Pracownik, który z powodu sytuacji na Bliskim Wschodzie nie może wrócić do Polski, powinien jak najszybciej powiadomić pracodawcę o przyczynie nieobecności i przewidywanym czasie jej trwania – podkreśla Robert Lisicki z Konfederacji Lewiatan. Po ostatnich nalotach na Iran i zamknięciu przestrzeni powietrznej przez wiele państw regionu, tysiące turystów, w tym Polaków, utknęło za granicą.

  • Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na RMF24.pl.

Lisicki zaznacza, że prawo pracy nie przewiduje szczególnych przepisów na taką okoliczność. Pracownik powinien niezwłocznie zgłosić nieobecność (najpóźniej drugiego dnia jej trwania), podać jej przyczynę i przewidywany czas trwania. Może też ustalić z pracodawcą wydłużenie urlopu, skorzystać z urlopu na żądanie (4 dni w roku kalendarzowym) lub - jeśli nie ma już płatnego urlopu - wnioskować o urlop bezpłatny.

Pracownik, który nie miał możliwości skorzystania z urlopu, po powrocie do pracy będzie musiał usprawiedliwić swoją nieobecność - zaznacza ekspert. Chodzi np. o okazanie dokumentu, który potwierdzi, że nasz lot został odwołany.

Zgodnie z prawem pracownicy mają również w określonych przypadkach prawo do zwolnienia od pracy z powodu siły wyższej. Lisicki podkreślił jednak, że w jego ocenie w tym przypadku przesłanki uprawniające do takiego zwolnienia nie będą spełnione. Wolne w wymiarze 2 dni albo 16 godzin pracownik może bowiem wykorzystać zgodnie z przepisami jedynie z powodu działania siły wyższej w pilnych sprawach rodzinnych spowodowanych chorobą lub wypadkiem.

Inaczej wygląda sytuacja osób na delegacji - tu odpowiedzialność za pobyt i ewentualne dodatkowe koszty spoczywa na pracodawcy. Lisicki uspokaja, że brak możliwości powrotu z powodu zamknięcia granic nie powinien skutkować utratą pracy. Kluczowe jest, aby wypełnił wyżej wskazany obowiązek poinformowania pracodawcy o zaistniałej sytuacji - powiedział.

W przypadku osób zatrudnionych na umowie zlecenie lub B2B kwestie te regulują indywidualne ustalenia, a nie przepisy prawa pracy.