Santa Cruz del Islote to niewielka sztuczna wyspa na Morzu Karaibskim, położona u wybrzeży Kolumbii, która od lat przyciąga uwagę badaczy, dziennikarzy i turystów z całego świata. Uznawana za najbardziej zaludnione miejsce na Ziemi, wyspa liczy niecałe 100 domów i zaledwie cztery wąskie ulice, a mieszka tu nawet 1200 osób – wszyscy spokrewnieni, wywodzący się z zaledwie 45 rodzin. Choć powierzchnia wyspy to nieco ponad 2,4 akra (około 12 000 metrów kwadratowych), tętni ona własnym, niepowtarzalnym rytmem.

  • Santa Cruz del Islote to najbardziej zatłoczona wyspa świata.
  • 1200 osób mieszka na niecałym hektarze, nie ma tam samochodów ani rowerów.
  • Wszyscy się znają, nie ma przestępczości, a drzwi nie trzeba zamykać na klucz.
  • Wyspa boryka się z brakiem kanalizacji, wody pitnej i stałego prądu - życie tu to prawdziwe wyzwanie.

Santa Cruz del Islote to zaledwie 2,4 akra (niecały hektar) koralowej wyspy, na której upchnięto 97 domów, cztery wąskie uliczki i około 1200 mieszkańców. Wyspa jest częścią archipelagu San Bernardo i leży ok. 45 minut łodzią od portowego miasta Santiago de Tolú. 

Co ciekawe, wszyscy mieszkańcy wyspy wywodzą się z około 45 rodzin - nie ma tu anonimowości, każdy zna każdego, a sąsiedzi rzeczywiście są jak rodzina. Na Santa Cruz del Islote nie uświadczysz samochodów ani motocykli - nie ma na nie miejsca. Wszystkie dystanse pokonuje się pieszo lub łodzią.

Cała wyspa jest zabudowana, a największy publiczny plac ma wielkość połowy kortu tenisowego. Gdy dzieci chcą zagrać w piłkę nożną, muszą udać się na sąsiednie wyspy. Mimo to mieszkańcy wyspy twierdzą, że nie zamieniliby swojego domu na żadne inne miejsce na świecie.

To tutaj, wśród blaszanych dachów, labiryntu domów i wąskich uliczek, rodzi się wyjątkowa więź społeczna. Przestępczość praktycznie nie istnieje, nikt nie zamyka drzwi na klucz, a policja nie jest potrzebna. Wszyscy się znają, pomagają sobie nawzajem i wspólnie spędzają wieczory, oglądając telenowele lub rozmawiając na głównym placu.

Codzienne wyzwania na "zatłoczonym raju"

Życie na Santa Cruz del Islote dalekie jest od wygód znanych z kontynentu. Wyspa nie posiada kanalizacji, a ścieki trafiają wprost do morza. Brakuje tu także bieżącej wody i stałego zasilania - prąd dostarczany jest przez generator i panele słoneczne, a woda pitna przypływa wojskowymi łodziami co kilka tygodni. Często jednak zdarza się, że mieszkańcy muszą czekać na dostawę przez wiele miesięcy.

Odpady komunalne również stanowią poważny problem - śmieci powinny być odbierane co tydzień, ale w praktyce zalegają przez długie tygodnie, zanim mieszkańcy sami zorganizują ich transport na sąsiednie wyspy. Na wyspie działa tylko jeden ośrodek medyczny, z jedną pielęgniarką. Lekarz odwiedza wyspę co dwa tygodnie, a w nagłych przypadkach mieszkańcy muszą wspólnie opłacić wynajem łodzi do najbliższego miasta na lądzie.

Wyspa dzieci, turystyka i rybołówstwo

Aż 60 proc. populacji Santa Cruz del Islote stanowią dzieci. Na wyspie znajduje się szkoła podstawowa, ale edukacja kończy się na 10 klasie. Ci, którzy chcą kontynuować naukę, muszą opuścić wyspę i przenieść się na stały ląd. Wielu młodych wraca jednak do domu, by pomagać rodzinom w rybołówstwie lub turystyce.

Rodziny są wielopokoleniowe, a dzieci rodzą się tu wcześnie - często już w wieku 16 lat. Mimo ograniczonych perspektyw, mieszkańcy starają się tworzyć dla siebie jak najlepsze warunki i dbać o przyszłość wyspy.

Podstawą utrzymania większości rodzin jest rybołówstwo, choć coraz większą rolę odgrywa turystyka. Co roku tysiące gości przypływają, by zobaczyć niezwykłe życie na wyspie, popływać z żółwiami morskimi i poznać lokalną kulturę.

Klimatyczne wyzwania - groźba zatopienia wyspy

Santa Cruz del Islote, podobnie jak cały archipelag San Bernardo, znajduje się zaledwie dwa metry nad poziomem morza. Wraz ze wzrostem poziomu oceanów, mieszkańcy coraz częściej doświadczają zalewania domów podczas przypływów. Według prognoz do 2050 roku poziom morza może wzrosnąć o 30 centymetrów, co postawi istnienie wyspy pod znakiem zapytania.