Według ustaleń polskich służb kontrolę nad giełdą Zondacrypto ma jedna z najgroźniejszych rosyjskich grup przestępczych - dowiedziała się "Gazeta Wyborcza". Chodzi o mafię tambowską, powiązaną z politykami partii prezydenta Rosji Władimira Putina.
- Kontrolę nad Zondacrypto - zdaniem polskich - służb miała przejąć grupa przestępcza tambowskaja bratwa - ustaliła "GW".
- To jedna z najgroźniejszych rosyjskich grup przestępczych; powiązana z politykami partii prezydenta Rosji Władimira Putina.
- Według "GW", ABW miała ustalić, ile tambowcy mieli zapłacić za przejęcie kontroli nad Zondacrypto.
- Bądź na bieżąco! Wejdź na RMF24.pl.
Premier Donald Tusk, mówiąc podczas wystąpień o "rosyjskim wątku" w aferze Zondacrypto, miał korzystać z tajnej notatki Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - przekonuje "Gazeta Wyborcza".
"Dla ABW związki Zondacrypto z rosyjską przestępczością są kluczowe z punktu widzenia zagrożeń dla państwa. Nasze źródła w agencji oraz w kancelarii premiera wskazują, że chodzi o konkretną strukturę: to tambowskaja bratwa (bractwo z Tambowa), która miała przejąć nad Zondacrypto kontrolę" - można przeczytać w poniedziałkowej "GW".
Jak pisze "GW", to przestępcza grupa działająca od lat 80., początkowo zajmująca się brutalnym wymuszaniem haraczy, która od początku lat 90. zaczęła zyskiwać wpływy w świecie służb i władzy.
"Tambowcy zmonopolizowali cały sektor paliwowo-energetyczny w Sankt Petersburgu. A media pisały o powiązaniach grupy z ówczesnym wicemerem Sankt Petersburga, dziś prezydentem Władimirem Putinem" - można przeczytać w publikacji.
Według "Gazety Wyborczej", w "notatce ABW znajduje się informacja, że większościowe udziały w giełdzie Rosjanie przejęli w lipcu 2018 r. Zondacrypto nosiła wtedy nazwę BitBay i po okresie pierwszych sukcesów przeżywała poważne załamanie".
"Wtedy z pomocą przyszli tambowcy, którzy działali przez polskiego pośrednika. Swoje większościowe udziały sprzedał Mateusz Bajer, jeden ze współzałożycieli spółki. Oficjalnie zostały one przejęte przez trzy podmioty zarejestrowane w Zjednoczonych Emiratach Arabskich przez Sylwestra Suszka, drugiego z założycieli BitBay. Ale za wszystkim stały pieniądze tambowców" - pisze gazeta.
Z informacji "GW" wynika też, że notatka ABW podaje kwoty, jakie tambowcy mieli zapłacić za przejęcie kontroli nad Zondacrypto - były to dwie wpłaty, każda po "kilkadziesiąt milionów euro".
Według informatorów "GW", w notatce widnieje też nazwisko pośrednika, który poznał udziałowców BitBay-a z Rosjanami. "Ma nim być nieznany szerzej polski biznesmen ze "średniej półki", który robił z tambowcami interesy w branży paliwowej" - przekonuje gazeta.
Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty w poniedziałek został zapytany w TVN24 o to, kiedy informacja o rosyjskich powiązaniach Zondacrypto dotarła do polskich służb.
Tego, kiedy dotarła do polskich służb, nie badałem.(...) Wiem, kiedy dotarła do mnie. W momencie, kiedy dotarła do mnie, pewien czas potem było spotkanie Sejmu zamknięte, gdzie wszystkie te rzeczy zostały przedstawione - powiedział marszałek Sejmu.
Wydaje mi się, że wtedy rząd się zachował bardzo rozsądnie, po pierwsze zgłaszając ustawę (o rynku kryptoaktywów - przyp. red.), a po drugie, tak naprawdę ostrzegając ludzi, którzy mogliby według nas stracić pieniądze - dodał Czarzasty.
17 kwietnia Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła śledztwo w sprawie możliwego oszustwa klientów giełdy kryptowalut Zondacrypto oraz prania brudnych pieniędzy. W dniu wszczęcia postępowania kwota szkody była szacowana na co najmniej 350 mln zł, ale - jak zaznaczają śledczy - rośnie z każdym kolejnym dniem, podobnie jak liczba pokrzywdzonych.
Również 17 kwietnia Sejm po raz drugi nie odrzucił prezydenckiego weta do ustawy o kryptoaktywach. Wprowadzała ona m.in. środki nadzorcze, np. umożliwiała Komisji Nadzoru Finansowego wstrzymanie oferty publicznej kryptowalut. Według prezydenta Karola Nawrockiego przepisy były zbyt restrykcyjne, według koalicji rządowej brak ustawy tworzy luki prawne.


