Minister skarbu zawiadomił prokuraturę i ABW w sprawie listu do katarskiego inwestora, wysłanego przez Szczecińskie Stowarzyszenie Obrony Stoczni. Aleksander Grad wnosi o zbadanie powodów wysłania listu. Po jego otrzymaniu katarscy inwestorzy stoczni wstrzymali się z zapłatą za zakłady w Szczecinie i Gdyni. Wiadomo też, że ze stoczniowcami nie spotka się premier Tusk.

Żaden list nie został przekazany inwestorowi polskich stoczni. Reprezentant arabskich przedsiębiorców Jan Ruurd de Jonge stwierdził w wywiadzie dla TVN CNBC Biznes, że nic nie wie o pisemnym apelu Szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni i Przemysłu Okrętowego, który rzekomo miał opóźnić... czytaj więcej

Chcemy się dowiedzieć jakie naprawdę są przyczyny tego, co się dzieje - mówi reporterowi RMF FM przewodniczący stoczniowej „Solidarności” Krzysztof Fidura:

Szef resortu skarbu przywiązuje ogromną wagę do tego pisma szczecińskich obrońców stoczni. List przestraszył bowiem katarskich inwestorów. Był napisany bardzo profesjonalnie, z oficjalnymi nagłówkami używanymi w korespondencji urzędowej na Bliskim Wschodzie.

Aby nie wyjść na niepewnych i niepoważnych inwestorów, Katarczycy jako powód zwłoki podali najpierw przeprowadzenie kolejnego audytu, którego miał zażądać bank gwarantujący całą transakcję. Przedstawiciele inwestora twierdzili wręcz, że nic nie wiedzą o tym liście, choć w rozmowach z ministrem skarbu używali tego argumentu. Jak ustalił reporter RMF FM w resorcie, Aleksander Grad jest przekonany, że nie jest to zasłona dymna i nie ma ryzyka, że Katarczycy wycofają się z inwestycji, bo wpłacili już 8 milionów złotych wadium.

W liście Szczecińskiego Stowarzyszenia Obrony Stoczni i Przemysłu Okrętowego miały się pojawić m.in. zarzuty, że stocznia w Szczecinie mogła być pralnią brudnych pieniędzy. Zdaniem szefa organizacji Lecha Wydrzyńskiego list nie miał na celu powstrzymania sprzedaży, a jedynie poinformowanie kupca o sytuacji majątku, który nabywa.