyklaskiwać nawet Niemcy. Dotychczasowy zwolennik unijnej polityki klimatycznej eurodeputowany CDU Peter Liese z komisji ds. środowiska i klimatu zaapelował wczoraj o reformę ETS, podkreślając potrzebę "większego realizmu" w tej dziedzinie.

Teoretycznie propozycje wyglądają dobrze i są po naszej myśli - mówi rozmówca dziennikarki RMF FM z kół rządowych. Zauważa jednak, że "diabeł tkwi w szczegółach". Chodzi o to, że większa elastyczność w zasadach udzielania pomocy państwa dla hutnictwa czy przemysłu chemicznego jest intersująca dla państw bogatych. Bogaci mogą sobie na to pozwolić, więc to poluzowanie zasad jest dla nich - usłyszała nasza dziennikarka.

Podobnie z obniżeniem VAT-u na elektryczność. KE chce doprowadzić do tego, żeby elektryczność była opodatkowana w niższym stopniu niż paliwa kopalne. Jednak dla budżetu państwa oznaczałoby to ogromne straty, zwłaszcza że wpływy zostaną już uszczuplone z powodu ostatniej obniżki VAT-u i akcyzy na paliwa. Zmniejszone wpływy raczej nie pomogą w trudnej sytuacji budżetowej - komentuje rozmówca Katarzyny Szymańskiej-Borginon.

Na czym ma polegać propozycja zmian w ETS?

W sprawie ETS Polska od dawna naciskała na większą przewidywalność i stabilność cen uprawnień do emisji CO2. Środowa propozycja KE wychodzi naprzeciw tym oczekiwaniom. Jak ustaliła dziennikarka RMF FM, Bruksela zaproponuje zmianę w automatycznym systemie unieważniania nadwyżek uprawnień do emisji. Takie "wysysanie" nadwyżek po przekroczeniu określonego limitu do tej pory miało na celu podbijanie ich ceny.

Teraz nadwyżki zostaną "zamrożone" w rezerwie i w razie gwałtownego wzrostu cen pozwoleń Bruksela będzie mogła je rzucić na rynek, by zbić ich cenę. Ciepłownie zapłacą wówczas mniej za uprawnienia, co przełoży się na niższe rachunki gospodarstw domowych. Chroniłoby to polskie firmy i gospodarstwa domowe przed szokiem cenowym ETS.

Co może pójść nie tak?

Rozmówcy RMF FM "dmuchają jednak na zimne". Po pierwsze to na razie "techniczna poprawka", która jest bezpiecznikiem, ale nie rozwiązuje systemowych problemów z ETS. Z głębszymi zmianami w ETS Komisja Europejska zamierza poczekać do lipca, gdy będzie już musiała przedstawić bardziej kompleksowy przegląd systemu, do czego zobowiązała się na szczycie UE 19 marca.

Po drugie efekt tych zmian nie jest pewny. Nie jest wykluczone, że rynek zinterpretuje propozycję KE jako sygnał wzmacniający wiarygodność i trwałość systemu ETS, co paradoksalnie doprowadzi do wzrostu cen uprawnień. A więc zamiast spodziewanego spadku cen wynikającego z większej podaży efekt może być odwrotny do zamierzonego - mówi rozmówca RMF FM.

Opracowanie: