"Nie chciałem iść na Everest, ale trochę przez przypadek kupiłem pozwolenie na wejście, więc musiałem tam pójść" - mówił w Radiu RMF24 Bartek Ziemski, który właśnie zjechał na nartach z Mount Everestu, najwyższej góry świata. Polski himalaista połączył się z Michałem Zielińskim z bazy pod Everestem, zaledwie kilka dni po zjeździe z sąsiedniej góry Lhotse. Jak przyznał, wejście na Everest wcale nie było jego głównym celem.
- Po więcej aktualnych informacji zapraszamy na stronę główną RMF24.pl.
Bartek Ziemski przyznał w rozmowie z Radiem RMF24, że głównym celem jego wyprawy był zjazd z Lhotse. Wejście na Everest pojawiło się później. Trochę spontan, trochę nie. Góry są obok siebie. Skoro człowiek już się aklimatyzuje, dobrze wykorzystać sytuację i spróbować wejść także na drugą górę - tłumaczył himalaista.
Dodał, że pozwolenie na wejście na szczyt Mount Everestu kupił właściwie przez przypadek. Nie chciałem iść na Everest. To niesamowita góra, ale trochę przez przypadek kupiłem permit (pozwolenie - red.), więc musiałem już wejść - mówił.
Mimo że ma już za sobą zjazdy z kilku ośmiotysięczników, nie ukrywa, że atmosfera i zamieszanie wokół Everestu mocno go zmęczyły. Raczej nie planuję zjeżdżać ze wszystkich ośmiotysięczników. Everest mi tak zbrzydł, że raczej tam nie wrócę - przyznał wprost Ziemski.
Himalaista zaznaczył, że nie zdobywa szczytów po to, by je kolekcjonować.
W rozmowie z Michałem Zielińskim himalaista zdradził kulisy wyprawy. Jak podkreślił, działał praktycznie bez wsparcia powyżej bazy. Podczas zjazdu musiałem jeszcze zbierać swoje obozy, ponieważ nie miałem żadnego wsparcia powyżej bazy - tłumaczył.
Wejście na szczyt zajęło mu około dziewięciu godzin. Sam zjazd również trwał kilka godzin.
Jak relacjonował Ziemski, warunki podczas wyprawy zdecydowanie nie należały do łatwych. Przez pół nocy wiał bardzo silny wiatr. Mnie to nie przeszkadzało, ale komercyjne wyprawy zawracały - opowiadał.
Przez trudne warunki na szlaku było znacznie mniej ludzi niż zazwyczaj. Miałem bardzo duże szczęście - dodał. Himalaista zwrócił jednak uwagę, że wokół Everestu zrobił się ogromny ruch. Jest nieprawdopodobnie dużo ludzi - mówił.
Podkreślał, że komercyjne wyprawy na najwyższą górę świata coraz bardziej zmieniają charakter wspinaczki na Everest.
Ziemski skromnie odpowiadał na pytanie o wyjątkowość swojego osiągnięcia i nie chciał go przesadnie oceniać. Przyznał jednak, że niewiele osób dokonuje podobnych zjazdów. Niewielu ludzi robi takie rzeczy, bo zajmuje to bardzo dużo czasu, a w tym samym okresie można robić wiele innych ciekawych rzeczy w innych miejscach - stwierdził.
Po ekstremalnych wyprawach w Himalaje Ziemski planuje odpocząć od najwyższych szczytów świata. Zdecydowanie już bez spontanów - zapewnił. Himalaista zdradził, że najbliższe miesiące spędzi między innymi na surfowaniu.
Oprac. Jakub Muszyński


