Skarbówka rozpoczęła kontrole osób handlujących w internecie. Fiskus analizuje raporty z popularnych platform sprzedażowych i wysyła wezwania do użytkowników, którzy mogą prowadzić działalność gospodarczą bez rejestracji - podaje "Rzeczpospolita". Nie musi się bać ten, kto sprzedaje swoje stare ubrania albo książki.
- Informacje lokalne i ogólnopolskie znajdziesz na stronie głównej RMF24.pl.
Ostatnio fiskus zaczął intensywnie sprawdzać podatników, którzy trafili do raportów przesyłanych przez platformy internetowe, takie jak Allegro, OLX czy Vinted, na podstawie przepisów wdrażających unijną Dyrektywę DAC7 - mówi "Rz" Monika Piątkowska, doradca podatkowy.
Gazeta przypomina, że w takich raportach są informacje o sprzedawcach, którzy przeprowadzili rocznie przynajmniej 30 transakcji. A także o sprzedających rzadziej, ale w sumie za więcej niż 2 tys. euro. W zestawieniu są również ci, którzy za pośrednictwem platform internetowych wynajmowali nieruchomości, środki transportu czy świadczyli różne usługi.
Fiskus już wcześniej przeszukiwał portale sprzedażowe i sprawdzał najaktywniejszych użytkowników. Teraz ma jednak wszystko jak na talerzu - mówi "Rz" Piotr Juszczyk, doradca podatkowy. Potwierdza on również, że skarbówka wysyła wezwania na podstawie raportów.
Według "Rzeczpospolitej" fiskus interesuje się internetem, ponieważ szuka tych, którzy prowadzą działalność na czarno. Wtedy, gdy uzna sprzedawcę za przedsiębiorcę, konsekwencje mogą być opłakane.
Jeśli sprzedamy przez rok 30 takich samych par butów albo 30 egzemplarzy tej samej książki, to trudno będzie przekonać skarbówkę, że pozbywamy się osobistego majątku. Wizyty w urzędzie nie powinien się natomiast obawiać ten, kto wprawdzie przekroczył limity, ale sprzedawał stare, prywatne rzeczy, np. ubrania, z których wyrósł, czy książki, które już przeczytał - tłumaczy Piątkowska.
Zdaniem Juszczyka prowadzącym działalność na czarno grożą zaległość w PIT wraz z odsetkami, ale także VAT, ZUS i grzywna z kodeksu karnego skarbowego.


