Wojna z Rosją? Kluczowe pytanie brzmi - ile Europie zostało czasu. Gra wojenna przeprowadzona w grudniu przez europejskich strategów, urzędników i parlamentarzystów, pokazała, że konflikt z Moskwą może wybuchnąć wcześniej niż oceniano w dotychczasowych analizach. Wnioski z symulacji są niestety bardzo ponure.
- W symulacyjnej grze wojennej przeprowadzonej pod koniec ubiegłego roku Rosja zaatakowała Litwę.
- Gracze, w tym eksperci, urzędnicy i politycy musieli odgrywać role decydentów.
- Scenariusz nie przebiegł po myśli NATO, a Moskwa osiągnęła swoje cele.
- Gra pokazała wiele problemów z procesem decyzyjnym w Sojuszu i wiele, wiele więcej.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy do RMF24.pl
W grudniu niemiecki dziennik "Die Welt" przygotował we współpracy z Niemieckim Centrum Gier Wojennych Uniwersytetu Helmuta-Schmidta Niemieckich Sił Zbrojnych symulację rosyjskiej inwazji na Litwę.
Scenariusz zakładał, że Rosja wykorzystuje pretekst kryzysu humanitarnego w obwodzie królewieckim, by przypuścić atak na litewskie miasto Mariampol, położone w bezpośrednim sąsiedztwie przesmyku suwalskiego - wąskiego pasa ziemi na skrzyżowaniu granic Litwy, Rosji, Białorusi i Polski, nazywanego "bramą" i "piętą achillesową" NATO.
W grze wzięło udział 16 byłych wysokich rangą urzędników niemieckich i NATO, parlamentarzystów i wybitnych ekspertów ds. bezpieczeństwa. Scenariusz rozgrywał się w październiku 2026 roku.
Według skryptu Rosja, która nie jest zdolna do prowadzenia z NATO długiej wojny na wyniszczenie, atakuje szybko, znienacka i w ograniczonym obszarze, by przetestować kolektywną obronę sojuszników i ugrać jak najwięcej przy jak najmniejszym angażowaniu niezbędnych środków.
Alexander Gabujew, dyrektor Carnegie Russia Eurasia Center w Berlinie, który wcielił się w rolę Władimira Putina, zwrócił uwagę, że zasłona dymna "humanitarnej" interwencji była kluczowa dla umożliwienia rosyjskiego podboju. "Bardzo pomocne było ciągłe powtarzanie, że potrzebujemy korytarza humanitarnego, ponieważ źli Litwini uniemożliwiają nam zaopatrywanie biednych i głodnych mieszkańców Kaliningradu" - mówił cytowany przez "Wall Street Journal".
Jak podkreśla "Wall Street Journal" w Europie rośnie grono osób, uważających, że relacje transatlantyckie znalazły się w głębokim kryzysie. Widmo wojny handlowej, niejasna polityka USA dotycząca Ukrainy i pozostawiająca wiele znaków zapytania dyplomacja z Rosją, wreszcie spór o Grenlandię, połączony z groźbą interwencji zbrojnej wobec kraju sojuszniczego - to tylko niewielki wycinek z najnowszej historii napięć między Europą i Stanami Zjednoczonymi. Mówimy o zaledwie roku sprawowania władzy przez Donalda Trumpa.
Wszystko to dzieje się w momencie historycznym, gdy Rosja przeszła na gospodarkę wojenną, a wszelkie wyliczenia analityków wskazują na to, że Moskwa koncentruje zasoby, które znacznie przewyższają zapotrzebowanie związane z wojną w Ukrainie.
Sekretarz generalny Sojuszu Północnoatlantyckiego tonuje nastroje niektórych europejskich polityków, którzy wzywają do budowy kontynentalnego systemu bezpieczeństwa bez USA. Mark Rutte zwraca uwagę na gigantyczne koszty takiego przedsięwzięcia i kwestię parasola nuklearnego, który - przynajmniej w teorii - rozpięty jest nad Europą przez Amerykanów. Kluczowym czynnikiem w budowie optymalnego systemu odstraszania Rosji wydaje się być jednak przede wszystkim czas. Dla większości jest jasne, że w aktualnej sytuacji bez Stanów Zjednoczonych ewentualna konfrontacja militarna z Moskwą byłaby dla Europy trudna do wytrzymania.
