Uduszenie na skutek przygniecenia przez drzewa – to przyczyna śmierci harcerek, które zginęły w czasie nawałnicy przechodzącej nad obozem w Suszku na Pomorzu. Śledczy zastrzegają, że to są wstępne wyniki sekcji zwłok dziewczynek.

Miejsce obozu harcerskiego w Suszku /Jan Dzban /PAP

Prokuratorzy mają bardzo wiele czynności do wykonania. Już wiadomo, że najtrudniejszy do zbadania będzie wątek dotyczący narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia uczestników obozu - zauważa rzecznik Prokuratury Okręgowej w Słupsku - Jacek Korycki. Od tego zaczną śledczy i będą musieli ustalić, czy ostrzeżenia Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej były na czas oraz czy dobrze opisywały poziom zagrożenia. Później będzie przeanalizowany cały system ostrzegawczy. Na końcu prokuratorzy zbadają, czy opiekunowie i organizatorzy tego obozu zachowywali się prawidłowo.

W obozie w Suszku brało udział 130 harcerzy z łódzkiego okręgu ZHR. Opiekę nad nimi sprawowało ośmiu wychowawców. 

W nocy z piątku na sobotę - w wyniku gwałtownych burz i wiatrów, które przeszły nad Pomorzem, obóz został zniszczony i odcięty od świata przez tarasujące drogi drzewa. W wyniku nawałnicy zginęły dwie harcerki w wieku 13 i 14 lat: obie zostały przygniecione przez powalone wiatrem drzewa. 38 uczestników trafiło do szpitali z różnymi obrażeniami.

(mn)