Podwyżka składek dla osób bezdzietnych – taki pomysł ma niemieckie ministerstwo zdrowia, by uratować ubezpieczenia pielęgnacyjne. Jak donoszą media za naszą zachodnią granicą, deficyt w systemie sięga już miliardów euro, a eksperci ostrzegają przed realnym ryzykiem niewypłacalności niektórych kas pielęgnacyjnych. Resort zdrowia pod kierownictwem minister Niny Warken intensywnie pracuje nad nową reformą.
- Więcej aktualnych informacji z Polski i ze świata znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl. Bądź na bieżąco.
Według informacji ujawnionych przez sieć redakcji RND, jednym z rozważanych rozwiązań jest podwyżka składki dla osób bezdzietnych. Propozycja zakłada zwiększenie dopłaty do składki o 0,1 punktu procentowego - do poziomu 0,7 procent.
Oznaczałoby to, że osoby bezdzietne powyżej 23. roku życia płaciłyby łącznie 4,3 procent składki. Dla porównania, osoby z jednym dzieckiem nadal płaciłyby 3,6 procent, z dwojgiem dzieci - 3,35 procent, a z trojgiem - 3,1 procent.
Ministerstwo zdrowia nie potwierdza oficjalnie tych doniesień, odsyłając do kompleksowej koncepcji reformy, która ma zostać przedstawiona w najbliższym czasie. Jednak nie wiadomo, kiedy dokładnie poznamy szczegóły planowanych zmian.
Centralne Stowarzyszenie Ubezpieczeń Zdrowotnych alarmuje, że sytuacja finansowa kas pielęgnacyjnych jest coraz trudniejsza. Na ten rok deficyt szacowany jest na miliard euro, a prognozy nie napawają optymizmem. Ustawowe ubezpieczenie pielęgnacyjne jest pacjentem w stanie krytycznym, który wymaga szybkiej pomocy ratunkowej - mówi prezes zarządu jednej z największych kas chorych w Niemczech - DAK, Andreas Storm.
Ostrzega, że jeśli nic się nie zmieni, już wkrótce część kas będzie potrzebowała wsparcia finansowego, by uniknąć bankructwa.
Eksperci przewidują, że jeszcze w tym roku może dojść do kolejnej podwyżki składek - nawet o 0,2 punktu procentowego. To oznacza realny wzrost kosztów dla milionów ubezpieczonych Niemców.
Andreas Storm apeluje również do rządu o rozpoczęcie spłaty pomocy związanej z pandemią COVID-19, która wyniosła aż 5,2 miliarda euro. Jego zdaniem, te dodatkowe koszty powinny zostać pokryte z budżetu państwa, a nie z kieszeni ubezpieczonych.