Symulacja ujawniła poważne problemy z reakcją NATO na operację na Litwie. Stany Zjednoczone zdecydowały się na rozmowy z Rosją. Wystarczyło, że Kreml przedstawił swoją wersję o "kryzysie humanitarnym", by największy gwarant bezpieczeństwa w Sojuszu odmówił uruchomienia artykułu 5 Traktatu Waszyngtońskiego.
To właśnie taktyka działania w szarej strefie, którą do perfekcji opanowano w Moskwie, zablokowała na Zachodzie zdolność do podjęcia radykalnych decyzji - zwłaszcza w momencie, gdy w Waszyngtonie rysuje się coraz bardziej wyraźne "zrozumienie" dla polityki Putina.
Gracze reprezentujący Niemcy nie zdecydowali się na interwencję i próbowali doprowadzić do deeskalacji. Stacjonująca na Litwie niemiecka 45. brygada pancerna Bundeswehry nie zareagowała na rosyjską inwazję - w międzyczasie Rosjanie zaminowali drogi, prowadzące do bazy w Rudnikach.
Polska ogłosiła mobilizację, ale wojsk na Litwę także nie wysłała. W rozmowie z PAP, Bartłomiej Kot z warszawskiego biura Aspen Institute Central Europe, odgrywający w symulacji rolę polskiego premiera, przyznał, że gra wojenna pokazała niezdecydowanie wśród sojuszników i paraliż w podejmowaniu trudnych decyzji.
"WSJ" podsumowuje grę wojenną, pisząc, że "Rosji udało się w ciągu kilku dni zniszczyć wiarygodność NATO i ustanowić dominację nad państwami bałtyckimi, wysyłając początkowo siły liczące zaledwie około 15 000 żołnierzy".
Gry wojenne prowadzone są właśnie po to, by rozważać najtrudniejsze scenariusze konfrontacyjne i wychwytywać błędy w procesie decyzyjnym. Dlatego też niemiecka symulacja dostarcza bardzo istotnych wniosków. Litwa i jej sojusznicy mieliby w rzeczywistości wystarczająco wiele ostrzeżeń wywiadowczych, by móc uniknąć podobnego scenariusza, jak ten z inwazją na Mariampol - informuje "WSJ", powołując się na litewskiego kontradmirała Giedriusa Premeneckasa, szef sztabu obrony Litwy.
"Nawet bez sojuszników litewskie siły zbrojne - 17 000 żołnierzy w czasie pokoju i 58 000 po natychmiastowej mobilizacji - byłyby w stanie poradzić sobie z ograniczonym zagrożeniem dla Mariampola" - twierdzi wojskowy i dodaje, że Rosja również będzie musiała liczyć się z ryzkiem utraty obwodu królewieckiego w przypadku rozpoczęcia wojny z NATO. Premeneckas wychodzi jednak z dość optymistycznego założenia, że Sojusz w krytycznym momencie zareaguje bardzo zdecydowanie, przypuszczając kontratak na rosyjską eksklawę. Takie założenia istnieją w teorii. Wspominał o nich w ubiegłym roku amerykański generał Christopher Donahue, który stwierdził, że w przypadku wybuchu wojny z Rosją, USA i sojusznicy mają możliwość "zniszczenia go (obwodu królewieckiego) w niespotykanym dotąd czasie i szybciej, niż kiedykolwiek wcześniej".
W środę w trakcie wizyty na Litwie dowódca niemieckich wojsk lądowych, generał broni Christian Freuding przekazał, że NATO ocenia, iż Rosja nie będzie w stanie podjąć działań przeciwko członkom Sojuszu do 2029 roku.
Dodał, że nie będzie spekulował na temat tego, ile czasu pozostało Europie.
"To może się wydarzyć już teraz. Jeśli celem jest pokazanie, że Artykuł 5 NATO nie działa, i podzielenie Europejczyków, potrzebna jest wola, a nie niezwykle duże zdolności wojskowe. Dlaczego Putin miałby czekać, aż Europejczycy będą gotowi?" - konkluduje Nico Lange , były wysoki rangą niemiecki urzędnik ds. obrony i starszy pracownik naukowy Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, który uczestniczył w ćwiczeniach "Die Welt".


